22 grudnia 2012

Chałwa z marchewki

Stęskniłam się za blogiem i za Wami! Za bardzo :) Ostatnie dni nabrały takiego tempa, że nie miałam zbyt wiele czasu na sen, o blogowaniu nie było mowy. Ale już wracam do żywych, do kuchni i do Was  :)

Jakiś czas temu robiłam imprezę dla młodzieży i postaram się w najbliższym czasie pokazać kilka ciekawych propozycji, którymi uraczyłam koleżeństwo mojej latorośli. Na początek chałwa z marchewki. Tak, z marchewki! Gotowanej :)))




Inspiracja pochodzi z "Kaszaprodżekt", jednego z tych wege- blogów, na które zaglądam z przyjemnością :) U mnie chałwa w wersji wegańskiej z zamianą masła na olej w zmniejszonej ilości, z mlekiem migdałowym DIY (klik), niewielkim dodatkiem słodu ryżowego zamiast cukru oraz dla wzmocnienia TEGO smaku- z dodatkiem zmielonego sezamu- wspaniałego źródła wapnia- zwłaszcza, jeśli użyjecie tego mniej urodziwego- nieoczyszczonego. Masa w postaci krojonych kostek nie do końca przemawiała do mojej córki, utoczyłam więc niewielkie kulki, które dodatkowo obtoczyłam podprażonymi, grubo zmielonymi pistacjami. Efekt smakowy i wizualny bardzo satysfakcjonujący. W miejsce mleka migdałowego możecie użyć każdego innego, a do obtoczenia kulek czy też kostek- innych orzechów, wiórków koko itp. Sezam również może być :) Pominęłam egzotyczne przyprawy ze względu na dzieci, ale jeśli lubicie kardamon czy kumin- nie bójcie się ich użyć :)

Składniki
(na 20 kulek)

1 kg marchewki
4 łyżki oleju/ oliwy
3 szklanki dowolnego mleka roślinnego
2 łyżki słodu ryżowego (lub innego) lub nieco więcej
4 czubate łyżki sezamu lub więcej
szczypta soli (opcja, ale polecana- dla przełamania smaku)
dowolne orzechy lub wiórki do obtoczenia




Wykonanie
Obrane marchewki ścieram na tarce o drobnych (skośnych) oczkach, wrzucam na szeroką patelnię z rozgrzanym tłuszczem, podgrzewam mieszając przez kilka minut. Dolewam mleko, zagotowuję, zmniejszam płomień i podgrzewam co jakiś czas mieszając do momentu, aż mleko odparuje, a gęsta masa zacznie odstawać od patelni. Trwa to ok godziny lub dłużej. Zestawiam patelnię z ognia- dosmaczam słodem (jego ilość będzie zależna od tego- jakiego mleka użyliście i indywidualnego gustu oraz solą), mieszam, dodaję zmielony w młynku do kawy sezam, ale zanim dodacie sezam- koniecznie powąchajcie masę marchewkową :)- "czary- mary". Jak masa nieco przestygnie formuję z niej kulki wielkości orzechów włoskich i obtaczam w grubo mielonych orzechach /dwukrotnie, pierwsza warstwa szybko topiła się w masie ;)/. Trzymam w lodówce przed podaniem. Jeśli masa wyda się Wam zbyt luźna na formowanie- wstawcie ją do lodówki i dowolnie formujcie po zgęstnieniu. Jeśli preferujecie formę kostkową- włóżcie masę do niewielkiego pojemnika wyłożonego np folią spożywczą, wstawcie do lodówki i pokrójcie po stężeniu.
Jestem ciekawa czy przepis zaintryguje również kogoś z Was, nadchodzące święta wydają się być dobrą okazją :)


Oceń przepis:

Blok owsiany

Nie wiem czy Wasze mamy robiły kiedyś coś takiego. Z tego co ja pamiętam w składzie było mleko, masło/ margaryna, cukier, kakao i płatki owsiane. Może mleko w proszku też tam było...? Gorącą masę powstałą z połączenia podgrzanych składników wylewało się do formy i kroiło po zastygnięciu. Mój blok- to nie do końca jest TO- ale przypomina smak dzieciństwa :)
Różne wersje tego bloku robię od czasu gdy dzięki Alicji odkryłam patent z daktylami rozgotowanymi w soku z pomarańczy, o którym pisałam przy okazji trufli, daje wiele możliwości do przyrządzenia różnego rodzaju słodkości bez dodatku cukru stołowego.


blok owsiany

Do bloku, obok płatków możecie dodać lubiane połamane orzechy, migdały, podprażone pestki dyni, słonecznika, sezam itp. Dla rozluźnienia nieco zamulającej ;) konsystencji do masy dodaję w zależności od tego co mam pod ręką: ok 1/2 szklanki mleka roślinnego DIY, ok 3/4 szklanki pure dyniowego lub 1 większe zmiksowane awokado. Polecam jako słodki akcent imprezy (niekoniecznie) młodzieżowej czy deser na co dzień lub od święta :)

blok owsiany


Składniki
ok 150 g wypestkowanych suszonych niesiarkowanych miękkich daktyli (mogą być pół na pół z innymi suszkami jak figi, rodzynki, żurawina)
sok wyciśnięty z jednej niedużej pomarańczy (nie zaszkodzi, jeśli przy wyciskaniu do miseczki dostanie się trochę miąższu, byle pestek nie było)
3 czubate łyżki karobu lub kakao
3 szklanki płatków owsianych górskich (część płatków można zastąpić pokruszonymi orzechami, podprażonymi pestkami dyni, słonecznika itp)
spora szczypta soli
1/4 szklanki wrzątku
ok 1/2 szklanki mleka roślinnego lub 3/4 szklanki pure dyniowego lub zmiksowane duże awokado (dodatek "rozmulacza") jest opcjonalny, ale polecany)

Wykonanie
Przepłukane daktyle wrzucam do małego garnka, zalewam wodą i sokiem z pomarańczy, zagotowuję, zmniejszam płomień na mały i podgrzewam co raz mieszając, aż płyn odparuje, a owoce zaczną się rozpadać (ok 10 min), miksuję na gładko z wybranym dodatkiem (mleko, awokado lub pure z dyni) i sporą szczyptą soli, przekładam do garnka i mieszam porządnie z przepłukanymi na sitku pod bieżącą wodą płatkami, dodaję karob i znowu szybko (ale dokładnie) mieszam. Macie teraz krótką chwilę na ewentualne doposażenie masy w dodatkowe przyprawy (chili, pieprz, chlust esencji waniliowej, dodatkowa szczypta soli, cynamon itp). Następnie przekładam masę do foremki wyłożonej folią spożywczą lub aluminiową (najlepiej dobrać taką, by boki bloku miały ok 2 cm wysokości), wyrównuję powierzchnię mocno dociskając tylną stroną łyżki lub zwilżonymi dłoniami, po przestudzeniu wkładam do lodówki na kilka godzin lub na całą noc, po wyjęciu kroję w niedużą kostkę. Smacznego!

Oceń przepis:

2 grudnia 2012

Groch z kapustą


Lubicie? My bardzo lubimy, bez wyjątku. O tej porze roku mam nieustanne ciśnienie na kaszę, czerwoną soczewicę i jak słusznie napisała jedna z uprzejmych komentujących- na nasycenie się kapuścianym igliwiem - i to konkretnym! Takim daniem właśnie jest groch z kapustą. Kluczowym elementem satysfakcjonującego dania jest oczywiście- kiszona kapusta, musi być dobra. Jeśli nie macie swojej kiszonki, kupujcie ją od "baby" na bazarze, gdzie można spróbować czy kapusta ma odpowiedni smak, którego nie trzeba będzie wypłukiwać - ja nigdy tego nie robię.

 


Składniki

(dla 4 osób na 2 dni)
ok 1/2 kg kiszonej kapusty
2 szklanki grochu w połówkach
1 duża cebula
ok 6 łyżek oleju/ oliwy lub więcej
czubata łyżeczka wędzonej łagodnej papryki w proszku (kto zna i używa, zrozumie, musiałam ją dodać ;)
3 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
sól





Wykonanie

Groch moczę przez noc lub tego samego dnia przynajmniej na godzinę- dwie. Tak, ja moczę wszystkie strączki bez wyjątku- te szybkie też. Następnego dnia płuczę, wrzucam do garnka, zalewam 4 szklankami wody, zagotowuję, zbieram szum i gotuję na wolnym ogniu z uchyloną pokrywką przez 40 minut lub dłużej- aż zacznie się rozpadać.

W tym czasie siekam kapustę i wrzucam do szerokiego garnka z gotującą się wodą (3 szklanki), po zagotowaniu zmniejszam płomień na mały, dodaję 2 łyżki oleju i gotuję z uchyloną pokrywką, w trakcie dorzucam liście laurowe i ziele angielskie.

Na patelni rozgrzewam 4 łyżki oleju, oliwy, wrzucam pokrojoną cebulę, smażę do zeszklenia, dodaję paprykę, podgrzewam chwilę mieszając by cebula dobrze połączyła się z przyprawą. Dorzucam ją do grochu po 30 minutach gotowania, dodaję również wtedy pełną łyżeczkę soli. Kiedy groch jest już odpowiednio ugotowany- ugniatam go- ale nie na pure- miło jeśli ziarna częściowo pozostaną w całości. Przekładam do kapusty, porządnie mieszam, podgrzewam przez kilka minut. Jeśli potrawa wyda Wam się za sucha- można kapnąć nieco wody lub/ i oleju. Na wydaniu posypuję natką pietruszki, mam całą zamrażarkę wypchaną dobroczynnym zielem, więc sypię do wszystkiego :)

Groch z kapustą w wersji obiadowej dobrze współgra z ziemniaczanym pure, ale można zjeść również z pajdą dobrego chleba. Jest to również danie, które można przygotować na Święta. Jak każda potrawa z kapustą- również i ta z grochem- z czasem dojrzewa w smaku, warto więc ugotować solidny gar i raczyć się jego zawartością przez kilka kolejnych dni :)






Oceń przepis:

27 listopada 2012

Grzyby jak ryby

Tak, to kolejny przepis z sekcji "armata z krawata" :), jednak tym razem nazwa nie jest moja, więc nie przyjmuję żadnych zażaleń na swoją klatę ;) Przepis poleciła Ala (klik), mistrz w wyszukiwaniu ciekawych przepisów, oryginał pochodzi z Wielkiego Żarcia (klik). Czytałam jednak na wegedzieciaku, że potrawa nie każdemu przypadła do gustu, ale! Grzyby podsmażone BEZ panierki i marynowane w pomidorowo-octowej zalewie naprawdę smakują dobrze, spróbujcie koniecznie takiej wersji. Polecam włączenie dania do repertuaru potraw świątecznych lub jako przekąski na bardziej wyluzowaną imprezę. 
Pieczarki zamieniłam na boczniaki podsmażone bez panierki i zmieniłam skład zalewy. Zamiast boczniaków możecie oczywiście użyć pieczarek, Tak sobie myślę, że grillowane cukinie czy bakłażany też miło wypadłyby w tym zestawie.


Składniki
ok 500 g boczniaków
4 łyżki oleju/ oliwy
3 małe cebule
6 średnich kiszonych ogórków

Zalewa
1 l przecieru pomidorowego (passaty) lub soku
3 czubate łyżki lubianych suszonych owoców (u mnie żurawina i rodzynki pół na pół)
3 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
6 łyżek octu jabłkowego
ewentualnie sól i pieprz, ja już nie dodawałam, mam przecier domowy odpowiednio doprawiony

Wykonanie
Boczniaki przepłukują pod bieżącą wodą, odrzucam końce trzonków, suszę papierowymi ręcznikami, kroję na mniejsze kawałki, takie "na raz" :)
Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam grzyby i smażę od czasu do czasu delikatnie mieszając aż się lekko zezłocą, odstawiam.
Do garnka wlewam przecier, zagotowuję, wrzucam liście laurowe, ziele angielskie i przepłukane, drobno pokrojone suszki, zmniejszam płomień na mały i gotuję z uchyloną pokrywką przez 10 minut. Dodaję ocet, mieszam.
Na dno naczynia w którym danie będzie serwowane (może być garnek czy słoik, potem można przełożyć) wykładam kolejno warstwami: 
połowa grzybów
pokrojona w cienkie plasterki cebula
połowa pokrojonych w kostkę ogórków
połowa zalewy
pozostała część grzybów
pozostała część pokrojonych ogórków
reszta zalewy
Po przestygnięciu kładę pokrywkę i wkładam do lodówki na noc. Danie dobrze smakuje po przegryzieniu się, może stać w lodówce przez kilka dni, z każdym dniem jego smak dojrzewa. Dobrze smakuje z kromką chleba.



Oceń przepis:

25 listopada 2012

Kluski jaglane

Moja młodzież uwielbia wszystkie możliwe kasze, wszystkie! Za wyjątkiem ich królowej- jaglanej. Dania z jagłami w roli głównej raczej odpadają, muszę bawić się więc w przemytnika i dodawać je w niewielkiej ilości do innych kaszowych dań, krupników itp. Jako ciekawostkę dodam, że małżonek z wszelkich możliwych kasz toleruje głównie jaglaną..... :) Także TAK TO! Na szczęście ja sama jestem raczej wszystkożerna jeśli chodzi o produkty niemięsne i nie muszę gotować trzech obiadów.

Kluski jaglane zrobiłam po raz pierwszy do kremu z dyni, wrzuciłam młodej niewielką ilość- "no risk, no fun", spodziewając się kolejnego wyziewu negatywnych komentarzy typu: "ołesuuuuu, znowu TA kaszaaaaa!" i jakież było moje zdziwienie gdy zamiast tego usłyszałam: mamo, dorzuć więcej TYCH klusek! :))) YES, YES, YES!!!! Skoro więc przypadły do gustu jaglanemu niejadkowi, to z pewnością znajdą również amatorów wśród czytelników mojego bloga.



Dzisiaj wersja śniadaniowa na słodko- z polewką cynamonowo- makową (ZAPAMIĘTAJ! :) mak, to mistrz wśród roślinnych źródeł wapnia), ale możecie śmiało zalać je mlekiem, bulionem, dodać do kremowej zupy, sosu, gulaszu itp. Porada dnia zatem brzmi: kupcie kaszę jaglaną, koniecznie w dużej ilości! 

Składniki
(dla 3- 4 osób)

Kluski
3/4 szklanki kaszy jaglanej
sól
2 łyżki oleju/ oliwy
woda
/TAK! Tylko to! :))))))))/

Polewa
3 łyżki słodu ryżowego (lub innego)
3 łyżki wody lub nieco więcej
płaska łyżeczka sproszkowanego cynamonu 
(lub nieco więcej)
łyżka maku
opcjonalnie szczypta soli dla przełamania słodyczy


Wykonanie
Kaszę przelewam wrzątkiem na drobnym sitku i płuczę pod bieżącą wodą, przekładam do garnka, zalewam wodą (1 i 1/2 szklanki), zagotowuję, dodaję pełną łyżeczkę soli, kładę pokrywkę i gotuję do wygotowania się wody- ok 7-8 minut. Zostawiam pod przykrywką ok 10 minut. Dodaję 2 łyżki oleju i rozcieram kaszę tylną stroną łyżki- to jest kluczowa czynność w całym procesie: roztarcie kaszy sprawia, że nabiera ona zupełnie innego wymiaru: odpowiednią kluskową konsystencję, smak! i zapach, który mi osobiście przywodzi na myśl kluski leniwe :) ale być może to subiektywne. Nie musi być ekstra- gładko :) Masę można dosmaczyć dodatkową szczyptą soli, lubianymi przyprawami czy ziarnami, ale w tej prostej formie też wypadają bardzo OK.
Ja swoje kluski "formowałam" 2 małymi łyżkami zanurzanymi co jakiś czas w zimnej wodzie, możecie robić to zwilżonymi dłońmi lub pobawić się w wycinanki, tak jak przy polencie. Wykładam je od razu na talerze, jeśli chcecie je dodać do zupy, sosu itp.- wrzucamy je do garnka z potrawą. Jeśli w trakcie masa zrobi się zbyt krucha- trzeba ją wyrobić ręką.
Sos. Słód wlewam do małego garnka, mieszam z solą i wodą, podgrzewam tylko tyle żeby był ciepły, wyłączam gaz, dodaję cynamon i mak, polewam miksturą kluski. Smacznego!


Oceń przepis:

11 listopada 2012

Rozgrzewająca zupa z czerwonej soczewicy

Cześć! :) Ostatnio mało mnie na blogu i tak już pozostanie do końca roku :( Listopad i grudzień to takie miesiące w moim życiu, kiedy wracam do domu wieczorami, marzę o ciepłych skarpetach, kocu i herbacie z cytryną. I o zupie :) Gęstej, aromatycznej, odżywczej i pysznej. Taka właśnie jest dzisiejsza "soczewicówka". Inspiracją był przepis Patrycji na "grochówkę" z soczewicy. Od siebie dodałam ziemniaki /dla mojej latorośli takie zupy bez ziemniaków się nie liczą ;)/, wędzoną paprykę /raczej! ;)/, przecier pomidorowy /idealnie zaokrągla smak- polecam/ i natkę /teraz już z prywatnej mrożonki/. Taką zupę możecie przygotować z dowolnych innych suszonych strączków: ciecierzycy, grochu, fasoli, bobu itp. Zupa wychodzi prze-py-szna, idealna na tę porę roku, nawet małżonek nazywający często moje obiady "sałatkami" wydusił z siebie kilka słów pochwały :))


Składniki
(dla 3- 4 osób na 2 dni)
 

szklanka czerwonej soczewicy
większa marchewka
średnia pietruszka
duża cebula
5 średnich ziemniaków
ok 1 i 1/2 szklanki przecieru pomidorowego (passaty) lub soku
3 łyżki oleju/ oliwy
czubata łyżeczka suszonego majeranku
czubata łyżeczka wędzonej papryki w proszku (wersja łagodna)
3 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
2 duże ząbki czosnku
sól, ewentualnie pieprz


Wykonanie
Soczewicę moczę przez noc lub w ciągu dnia przez kilka godzin. W szerokim garnku o grubym dnie rozgrzewam olej/ oliwę, wrzucam pokrojoną w kostkę cebulę, smażę przez kilka minut do zeszklenia, dodaję wędzoną paprykę i startą na tarce o grubych oczkach marchew i pietruszkę. Podgrzewam przez chwilę mieszając, by warzywa dobrze połączyły się z przyprawą. Dolewam wodę (1 i 1/2 l lub nieco więcej), zagotowuję, dodaję obrane i pokrojone ziemniaki, wypłukaną soczewicę, płaską łyżkę soli, liście laurowe i ziele i gotuję na wolnym ogniu z uchyloną pokrywką przez ok 25 minut. Na 5 minut przed końcem dodaję roztarty w palcach majeranek. Dolewam przecier pomidorowy, wciskam przez praskę czosnek, mieszam i wyłączam gaz. Dorzucam natkę, kładę pokrywkę i trzymam tak przez kilka minut. Teraz sprawdzamy czy warto zupę dosmaczyć solą, ewentualnie pieprzem, zjadamy solo lub z kromką chleba, smacznego!




Oceń przepis:

29 października 2012

Tarta z porami

Rzadko wpadam w samozachwyt, ale z tej tarty jestem wyjątkowo dumna! Już dawno myślałam jak ją zrobić wegańsko z zadowalającym efektem smakowym, a że ostatnio kręcę sporo orzechów montując z nich domowe mleko, pomyślałam, że dodanie ugotowanych ziemniaków mogłoby odpowiednio zagęścić płyn i dać dobry- nieegzotyczny smak. Nie pomyliłam się!
Bez większych nadziei, ale jednak, ozdobiłam swoje "dzieło" motylkami myśląc, że może chociaż zachęcę tym córkę do spróbowania wypieku, ale alternatywnie ugotowałam też pomidorówkę. Jeśli zamysł autorki nie do końca jest widoczny, to możemy założyć umownie, że to SĄ motylki ;)

Córka nie tylko zjadła cały kawałek, ale poprosiła też o dokładkę, nie sądziłam, że tarta z porami wygra z pomidorówką! Jestem więc bardziej niż przekonana, że znajdzie również amatorów wśród moich czytelników :)
Składniki
(na formę o średnicy 28 cm)

Ciasto
czubata szklanka mąki pszennej (używam 650 lub 550)
czubata szklanka mąki orkiszowej pełnoziarnistej drobno mielonej (lub innej szlachetnej)
1 i 1/2 szklanki płatków owsianych górskich
1/2 szklanki zimnej wody
niepełna 1/2 szklanki oleju
można przyprawić solą (płaska łyżeczka), ja nie przyprawiałam

Farsz
3/4 szklanki nerkowców (lub migdałów, słonecznika itp. lub 1 i 1/4 szklanki dowolnego mleka roślinnego) + woda
2 średnie ziemniaki
4 większe pory
4 łyżki oliwy
garść posiekanej natki pietruszki (opcja)
2 łyżki soku z cytryny (opcja)
sól, gałka muszkatołowa, opcjonalnie pieprz

Wykonanie
Orzechy zalewam wodą i moczę przez noc. Następnego dnia płuczę je, zalewam 1 i 1/2 szklanki gorącej wody i blenduję przez kilka minut, przekładam na gazę wyłożoną na sitku ustawionym na misce i porządnie wyciskam (tak jak przy mleku- zrobiłam to na dwa razy- najpierw miksowałam z 3/4 szk wody, na sitko, wyciskanie, potem wytłoczyny znowu miksowane z 3/4 szk wody i wyciskanie). Tak sobie teraz myślę, że można było dodać i orzechy bez oddzielania od wywaru, ale wcześniej na to nie wpadłam ;). Miksuję wywar z obranymi, pokrojonymi w kostkę, ugotowanymi w niewielkiej ilości wody ziemniakami.
Mieszam mąki z przepłukanymi na sitku płatkami, dodaję olej, wodę i zagniatam ciasto. Wkładam je do zamrażarki na ok 20 minut lub do lodówki na minimum 30 minut, można je też przygotować tak jak orzechy- dzień/ noc wcześniej. Następnie wylepiam nim blaszkę, nakłuwam widelcem i piekę w ok 200 st C przez 15 minut.

W tym czasie przygotowuję pory. Odcinam końce, ściągam pierwsze liście, odcinam ciemnozieloną część (można schować ją do lodówki lub zamrozić i używać do zup), przecinam wzdłuż na pół, płuczę i kroję na dość cienkie paski.
Smażę je na rozgrzanym oleju (jeśli chcecie tartę ozdobić- fajnie wyglądają rzucone paski na wierzch tarty, które się zabrązowią-odkładamy sobie powiedzmy garść przed smażeniem i mieszamy z niewielką ilością oliwy) przez ok 10 minut od czasu do czasu mieszając. Mieszam z przygotowanym sosem orzechowo- ziemniaczanym, dodaję sok z cytryny, sól (płaska łyżeczka lub więcej), startą gałkę (niepełna plaska łyżeczka), posiekaną natkę, można zaostrzyć pieprzem. Wykładam farsz na ciasto, no to ewentualnie ozdobniki i piekę jeszcze przez 20 minut lub kilka minut dłużej. Tarta najlepiej kroi się po przestudzeniu. Smakuje dobrze na ciepło i na zimno. Smacznego!



Oceń przepis:

28 października 2012

Chipsy z dyni

Kolejny przepis dyniowy. Tym razem w postaci chrupiącej przekąski: chipsów! Od kiedy zrobiłam je pierwszy raz, córka nie daje mi spokoju: zrób chipsy, zrób CHIPSY, ZRÓB chipsy... ZRÓB CHIPSY ;)
Jeśli ktoś spodziewał się jakichś cudownych technik cienkiego krojenia dyni nożem, będzie rozczarowany, mammandolinę, a właściwie szatkownicę z różnymi wkładami, z których używam głównie tego do chipsów. O ile buraki, marchew, ziemniaki czy pietruszkę da się pokroić cienko (jakieś 2 mm) nożem z zachowaniem wszystkich palców, to z dynią jest już gorzej.
Do mandoliny załączony jest uchwyt, do którego wbija się kawałki warzyw, szatkuje się szybko i bezpiecznie.
Jakie odmiany dyń będą najlepsze do chipsów? Takie, z którymi nie wiadomo co począć lub resztkami pod tytułem: zrobiłam/- em już zupę, risotto, curry, gulasz, kluski i co dalej z tą dynią? Uważałabym z odmianami ze skórą bardzo twardą- "drewnianą", w którą ciężko wbić nóż i w którą ma się chęć wjechać piłą. Chociaż robiłam chipsy i z takich odmian- jeśli się dobrze upieką- skóra nie przeszkadza bardzo. Dodam że chipsy z Hokkaido nie były najsmaczniejsze, chociaż zachowały ładny kolor.
Do szatkowania za pomocą mandoliny- średnie dynie myjemy porządnie, kroimy na 4 części (lub więcej), pozbywamy się pestek i włókien, wbijamy w uchwyt i trzemy mocno dociskając do tarki.
Chipsy piekę w dużym wkładzie do piekarnika (ok 40cm x 33 cm), miło jest mieć kilka takich blach, ja nie mam. Smaruję jąoliwą/ olejem (na taką dużą blachę- powiedzmy 1 niepełna łyżka) , wykładam pojedyncze poszatkowane kawałki jedną warstwą i piekę w temperaturze 120- 130 st C. Po ok 30 minutach wybieram pierwsze kawałki, ciężko o równomierne upieczenie wszystkich skrawków w jednym czasie, te które są już całe suche i chrupkie są gotowe. Resztę piekę do skutku.
Warzywa bardzo kurczą się podczas pieczenia, z jednej dużej blachy wyjdzie zaledwie garstka. Po upieczeniu można chipsy przyprawić: sól, pieprz, chili, zioła, wędzona papryka, można też wymieszać oliwę z przyprawami przed pieczeniem i tak piec. Mojemu dziecku smakują bez przypraw, więc się nie wysilam :) Po kilku turach na nowo smaruję blachę oliwą. Najlepiej smakują zaraz po wyjęciu z piekarnika. Można też nimi posypywać kremowe zupy (niekoniecznie dyniowe), a gdyby u kogoś wyszła nadprodukcja chipsów, których nie da się zjeść od razu, można je zmielić w blenderze i używać jako przyprawy.
Przepis dodaję do kolekcji przepisów Bei z dynią w roli głównej






Oceń przepis:

23 października 2012

Zupa z dyni, soczewicy i porów

Ziebra, ta laurka jest dla Ciebie :) ale nie tylko! Dla wszystkich tych, którzy jeszcze dyni nie oswoili, jak i dla tych, którzy już się z nią lubią. Pyszna, krzepiąca,zawiesista zupa w cudownym słonecznym kolorze :) Trochę w klimacie grochówki w wersji słodszej.

Zupę dyniową z porem jadłam pierwszy raz u mamy. Moja mama jest kulinarną czarodziejką i moją wielką inspiracją. Odtworzyłam podobną zupę u siebie- z dodatkiem czerwonej soczewicy- by podrasować jej wartość odżywczą i smakową. Odjęłam mleko kokosowe, bez niego jest również smakowita, ale jeśli ktoś ma pod ręką- nie zaszkodzi dodać. Moja córka chętnie ją jadła bez zaganiania, choć nie lubi cebuli, tej zielonej też. Zapraszam!
Składniki
(4- 6 dużych porcji)
ok 1 kg dyni: obranej, z odrzuconymi pestkami i włóknami, pokrojonej w kostkę
2 duże pory
ok 3/4 szklanki czerwonej soczewicy /czyli pomarańczowej/
średnia marchewka
średnia pietruszka
czubata łyżeczka startego na drobnej tarce imbiru
sól, ewentualnie pieprz
3 listki laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
2 duże ząbki czosnku
szczypta startej gałki muszkatołowej
spora szczypta majeranku
garść posiekanej natki pietruszki
ok 10 łyżek oleju lub oliwy (dość sporo, ale na kilogram dyni, która idzie do pieczenia daję 5 łyżek, w sumie można byłoby dynię rozgotować w zupie, ale pieczona dynia to zupełnie inny wymiar, kto piekł, ten wie :)

Wykonanie
Soczewicę moczę przez kilka godzin (można nastawić ją rano przed wyjściem do pracy lub w ciągu dnia przez godzinkę dwie), płuczę na sitku.
Dynię mieszam z 5 łyżkami oliwy, posypuję szczyptą soli i piekę w żaroodpornym piekarniku nagrzanym do ok 200 st C przez ok 40 minut, aż się lekko zezłoci, w połowie mieszam.

W szerokim garnku o grubym dnie rozgrzewam 2 łyżki oliwy, dodaję starte na grubej tarce warzywa (marchewka i pietruszka), smażę przez 5 minut, dodaję imbir, mieszając podgrzewam chwilkę, zalewam 1,5 l wody, zagotowuję, dodaję soczewicę, czubatą łyżeczkę soli, liście laurowe, ziele angielskie, kładę uchyloną pokrywkę i gotuję do miękkości soczewicy- ok 20 minut (+/- - czas gotowania zależy od czasu moczenia ziaren).
Teraz pory. Odcinam koniec korzenia i zdejmuję pierwsze liście, odrzucam ciemnozieloną część (można ją zachować do wykorzystania w innych zupach), kroję wzdłuż na pół- tak płuczę, wytrząsam nadmiar wody i kroję na cienkie paski.

Na patelni rozgrzewam 3 łyżki oleju/ oliwy, wrzucam pory i podgrzewam przez 10 minut od czasu do czasu mieszając. Następnie blenduję w blenderze razem z dynią, jeśli jest za sucho i blendowanie nie idzie najlepiej- dolewamy trochę gotującego się bulionu. Dodaję do garnka z soczewicą, dorzucam roztarty w palcach majeranek, podgrzewam przez kilka minut by smaki się zaprzyjaźniły. Wciskam przez praskę czosnek, mieszam, wyłączam gaz. Dokładam posiekaną natkę i trzymam pod pokrywką przez kilka chwil. Teraz dosmaczamy zupę solą (płaska łyżeczka lub coś koło tego), ewentualnie zaostrzamy pieprzem. Smacznego!
Z przepisem podłączam się do Festiwalu Dyni, organizowanego przez Beę.

Na koniec prośba :) Niedługo ma się ukazać poradnik-starter dla początkujących wegan i weganek w wersji papierowej i elektronicznej (kolor, ok 20 stron). Mają się tam również znaleźć przepisy. Jeśli widzielibyście w tym projekcie również moje propozycje kulinarne- proszę o oddanie głosu przez kliknięcie "lubię to" pod screenem mojego bloga.

W konkursie bierze udział w sumie 50 blogów, jestem pod wrażeniem ilości. Gdy zaczynałam blogowanie- było ich może 4. W każdym razie- będzie mi miło uczestniczyć w projekcie, zobaczyć swoje propozycje na papierze i przez to może też zdobyć większą liczbę czytelników. Z góry dziękuję za każdy głos :)



Oceń przepis:

21 października 2012

Gulasz niepodległościowy


Sezon dyniowy w pełni, więc i u mnie nie może zabraknąć kilku propozycji z królową jesieni w roli głównej. 
Na początek miałam wstawić galerię z uprawianymi przeze mnie odmianami, ale jest z tym trochę "dłubaniny", a społeczność na FB zagłosowała za gulaszem w pierwszej kolejności, więc będzie gulasz.
Fasolka, dynia, jarmuż. Solidna dawka wapnia i żelaza w jednym daniu wypełnionym smakami jesieni.
Tylko co to wszystko ma wspólnego z niepodległością? Oto fasolka z charakterystycznym bordowym znamieniem przypominającym orła, zwana fasolką niepodległości lubfasolką z orzełkiem, która została wpisana na listę produktów tradycyjnych i którą miałam przyjemność uprawiania w ogrodzie. O jej znaczeniu w naszej historii i kulturze możecie poczytać tu (klik) i chociaż po ugotowaniu ziarna tracą swoją dekoracyjność, po zjedzeniu potrawy z ich dodatkiem, można poczuć pierwiastek ducha patriotyzmu ;)
Składniki
(dla 3- 4 osób na 2 dni)
szklanka mniejszej fasoli (niekoniecznie z orzełkiem)
ok 10 dużych liści jarmużu
ok 1 l gęstego przecieru pomidorowego (passaty) lub soku
1 kg dyni (najlepiej o zwartym miąższu) obranej, pozbawionej włókien i pestek
średnia cebula
1 czubata łyżeczka łagodnej wędzonej papryki (opcjonalnie)
2 duże ząbki czosnku
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
garść posiekanej natki pietruszki (opcja)
ok 8 łyżek oleju/ oliwy
sól

Wykonanie
Fasolę moczę przez noc, następnego dnia płuczę, zalewam 4 szklankami wody, zagotowuję, zbieram szum, zmniejszam ogień na mały i gotuję z uchyloną pokrywką do miękkości (w zależności od użytej odmiany od 30 min do ok godziny).
Pokrojoną dynię mieszam z 5 łyżkami oliwy, posypuję szczyptą soli i piekę w piekarniku nagrzanym do ok 200 st C przez ok 40 min (aż nieco się przypiecze), w połowie mieszam raz by kostki równomiernie się upiekły.

W szerokim garnku o grubym dnie rozgrzewam 3 łyżki oleju, wrzucam pokrojoną cebulę, smażę do zeszklenia. Dodaję wędzoną paprykę i oddzielone od łodyg cienko pokrojone liście jarmużu (zwijam po kilka sztuk w rulony i tak szatkuję). Przedtem trzeba je porządnie oczyścić, robię to tak: płuczę je najpierw pod silnym strumieniem wody, następnie moczę w dużej ilości zimnej wody przez kilkanaście minut, następnie znowu płuczę. Kładę pokrywkę i podgrzewam na wolnym ogniu przez kilka minut aż liście zmiękną. Dodaję dynię, fasolę wraz z wodą, w której się gotowała, przecier, zagotowuję, dorzucam czubatą łyżeczkę soli, liście laurowe i ziele angielskie. Gotuję przez ok 15 minut. Czas jest właściwie uzależniony od przyswajalności jarmużu, niektórzy wolą gdy jest twardszy, inni bardziej miękki, więc czas można skrócić lub wydłużyć w zależności od gustu. 
Dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, mieszam, wyłączam gaz, dorzucam posiekaną pietruszkę i trzymam pod pokrywką przez kilka minut- by ta zmiękła. Teraz decydujecie czy warto dosmaczyć potrawę solą, pieprzem, innymi przyprawami. Zjadamy z kaszą, ryżem, kromką chleba lub solo.
Z przepisem podłączam się do Festiwalu Dyni, organizowanego przez Beę.




Oceń przepis:

17 października 2012

Domowe mleko migdałowe

Jak zrobić mleko migdałowe domowym sposobem ładnie pokazali Weganie (klik), ja na szklankę migdałów dodaję 3 szklanki wody. Wodę dodaję stopniowo: szklanka po szklance- każdorazowo wyciskając (prawie) wszystkie soki z migdałów i na nowo miksując wytłoczyny z wodą, tak jak w mleku kokosowym (klik). Tak przygotowany wywar właśnie w tych proporcjach mi osobiście odpowiada, ale córce nie, więc trzeba było chwilę pogłówkować co zmienić: co odjąć, co dodać. Na początek zmniejszyłam ilość wody do 2 szklanek, nie pomogło. Poszłam więc w drugim kierunku i do proporcji pierwotnych dodałam daktyle, które miksowałam razem z migdałami i problem rozwiązany :) Mleko wychodzi lekko słodkie, daktyle nie zagłuszają migdałowego aromatu i przyznam, że ja sama również z przyjemnością dodaję je do porannej owsianki. Jeśli mleko ma być użyte do sosu, zupy, ciasta- możecie je wyprodukować bez dodatku daktyli.





Składniki
szklanka migdałów
woda

5 większych miękkich niesiarkowanych daktyli





Wykonanie
Migdały zalewam wrzątkiem, po kilkunastu minutach przelewam na sitku zimną wodą i obieram; gdy łapiemy je za skórkę, która się nieco poluzuje i przyciśniemy- migdały same będą z niej wyskakiwały :) Jeśli chodzi o obieranie migdałów, są różne wersje: jedne twierdzą, że należy je obierać ze względu na toksyny zawarte w skórkach, inne, że skórki i tak będą odrzucane i nie ma konieczności ich wstępnego odrzucania. Ja obieram, bo pod skórką widać, z których sztuk należy zrezygnować, tak więc odrzucamy wszelkie przebarwione, podziurawione i inne podejrzane. Obrane migdały zalewam wodą i zostawiam do namoczenia przez noc.
Następnego dnia przekładam je do blendera razem z przepłukanymi daktylami, zalewam szklanką gorącej wody i miksuję przez kilka minut. Przekładam zawartość na gazę ułożoną na sitku ustawionym nad garnkiem/ miską, jak chwilę przestygnie, wyciskam porządnie płyn. Wytłoczyny wrzucam ponownie do blendera, zalewam kolejną szklanką gorącej wody, blenduję, wyciskam i powtarzam wszystko jeszcze raz. Migdały po namoczeniu można od razu zmiksować z 3 szklankami wrzątku, jednak dzięki potrójnemu blendowaniu uzyskacie bardziej pożywne i smaczniejsze mleko, będzie go też nieco więcej :)





Miłym dodatkiem do mleka będą wydłubane z jednej laski ziarenka wanilii lub dorzucona laska, z której ziarenka zostały użyte do innego dania. Jeśli chcecie wyprodukować mleko wzbogacone wapniem- dosypcie garstkę maku lub sezamu.

Mleko przechowujemy w zakręconym słoiku/ zamykanym pojemniku w lodówce, powinno być zużyte w ciągu 48 godzin. Mleko z czasem rozwarstwia się na grubą i chudą część, jeśli potrzebujecie namiastki "śmietanki"- zbieracie tłustą warstwę z wierzchu, jeśli mleka- przed użyciem należy je wstrząsnąć. Mleko nie nadaje się do kawy.

Tym sposobem możecie wyprodukować mleko z dowolnych orzechów: nerkowce, laskowe, włoskie, brazylijskie, piniowe, pistacjowe itp lub mieszane. Smacznego!


Oceń przepis:

16 października 2012

Szarlotka bez cukru

Na początek ogłoszenie- osoba, która podpisuje się na blogu jako gretka, wygrała gratisowe zakupy w ekowarzywniaku i do tej pory się nie odezwała :( Poczekam jeszcze 2 tygodnie i przeprowadzę losowanie ponownie, jeśli zwyciężczyni przez ten czas się nie odezwie.
Co do szarlotki... mówiłam, że upiekę :) Piekłam ją już wielokrotnie i to nie tylko ze względu na to, że to ulubione ciasto mojego męża, ale również dlatego, że najzwyczajniej rozsmakowałam się w niej sama :)
Szarlotka jest oczywiście bezcukrowa, patentem na wsad owocowy jest przemacerowanie suszonych owoców w jabłkach przez noc, jak w batonikach (klik), dzięki temu zabiegowi powstaje słodko- kwaśna, wilgotna masa.
Ciasto kruche zrobiłam podobne do tego z przepisu na ciasto z rabarbarem (klik), pominęłam proszek do pieczenia i cukier- gdy masa jest tak słodka, ciasto może pozostać wytrawne, banał, ale czasami do małych spraw człowiek dochodzi małymi krokami.

szarlotka bez cukru

Składniki
(na tortownicę o śr. 23 cm)
ok 1,5 kg jabłek (u mnie pół na pół kwaśne i słodkie)
szklanka lubianych suszonych owoców (u mnie żurawina i rodzynki z przewagą żurawiny)
szklanka wyłuskanych połamanych na mniejsze kawałki orzechów włoskich
3 czubate łyżki kaszy jaglanej (może być manna lub inna drobna, ale polecam przemyt jaglanki)
1,5 szklanki mąki pszennej (650 lub 550)
1,5 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej (lub innej dowolnej z tych szlachetniejszych)
czubata szklanka płatków owsianych górskich
2 czubate łyżeczki sproszkowanego cynamonu (lub więcej)
1/2 szklanki oleju + 2 łyżki
1/2 szklanki zimnej wody

szarlotka bez cukru

Wykonanie
Obrane jabłka ścieram na tarce o drobnych oczkach, dodaję przepłukane i (opcjonalnie) pokrojone suszki, przelaną na drobnym sitku wrzątkiem i przepłukaną jaglankę, orzechy oraz cynamon, mieszam i wstawiam do lodówki w zamkniętym naczyniu na noc. Następnego dnia próbujemy masę i decydujemy czy nie dodać nieco soku z cytryny.
Do miski wsypuję mąki, płatki, dodaję 1/2 szk oleju i wody, zagniatam szybko ciasto, dzielę na 2 nierówne części (powiedzmy 0,3 i 0,7), do mniejszego kawałka dodaję jeszcze 2 łyżki oleju i chwilę wyrabiam (dzięki temu wierzch nie będzie za twardy), zawijam w oddzielne folie i wkładam na 20 min do zamrażarki.
Po tym czasie wylepiam blaszkę kawałkami większej części ciasta (można ją wcześniej wysmarować lekko olejem, ja mam nieprzystającą), dociskam wyrównując powierzchnię, na nią wykładam masę owocową, wyrównuję, na koniec kruszę kawałki pozostałego ciasta.
Piekę w piekarniku nagrzanym do ok 200 st C przez ok 45- 50 min. Smacznego :)

szarlotka bez cukru


Oceń przepis:

6 października 2012

Krem z brokuła, z curry i imbirem

Jeśli ktoś z Was ukręcił już mleko kokosowe (klik), to może je wykorzystać do dzisiejszej zupy, chociaż i bez mleka krem wychodzi pyszny i cudownie zielony. Lubię proste i szybkie dania, które dają przyjemny dla podniebienia efekt i taka właśnie jest ta zupa, zapraszam :)

krem z brokuła z curry i imbirem

Składniki
(dla 4 głodnych osób)
1 większa marchewka
nieduża pietruszka
duży brokuł
czubata łyżeczka przyprawy curry
czubata łyżeczka startego na drobnej tarce korzenia imbiru (lub więcej)
sól, ewentualnie pieprz
czubata łyżka posiekanej pietruszki (opcja)
szczypta gałki muszkatołowej
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
2 większe ząbki czosnku
3 łyżki oleju/ oliwy
opcjonalnie mleko kokosowe (szklanka wstrząśniętego lub po łyżce "śmietanki" kokosowej, która zbiera się na wierzchu na talerz)
opcjonalnie podprażone pestki dyni (lub słonecznika) jako posypka

Wykonanie
Brokuł płuczę pod silnym strumieniem wody, drewnianą końcówkę łodygi odrzucam- resztę odciętą zachowuję do zupy. Dzieląc na różyczki odkładam pokrojone jasnozielone twardsze części na bok (też będą potrzebne).
W garnku o grubym dnie rozgrzewam olej, dodaję curry, prażę na niewielkim ogniu przez minutę mieszając, dorzucam imbir, mieszam i dokładam obraną, pokrojoną marchew, pietruszkę, zachowaną łodygę i jasnozielone części warzywa. Smażę przez kilka minut mieszając. Zalewam wodą (ok 1,5 l), zagotowuję, dodaję czubatą łyżeczkę soli, liście laurowe, ziele angielskie i gotuję na wolnym ogniu pod uchyloną pokrywką. Po ok 10 minutach dodaję różyczki i gotuję dalej przez ok 15 minut. Po tym czasie wyławiam łodygę, liście laurowe i ziele angielskie oraz część brokułów (jeśli chcecie gładki krem- nie wyciągacie warzyw). Dorzucam pokrojoną natkę, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz mleko kokosowe (jeśli używacie) i miksuję "żyrafą" na krem. Dosmaczam gałką i niewielką ilością soli. Dorzucam odłożone brokuły, mieszam. Na talerzach posypuję podprażonymi pestkami. Smacznego :)


Oceń przepis:

4 października 2012

Domowe mleko z wiórków kokosowych

Ostatnio wkręciłam się bardzo w produkcję mleka roślinnego DIY: cały czas coś moczę, kręcę, odcedzam i przy każdym satysfakcjonującym efekcie myślę sobie "jak mogłam pić mleko pochodzące od innych zwierząt?", które dodatkowo bardziej szkodzi niż pomaga.
W temacie domowej produkcji naturalnego mleka polecam praktyczne informacje na stronie Wegan (tu i tu) oraz w książce Bożeny Żak- Cyran "Odżywiaj dziecko w zgodzie z naturą".
Mleka kokosowego używam w kuchni namiętnie, ale od kiedy okazało się, że lista składników na kupowanym przeze mnie do tej pory mleku A- Tip jest w rzeczywistości większa niż dwa (kokos i woda) zaczęłam kręcić mleko sama.
Jak zrobić mleko kokosowe z orzecha, wie chyba (prawie) każdy, ale co począć gdy mamy w domu tylko wiórki? Można, można :) Wychodzi aromatyczne, smaczne, idealnie nadające się do potraw curry, sosów czy zup.

domowe mleko kokosowe
Takie mleko można przygotować na dwa sposoby.

Sposób pierwszy

podobny do tego, o którym pisali Weganie, jednak ze zmienionymi proporcjami
1 szklanka wiórków
2 szklanki gorącej wody
Wykonanie
Wiórki zalewam na początek jedną szklanką gorącej wody, zostawiam pod przykryciem na ok 2h, po tym czasie przerzucam do blendera, zalewam 1/2 szklanki wrzątku i mielę przez kilka minut. Przekładam zawartość na gazę ułożoną na sitku ustawionym nad garnkiem/ miską, jak chwilę przestygnie, wyciskam porządnie płyn, przekładam wytłoczyny z powrotem do blendera, zalewam znowu 1/2 szk wrzątku, blenduję i ponownie wyciskam przez gazę. Wiórki po namoczeniu można od razu zmiksować ze szklanką wrzątku, jednak dzięki podwójnemu blendowaniu uzyskacie bardziej pożywne i smaczniejsze mleko.

domowe mleko z wiórków kokosowych

Sposób drugi

(szybszy- wiórek nie trzeba moczyć, jednak "trochę" zajmuje ich wstępne blendowanie i wymagają większego wkładu materiału głównego)
2 szklanki wiórków
2 szklanki gorącej wody
Wykonanie
Do blendera wrzucam szklankę wiórek, blenduję przez kilkanaście minut (robiąc krótkie przerwy by dać odpocząć maszynie i ściągać kokos ze ścianek), aż masa stanie się nieco oleista i wydobędzie piękny kokosowy aromat. Dorzucam kolejną szklankę i miksuję dalej do uzyskania efektu jak w pierwszym etapie. Optymalnym wynikiem będzie uzyskanie chlupoczącej masy czyli masła kokosowego (klik), ale jeśli nie macie cierpliwości- przerwijcie wcześniej. Teraz dodaję szklankę gorącej i mielę przez kilka minut. Przekładam zawartość na gazę ułożoną na sitku ustawionym nad garnkiem, jak chwilę przestygnie, wyciskam porządnie płyn, przekładam wytłoczyny z powrotem do blendera, zalewam znowu szklanką wrzątku, blenduję i ponownie wyciskam przez gazę. Tak jak w sposobie pierwszym- można od razu dodać 2 szklanki wrzątku, ale ja stosuję zasadę podwójnego blendowania.
Mleko robione zarówno pierwszym jak i drugim sposobem wychodzi smaczne, z drugiego minimalnie wygrywa, ale jest bardziej tłuste, wymaga większego wkładu pracy i materiału. Wytłoczyny właściwie spełniły swoją rolę, jednak możecie ich użyć jako posypki na kanapki, do sałatek, owsianki, zup, deserów itp.

wytłoczyny

Mleko przechowujemy w lodówce w zamkniętym pojemniku (słoiku) przez kilka dni. Po odstaniu kilku/ nastu godzin mleko dzieli się na grubszą i chudą część- podobnie jak w mleku puszkowym, im dłużej stoi tym bardziej się rozwarstwi (oczywiście do pewnych granic). Z grubej części można ubić śmietankę kokosową w blenderze. Jeśli używamy standardowo do curry np, przed użyciem należy porządnie wstrząsnąć zawartością.
Mleko nadaje się również do kawy. Smacznego :)


Oceń przepis: