Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowa piekarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowa piekarnia. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca 2013

Burgery z czerwonej soczewicy, bułki i dodatki

Dzisiaj domowe wegańskie burgery - menu, które nie zdarza mi się często, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić i na takie, a przy okazji podzielić się kilkoma przepisami z Wami i zrobić wreszcie legendarny majonez z ubitego mleka sojowego i oliwy /to ten uśmiechnięty, sojaturobię? ;)/.


W skrócie: bułki drożdżowe, kotlety z czerwonej soczewicy, majonez z mleka sojowego z czarną solą, sos czosnkowo - koperkowy, bardzo gęsty i konkretny sos BBQ z wędzonymi śliwkami i wędzoną papryką oraz chrupiące dodatki: czerwona cebula marynowana w soku z limonki i carpaccio z botwinki. Całościowo wyszły bardzo smakowicie i sycące, następne zrobię chyba za rok ;)
Bułki burgerowe zrobiłam na podstawie przepisu z książki Lukasa Volgera "Veggie burgers every which way" w wersji zweganizowanej.

Składniki
na 10 - 12 sztuk
1 i 1/2 szklanki mleka sojowego (robiłam też na ryżowym) lub pół na pół z wodą
ok 3 szklanek mąki pszennej 650
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
1/2 szklanki płatków owsianych lub mąki owsianej
25g świeżych drożdży
niepełna płaska łyżka soli
1/4 szklanki oleju o raz dodatkowe 2 łyżki, jedna potrzebna do posmarowania ciasta przy wyrastaniu, druga do posmarowania bułek przed włożeniem do piekarnika
2 łyżki słodu (ryżowego, orkiszowego, jęczmiennego itp)
łyżka melasy
dowolne nasiona/ ziarna do posypania wierzchu (mak, siemię lniane, sezam, mogą być pestki dyni, słonecznika itp)

Kilka słów wstępu: wszystkie składniki do przygotowania ciasta drożdżowego powinny mieć pokojową temperaturę, oprócz drożdży oczywiście, których nie wypada trzymać poza lodówką. Mąki zawsze przesiewam przez gęste sito dla napuszenia, pełnoziarniste też, otręby z sitka dodaję do ciasta. Bułki najlepiej smakują w dniu pieczenia, ale lepiej upiec je wieczorem i jeść następnego dnia. Bardzo fajny sposób z przebijaniem ciasta i nastawianiem do ponownego rośnięcia opisała Ewelina z Around the kitchen table (klik), super efekt, spróbujcie kiedyś koniecznie!

Wykonanie
Do garnuszka wlewam mleko, chwilę podgrzewam, tylko tyle, żeby było ciepłe, zestawiam z ognia, dodaję drożdże, mieszam do ich rozpuszczenia, czekam kilka minut, aż spienią mleko.
W tym czasie w misce mieszam suche składniki: przesiane mąki (proponuję na początek dodać 2 szklanki mąki pszennej 650), płatki owsiane zmielone w młynku do kawy i sól.
Do spienionego mleka dodaję słód, melasę i olej, mieszam, wlewam do mąk, wyrabiam przez kilka minut, ciasto na tym etapie jest bardzo niewdzięczne i klejące się, ja oddaję je córce, by mogła się wyżyć :)


Teraz stopniowo dodaję kolejną porcję mąki pszennej 650: 1/2 szklanki lub szklankę, w zależności od tego z jaką ilością będzie lepiej współpracować: jeśli uda się wyrobić ciasto z pierwszą opcją - super, jeśli nie, dodaję więcej mąki. Dodam, że przy cieście w tych proporcjach nie uda się uzyskać super elastycznego ciasta, pozostanie lepkie, jednak celowo nie dodaję jeszcze więcej mąki.
Ciasto natłuszczone olejem pozostawiam w misce zakrytej folią spożywczą (lub ściereczką) do podwojenia objętości (godzina lub dłużej).
Po tym czasie dzielę je na 10 - 12 równym części, formuję kule, wykładam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (w kilkucentymetrowych odstępach), wierzch smaruję olejem (lub ciepłym mlekiem), posypuję nasionami, przykrywam ściereczką na ok 10 minut do ponownego napuszenia, piekę w piekarniku nagrzanym do 200 st C przez ok 20 minut. Studzę na kratce.




Kotlety z czerwonej soczewicy
(na ok 10 sztuk)
szklanka czerwonej soczewicy
200 g pieczarek
czubata łyżeczka curry
pełna łyżeczka zmielonego kuminu
pełna łyżeczka zmielonej kolendry
garść posiekanej natki pietruszki
ok szklanki płatków owsianych
sól
2 ząbki czosnku
3 łyżki oleju + dodatkowy do smażenia kotlecików

Wykonanie
Soczewicę moczę przez noc lub w ciągu dnia - przez godzinę, dwie.
W garnku o grubym dnie rozgrzewam 3 łyżki oleju, dodaję curry, kolendrę i kumin, prażę na niedużym ogniu   przez minutę, dodaję pokrojone pieczarki, mieszam, kładę pokrywkę i duszę przez 5 minut. Dodaję przepłukaną soczewicę, zalewam ok 3/4 szklanki wody, zagotowuję, dodaję pełną łyżeczkę soli, zmniejszam płomień na mały i gotuję z uchyloną pokrywką przez kilka minut: 6 - 7. Soczewica powinna być ugotowana, ale nie rozgotowana, jeśli po tym czasie ziarna będą twarde, dolejcie odrobinę wody i dogotujcie. Jak masa nieco przestygnie dodaję posiekaną pietruszkę, doprawiamy wg uznania- dodatkowa porcja soli, czosnek, opcjonalnie pieprz, można dodać drobno pokrojoną cebulę. Teraz dodaję zmielone w młynku do kawy płatki owsiane - jeśli będziecie mieli sposobność wstawić masę do lodówki - wystarczy 3/4 szklanki, jeśli nie - potrzebna będzie szklanka. Mieszam, wstawiam masę do lodówki na pół godziny lub dłużej, następnie formuję kotleciki (wyszło mi 10), smażę na rozgrzanym na patelni oleju na złoto z obu stron. Osączam z nadmiaru tłuszczu na papierowych ręcznikach. Kotlety można też usmażyć na patelni grillowej posmarowanej olejem lub spróbować upiec, jednak z moich doświadczeń wynika, że smażone są dużo smaczniejsze.

Cebula marynowana w soku z limonki, z patentu Nigelli Lawson. Bardzo fajny dodatek do sałatek, kanapek i burgerów oczywiście, ja lubię również solo. Marynowanie odbiera cebuli trochę jadu, ale pozostaje ona chrupka, zyskuje piękny kolor i cytrynowy, orzeźwiający smak, dla mnie pycha!


Składniki
1 większa czerwona cebula
sok z 2 limonek lub 1 większej cytryny

Wykonanie
Cebulę kroję dowolnie: kostka, piórka, krążki, zalewam sokiem z limonki, mieszam, wstawiam w zamkniętym naczyniu do lodówki przynajmniej na godzinę lub całą noc.


Przygotowałam również carpaccio z botwinki, mnie smakowało i w burgerach i na kanapkach posmarowanych serkiem z nerkowców, ale moja córka je wybierała ze swoich bułek, trochę mnie to zdziwiło, bo burakami marynowanymi w oliwie i balsamico (klik) bardzo się zajadała... Przygotowałam je tak samo, jak w przepisie z linku, zamarynowałam tylko cienko pokrojone młode buraczki i łodygi, liście zachowałam do wyłożenia na talerzu.


Gdybym miała jeszcze jedne podejście- cienko pokrojone plasterki ugrillowałabym lub upiekła.

Sosy przygotowałam dwa, chociaż ostatecznie wyszły trzy. Jeden z nich to majonez z ubitego mleka sojowego i oliwy, wyszedł prawie jak prawdziwy. Sugerowałam się przepisem Kasi Biernackiej z forum Empatii (klik), jednak przyznam, że nie byłam w stanie dodać całej szklanki oleju i trochę oszukałam ;) Dosmaczyłam go czarną solą, o której pisałam przy zupie szczawiowej (klik), dzięki temu wyszedł bardzo zbliżony do oryginału.


Majonez z mleka sojowego
Składniki
szklanka mleka sojowego
oliwa lub neutralny w smaku olej (od 1/2 do 1 szklanki)
płaska łyżeczka zmielonej czarnej soli lub zwykłej
czubata łyżka musztardy (używam Dijon)
2 łyżki soku z cytryny/ limonki
opcjonalnie 2 - 3 łyżki dowolnej kaszki błyskawicznej lub zmielonych w młynku do kawy migdałów / orzechów

Wykonanie
Mleko wlewam do miksera, chwilę blenduję do spienienia, dodaję przyprawy, a następnie stopniowo oliwę, blenduję do uzyskania gęstej śmietany. Im więcej oliwy dodacie, tym gęstszy wyjdzie produkt końcowy, dodatkowo można zagęścić go kaszą lub mielonymi na mąkę orzechami. Miejcie na uwadze, że po odstaniu w lodówce, majonez jeszcze bardziej zgęstnieje.
Do części majonezu dodałam przeciśnięte przez praskę 3 ząbki czosnku i garść posiekanego koperku, w rezultacie miałam 2 sosy z jednego.

Przygotowałam również sos barbecue słodko - ostry, polecam również do grillowanych warzyw, tofu czy tempehu.



Sos BBQ
Składniki
2 szklanki przecieru pomidorowego (passaty) lub soku
1 większa cebula
8 wędzonych śliwek
łyżeczka ostrej wędzonej papryki w proszku (można użyć łagodnej, ale wtedy warto mieć też chili)
2 łyżki soku z limonki lub więcej
2 większe ząbki czosnku
3 łyżki oleju/ oliwy
opcjonalnie sól

Wykonanie
Śliwki zalewam niewielką ilością wody i moczę, aż trochę zmiękną (ok godziny). W niedużym garnku o grubym dnie lub na patelni rozgrzewam olej, wrzucam pokrojoną drobno cebulę, smażę do zeszklenia, sypię wędzoną paprykę i mieszając podgrzewam przez chwilę, wlewam przecier, dodaję przepłukane śliwki i podgrzewam na wolnym ogniu przez ok 20 minut. Studzę, wyciągam śliwki, odrzucam pestki (jeśli uda Wam się zdobyć wypestkowane - jesteście szczęściarzami :), ja na takie nigdy nie trafiłam), owoce przekładam z powrotem do garnka, miksuję w blenderze, przyprawiam sokiem z limonki, przeciśniętymi przez praskę ząbkami czosnku, ewentualnie solą. Sos wychodzi bardzo gęsty, jeśli wolicie rzadsze konsystencje- dodajcie odrobinę delikatnego bulionu lub wody.

Oczywiście burgery każdy komponuje sam, możecie też postarać się o więcej dodatków: grillowanych, pieczonych, świeżych lub kiszonych warzyw. W sezonie kapuścianym dobrym dodatkiem będzie surówka z kapusty, np. taka (klik).

Zamiast proponowanych sosów można przyrządzić dowolne pesto, hummus itp., możliwości jest bardzo dużo, eksperymentujcie! :)



Bułki kroję na pół, podpiekam na patelni grillowej przecięciem do dołu, obie połówki smaruję majonezem lub sosem koperkowo - czosnkowym, kładę wybrane dodatki, liście sałaty, rukoli, na to kotlet posmarowany sosem BBQ, zamykam, gotowe! :)

Oceń przepis:

2 maja 2013

Chleb żytni na zakwasie

Pieczecie chleby? Ja piekę, choć przyznam, że pierwszy swój zakwas (klik) zabiłam :(
Jednak świadomość dodatków do chlebów dostępnych w sklepach zdopingowała mnie do wyhodowania zakwasu na nowo. Maślanka, serwatka, tłuszcze zwierzęce, polepszacze, spulchniacze, inne "E", mąka najsłabszej jakości i inne dodatki nieujawnione na etykietach... Dziękuję, wolę upiec swój nieskomplikowany chleb i z lekkim sercem i ogromną przyjemnością! odkrajać kromki, smarować pastą i pakować dziecku do szkoły.


Piekę niewymyślne chleby z prostych składników, wymieszanych łyżką - bez wyrabiania, z mąki kupowanej w piekarni, z dodatkiem ziaren. Ostatnio bardzo nam posmakował chleb żytni razowy, pieczony na mące 2000. Jeśli macie opory przed bardzo razowymi chlebami, zamieńcie część mąki na lżejszą - o niższym numerze, ale polecam wypróbowanie najpierw tej receptury. Czego potrzebujemy oprócz zakwasu i mąki? Ja dodaję również słód (idealny do pieczywa jest moim zdaniem jęczmienny) i melasę. Oba te składniki nie tylko wpływają na kolor i strukturę chleba, ale również na smak. Chleb wychodzi trochę kwaśny - dzięki zakwasowi, ale zrównoważony - dzięki słodkim dodatkom. Zawsze dodaję również ziarna, przeważnie słonecznik i siemię lniane z przewagą tego pierwszego, ale mogą to być też pestki dyni, płatki owsiane, sezam, ziarna konopi, chia itp. Ważnym składnikiem jest też cierpliwość. Ciasto chlebowe wyrasta przez kilka godzin, w zależności od warunków i zakwasu może to trwać nawet 6 czy 8 godzin, pamiętajcie - pochopność nie popłaca.
Ostatnio, to jeden z naszych ulubionych chlebów, ma przypieczoną chrupiącą skórkę i miękkie, wilgotne, pyszne wnętrze, spróbujcie go koniecznie!

Składniki
(na kilogramowy bochenek)
500g mąki żytniej razowej (2000)
600g letniej wody
2 łyżki słodu jęczmiennego
2 łyżki melasy
płaska łyżka soli
szklanka dowolnych ziaren (polecam słonecznik i siemię lniane z przewagą słonecznika)

Wykonanie
Dzień/ wieczór przed pieczeniem wyciągam zakwas z lodówki, po 2 - 3 godzinach dodaję do niego 200g mąki i 300g wody, mieszam.
Jeśli działacie w słoiku, warto wstawić go do jakiejś miski, bo gdy zakwas jest żywotny, może płatać figle :)


Następnego dnia odkładam 3 - 4 łyżki mikstury do słoika, przykrywam uchyloną folią spożywczą i wstawiam do lodówki.
Resztę zakwasu przekładam do miski, dodaję 300g mąki, 300g wody wymieszanej z łyżką soli, dodaję słód, melasę, ziarna i mieszam porządnie drewnianą łyżką.


Przekładam ciasto do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki i przykrywam folią - albo sztywną jak rękaw do pieczenia, albo zwykłą napiętą (dzięki temu wierzch nie wyschnie, ciasto odpowiednio urośnie i nie popęka). Teraz cierpliwość!  Czekamy aż ciasto podwoi objętość i nie ma taryfy ulgowej. Trwa to kilka godzin - czasami 4, czasami 8.





Teraz wstawiam formę do piekarnika nagrzanego do ok 230 st C (przed włożeniem, można ciasto obsypać dowolnymi ziarnami), piekę przez 15 minut, następnie zmniejszam temperaturę do 200 st C i piekę przez ok 40 minut. Wystawiam formę z piekarnika, po przestygnięciu wkładam chleb do chlebaka, jemy na następny dzień.




Oceń przepis:

13 maja 2010

Borodinsky


Król! Obłędny! Aromatyczny, z wilgotnym miąższem, mój drugi chleb na zakwasie! Wspaniały, gorąco polecam :) Przepis pochodzi od Tatter (klik klik) i choć popełniłam kilka odstępstw (nie miałam słodu i pominęłam obsypanie ciasta ziarnami kolendry) to i tak wyszedł boski!

borodinsky

Tak jak pisałam, borodinsky to mój drugi chleb. Mój zakwas (klik) rozdziewiczyłam wypiekiem innego radzieckiego chleba odnalezionego na blogu Alicji (klik). Oczywiście nie wyszedł mi wspaniale jak u Ali, ale to mój historyczny, pierwszy chleb i zdjęcie tu pozostanie "ku pamięci". Wyszedł nieco zbity, może dlatego, że przez moją niecierpliwość zbyt krótko wyrastał, może dlatego, że mój zakwas jest jeszcze młody, może nie dodałam szklanki myśli... Wierzch pękł prawdopodobnie z winy piecyka (nie mam możliwości regulacji temperatury), ale mam już na to patent, który zastosowałam przy borodinskim: w połowie pieczenia przykryłam go folią aluminiową. Mimo pewnych mankamentów, chleb wyszedł smaczny, przyjemnie wilgotny, sycący, ale chowa się przy borodinskim ;)

radziecki chleb żytni razowy

Mój pierwszy nie do końca udany chleb na zakwasie

cytuję za Alicją Gucia, który przetłumaczył recepturę, z moimi uwagami

Prosty żytni chleb radzieckiego żołnierza

oryginalny przepis z fotkami tutaj (klik klik)

Składniki na jeden bochenek chleba o wadze ok. 1 kg.

375 g zakwasu z mąki żytniej razowej (co do hydracji nie mam pewności, w oryginale wygląda na 100/100)
450g mąki żytniej razowej
15 g soli
330 bardzo ciepłej wody (ok. 40*C) 


Wykonanie
Dzień/ wieczór wcześniej wyciągam zakwas z lodówki, stawiam w ciepłe miejsce, po 2-3 godzinach dodaję do niego 200 g mąki i 200 g wody (100% hydracji), mieszam, stawiam w ciepłe miejsce. Następnego dnia odmierzam potrzebną ilość, a resztę chowam z powrotem do lodówki.

Zaczyn
W wodzie, dokładnie, rozpuścić sól. Dodać zakwas i bardzo dobrze wymieszać – ja ubijałem jak białka – aby powstał jednorodny płyn bez grudek z widoczną pianką.

Przygotowanie ciastaDodać mąkę, szybko i krótko wyrobić – do uzyskania jednorodnej konsystencji. Zostawić do fermentacji na ok. 2 godziny w temp. 30*C . Ciasto nieznacznie (a może i więcej) urośnie i pojawią się pęcherzyki powietrza.

Przełożyć na mokry stół i mokrymi rękoma uformować bochenek. Można przełożyć do formy (ok. 2/3 pojemności). Ja, ponieważ jest to pierwszy chleb, a takie lepiej piec w blaszce/ keksówce włożyłam je do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, krótsze boki- nie zakryte papierem wysmarowałam olejem. Następnie blaszkę przykryłam folią spożywczą. Pozostawić do wyrośnięcia w temp. 30*C na 35-50 min, u mnie trwało to dłużej, a i tak jak widać niewystarczająco, więc pamiętajcie przy wypiekaniu chleba, że cierpliwość to podstawa. Jeśli w przepisie jest podane, że ciasto ma podwoić objętość, to tak ma być, choćby to trwało kilka godzin (6 czy nawet 8),

Przed pieczeniem chleb spryskać wodą lub wygładzić mokrymi rękoma.

Piekarnik nagrzać do 260*C (jeżeli chleb będzie pieczony bez formy rozgrzać mocno blachę i przełożyć razem z papierem). Pieczemy 10-15 min w 260*C a następnie dopiekamy 40 – 45 min. W 200*C. (u mnie piekł się godzinę w temeperaturze 200 st)

Natychmiast po wyjęciu z pieca posmarować/spryskać wodą. Jak każdy chleb żytni wymaga cierpliwości – można próbować następnego dnia (najlepiej piec ok. północy bo wtedy bardziej chce się spać niż jeść). Po spryskaniu wodą chleb zawinęłam w ściereczkę, włożyłam do reklamówki i tak stygł przez noc.

Chleb bardzo prosty (i w miarę szybki) w wykonaniu. Był najbardziej popularnym chlebem w Rosji w 1938-1939 r.

Pierwsze koty za płoty ;) i pora na króla


Borodinsky, chleb na zakwasie z kolendrą

cytuję za Tatter

borodinsky

Składniki
450g zakwasu żytniego razowego 150%*
380g maki żytniej jasnej
8g soli morskiej
160g letniej wody,
35g melasy (dałam nieco więcej + łyżkę cukru brązowego ze względu na brak słodu)
20g słodu (pominęłam)
7g mielonej kolendry
5g całych nasion kolendry (pominęłam)

Wykonanie

* dzień/ wieczór wcześniej wyciągam zakwas z lodówki (przechowuję w słoiku nie do końca przykrytym folią spożywczą 2 łyżki zakwasu), stawiam w ciepłe miejsce na 2-3 godziny, dosypuję 200 g mąki i 300 g wody (150% hydracji), mieszam; następnego dnia odmierzam potrzebną ilość, resztę znowu zamykam w lodówce
Wszystkie składniki dokładnie mieszam. Bardzo lepkie i dość rzadkie ciasto przekładam do wysmarowanej oliwa z oliwek i posypanej całymi ziarnami kolendry chlebowej blaszki (ciasto wypełnia nieco ponad polowe foremki). Ja pominęłam ziarna, przełożyłam ciasto do blaszki wyłożonej papierem (bardzo ułatwia to wydobycie chleba z formy po upieczeniu). Przykrywam naoliwiona folia przezroczysta i zostawiam do wyrośnięcia  Gdy ciasto wypełnia już prawie cala foremkę (u mnie rosło 6 godzin, może wyrastać krócej lub dłużej w zależności od warunków jakie panują w domu), rozgrzewam piec do 230 stopni.Posypuje wierzch chleba ziarenkami kolendry (pominęłam). Piekę chleb przez 15 min w 230C, później zmniejszam temperaturę do 200 C i piekę kolejne 40 min (u mnie chleb piekł się nieco ponad godzinę w stałej temperaturze 200st +/-, w połowie pieczenia przykryłam go folią).
Z powyższych składników powstaje bochenek ponad kilogramowy, ciemny, delikatnie słodki  o mokrym i pięknie pachnącym wnętrzu i chrupiącej skórce.



Oceń przepis:

6 maja 2010

Zakwas żytni


To czego bardzo brakuje mi w mojej kuchni, to domowe pieczywo, jego zapach, smak i pewność składników z jakich został zrobiony. Posiadam piecyk elektryczny, bez możliwości regulacji temperatury, jest trochę nieprzewidywalny, ale ryzykuję.
Pierwszy sukces mam za sobą, oto on, zakwas żytni, wyhodowany z mąki razowej (typ 2000). Nie obyło się bez lektury bloga Tatter"Tatter o Chlebie" i cennych rad Alicji. Sam proces hodowli jest tak samo ekscytujący jak nastawianie i hodowla kiełków czy sianie i pielęgnacja ziół. Z mieszanki mąki i wody powstaje żywa substancja, która dojrzała bąbelkuje, można to obserwować i słuchać, cudo! W trakcie dojrzewania zakwas przybiera różne formy: zwiększa objętość, opada, bąbelkuje mniej lub bardziej, rozwarstwia się, warto poobserwować jak zachowuje się zaraz po dokarmianiu, kilka godzin później i przed dokarmianiem, gdy jest "głodny", bardzo ciekawe doświadczenie. Póki nie zacznie śmierdzieć (zapach kwaśny, jabłkowy, octowy jest dozwolony), pleśnieć, wszelkie powyższe zachowania naszego młodzika są prawidłowe.

zakwas żytni

Zakwas należy nastawić kilka dni przed planowanym pieczeniem, przy dobrych warunkach po 4-5 dniach powinien być gotowy, ja hodowałam go przez 7 dni. Prawidłowo wyhodowany zakwas ma zwiększoną objętość, powierzchnia pokryta jest pęcherzykami i pachnie kwaskowymi jabłkami. Temperatura w otoczeniu naszej hodowli powinna być stała (ok 27st C), wolna od przeciągów.
Zakwas jest niezbędny do dobrych wypieków żytnich, nadaje im odpowiednią strukturę, zapach i smak. Nie bez kozery użyłam mąki 2000, numer mąki oznacza ilość zawartych w niej wartości odżywczych i błonnika, jeśli porywamy się na pieczenie domowego pieczywa, zadbajmy więc o jakość jego bazy.
Zakwas robiłam bez zachowania dokładnych proporcji, jednak by domowa piekarnia działała prawidłowo waga jest niezbędna, zwłaszcza dla początkujących. Większość przepisów na chleb podawana jest w gramach i należy się tych proporcji trzymać, gram pozostanie zawsze tym samym gramem bez względu na cokolwiek :)
Przejdźmy do przepisu

Składniki
mąka żytnia razowa typ 2000
letnia woda

Pierwszy dzień
1 szklanka mąki + 1/2 szklanki wody- mieszam w dość wysokim szklanym słoju na gęstą papkę. Przykrywam ściereczką. Stawiam w ciepłe miejsce.

Przez kolejne dni, co 24 godziny dosypuję po 2 czubate łyżki mąki i kilka łyżek wody (tak by masa miała konsystencję gęstej śmietany). Ja hodowałam zakwas przez 7 dni, można ten czas wydłużyć o kilka dni, gdyż ten, jak wino- im starszy tym lepszy.
Teraz znaczną część zakwasu warto zużyć na początkowy wypiek prostego chleba, który wymaga użycia większej ilości. W niektórych recepturach jest mowa o wyrzucaniu części zakwasu po pierwszej dobie, ja tego nie zrobiłam, z nadmiaru masy oprócz wypieku pierwszego chleba wymagającego większej ilości zakwasu, np Tatterowca (klik klik), można przygotować naleśniki, pierogi, pizzę, ja zrobiłam gofry wg pomysłu Alicji (klik klik), dodałam mniej wody, 1 szklankę płatków zastąpiłam mąką orkiszową a banany syropem kukurydzianym. Wyszły przyjemnie chlebkowe z charakterystycznym kwaskowym posmakiem, który na świeżo nieco mi przeszkadzał, ale po przestudzeniu nie był już aż tak intensywny.
Dojrzałą miksturę przerzucam do mniejszego słoika /hodowałam ją w pięciolitrowym słoju ;)/, przykrywam folią, niezbyt szczelnie, tak by mikstura miała trochę dostępu powietrza i trzymam w lodówce. Co kilka dni (tydzień, maksymalnie do 2 tygodni) jeśli nie pieczemy, należy wyjąć ją z lodówki, postawić w ciepłe miejsce, dokarmić mąką i wodą (tak jak podczas hodowli), potrzymać kilka godzin, aż się uaktywni i z powrotem włożyć do lodówki. Zadbany zakwas będzie nam służył przez lata (!!!). W lodówce wystarczą nam 1-2 łyżki, dzień przed pieczeniem należy go dokarmić kilkoma łyżkami (bądź więcej, w zależności od tego, jakiej ilości wymaga dany przepis) mąki i wody, wymieszać, pozostawić w cieple pod przykryciem, zużyć do wypieku daną ilość i z powrotem do lodówki. POWODZENIA :)


Oceń przepis: