Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu naturalne. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2015

Zapiekane muszle wypełnione serkiem z czosnkiem niedźwiedzim

Nareszcie wiosna na serio zawitała w naszych stronach. Wraz z nią, pojawiają się pierwsze prawdziwe nowalijki i odchodzi mój kolejny kryzys blogowy. Jednym z pierwszych cudów natury, na jaki czekam z ogromną niecierpliwością, jest czosnek niedźwiedzi.




Naturalnym środowiskiem rośliny są lasy liściaste czy brzegi rzek, przy zapewnieniu odpowiednich (wilgotnych, zacienionych) warunków, można zaadoptować ją na kawałku własnej ziemi i cieszyć się potem przez lata jej smakiem i aromatem.
Jest świetnym dodatkiem do past kanapkowych, nadzienia pierogów czy makaronu, sosów, sałatek i zup. 
U mnie dzisiaj serek z nerkowców i tofu, z dodatkiem czosnku niedźwiedziego właśnie, którym wypełniłam makaronowe muszle i zapiekłam z sosem pomidorowym. Pasty możecie użyć jako smarowidła do chleba, wypełnienia pierogów czy dodatku do pieczonych lub grillowanych warzyw.



Składniki
Serek z nerkowców, tofu i czosnku niedźwiedziego
szklanka nerkowców
ok 200g naturalnego tofu
20 liści czosnku niedźwiedziego
sok z kiszonych ogórków
sól do smaku
4 - 6 łyżek oleju

Szybki sos pomidorowy do makaronu, pizzy itp
4 szalotki
2 czubate łyżeczki suszonego oregano
czubata łyżeczka słodkiej papryki w proszku
2 szklanki przecieru pomidorowego lub soku
4 łyżki oleju
sól, pieprz do smaku

Dodatkowo
20 muszli makaronowych
garść liści świeżej bazylii (opcjonalnie, ale bardzo polecam)
odrobina oleju do skropienia nadzianego makaronu


Wykonanie
Nerkowce moczę przez noc w soku z kiszonych ogórków, jeśli nie macie takiego, namoczcie je w wodzie i przygotujcie na następny dzień kilka łyżek soku z limonki lub cytryny. Następnego dnia płuczę, przerzucam do blendera, dodaję grubo pokrojone liście czosnku, oraz pokruszone tofu i miksuję na smarowną pastę. W trakcie dodaję kilka łyżek oleju, by ułatwić miksowanie i nadać serkowi smarownej, kremowej konsystencji. Doprawiam solą, można dodać wędzoną paprykę czy płatki drożdżowe.



Makaron gotuję w dużej ilości osolonej wody al dente, przerzucam na sitko, przelewam zimną wodą. W trakcie gotowania makaronu, przygotowuję sos. Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam obrane, pokrojone na dość cienkie plasterki szalotki, roztarte w palcach oregano oraz paprykę, podgrzewam przez kilka minut do zeszklenia cebuli. Wlewam przecier pomidorowy i trzymam na ogniu co jakiś czas mieszając przez ok 10 minut. Doprawiam solą i pieprzem.
Na dno żaroodpornego naczynia wylewam sos i wykładam wypełnione serkiem muszle, skrapiam odrobiną oleju, piekę w piekarniku nagrzanym do ok 200st C przez ok 25 minut. Po wyłożeniu porcji na talerze, posypuję świeżą bazylią, która jest wspaniałym dopełnieniem smaku całego dania.






Oceń przepis:

11 lipca 2013

Pomidorowa tofucznica z czarną solą i szczypiorkiem

Nareszcie nadszedł czas, gdy pomidory smakują pomidorami, rumienią się te uprawiane cywilizowanymi sposobami, a sprzedawane na straganach osiągają coraz lepsze ceny. 
Czas na ulubioną tofucznicę! Mogłabym jeść ją w tym okresie codziennie na śniadanie, (niekoniecznie) zagryzając kromką dobrego pieczywa.



Składniki
(dla 3 - 4 osób)
ok 300 g naturalnego tofu
3 większe pomidory
płaska łyżeczka czarnej soli (lub zwykłej, ale polecam czarną)
pełna łyżeczka łagodnego curry
4 łyżki oleju
garść szczypioru



Wykonanie
Pomidory zalewam wrzątkiem, odstawiam na kilkanaście minut, następnie obieram, kroję dość drobno miąższ odrzucając drewniane środki.
Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam curry, prażę przez ok minutę na niewielkim ogniu, dorzucam rozgniecione widelcem tofu wymieszane z solą, podgrzewam mieszając przez kilka minut. Dodaję pomidory, starając się nie wlewać dużej ilości soku, który puściły, inaczej potrawa będzie za rzadka i trzeba będzie odparowywać sos. Podgrzewam przez kilka minut do uzyskania odpowiedniej konsystencji, u mnie niedługo, lubię wilgotną formę tofucznicy. Po wyłączeniu gazu posypuję solidną porcją pokrojonego szczypioru. Zjadamy solo lub z kromką dobrego chleba, smacznego!




Oceń przepis:

4 czerwca 2013

Kofta z tofu w sosie pomidorowo- kokosowym

Wiem, że niektórzy czekają na sezonowe wiosenne dania, ale o tych koftach muszę Wam napisać.
Zachęcona pochwałami koft Magdy z I can't believe it's vegan na Potyczkach, postanowiłam odtworzyć je w domu. Trochę ryzykowanie (bo przecież z tofuuuuu!) przygotowałam je na imprezę z udziałem mięsożernych gości, licząc, że przypadną do gustu smakoszom kuchni indyjskiej, nie pomyliłam się! Są smaczne, sycące, a do tego proste i dość szybkie w wykonaniu.
Dzisiaj przedstawiam wersję w zmniejszonych proporcjach, w sam raz na obiad dla trzy - czteroosobowej rodziny, do tego kasza (polecam jęczmienną) lub ryż i sezonowa sałatka. Nie zapomnijcie o sosie, bez tego kofty się nie liczą! :)




Składniki
Kofty 
(na ok 15 niedużych sztuk)
300 g tofu naturalnego
średnia cebula
3 łyżki soku z cytryny
łyżeczka soli
czubata łyżeczka curry w proszku
po pół łyżeczki zmielonej kolendry i kuminu
opcjonalnie garść posiekanej natki pietruszki
5 pełnych łyżek mąki kukurydzianej
olej do smażenia

Sos
1 i 1/2 szklanki gęstego przecieru pomidorowego (passaty) lub soku
3/4 szklanki mleka kokosowego
3 łyżki oleju
czubata łyżeczka curry
czubata łyżeczka startego na drobnej tarce korzenia imbiru
2 łyżki soku z limonki (cytryny) lub więcej
garść posiekanej natki pietruszki

Wykonanie
Tofu odciśnięte z nadmiaru wody w papierowych ręcznikach wstępnie rozgniatam widelcem, wrzucam do blendera i blenduję z sokiem z cytryny i pokrojoną dość drobno cebulą, dodaję przyprawy, miksuję chwilę. Mieszam z pokrojoną natką i mąką kukurydzianą. Z gotowej masy formuję niewielkie kulki zwilżonymi dłońmi, lekko spłaszczam, smażę na złoto z obu stron na rozgrzanym na patelni oleju, wykładam na papierowe ręczniki.
W niewielkim garnku rozgrzewam olej na sos, wrzucam curry, prażę na niedużym ogniu przez minutę, dodaję imbir, mieszam, wlewam przecier pomidorowy, podgrzewam przez kilka minut, dodaję mleko kokosowe, mieszam i wyłączam gaz. Przyprawiam sokiem z limonki, w zależności od stopnia przyprawienia przecieru, być może potrzebna będzie także sól. Posypuję posiekaną natką.
Jeśli danie będzie zjedzone zaraz po przygotowaniu, można przełożyć kofty do sosu, ale jeśli miałyby być konsumowane następnego dnia np. - warto i kofty i sos trzymać w oddzielnych naczyniach.





Oceń przepis:

12 maja 2013

Zupa szczawiowa z tofu i czarną solą

Nie samymi szparagami maj się bogaci, jest już szczypior, sałata, rzodkiewki, rabarbar... są dzikie rośliny i kwiaty, jest i szczaw! Obowiązkowo u mnie jest więc szczawiowa, smak dzieciństwa :)



Ulubioną szczawiówkę gotuję z dodatkiem tofu przyprawionym curry i czarną solą, oraz zmielonym siemieniem lnianym. Dzięki tym dodatkom zupa jest bardziej pożywna i przypomina bardzo tą, gotowaną kiedyś w moim rodzinnym domu.
Rośliny zielone polecane są ze względu na wysoką wartość odżywczą, ale zawierają również szczawiany, które mogą szkodzić (m.in prowadzić do powstawania kamieni nerkowych). Obróbka termiczna oraz łączenie z produktami bogatymi w wapń (czyli np. tofu) zmniejszają ich stężenie oraz ułatwiają wydalanie szczawianów z organizmu (więcej do poczytania np. tu). Dodatkowo, warto pamiętać, że niepozorny szczaw jest całkiem dobrym źródłem żelaza, na równi z zieloną pietruszką i kaszą jaglaną. Ponadto, pochodzi prosto od natury, bez oprysków, bez nawozów, bez środków ochrony roślin. Pamiętajmy, by zrywać liście na łąkach oddalonych od dróg i osiedli, sezon w pełni, korzystajmy :)



Czym jest czarna sól? Kala Namak, black salt, to przyprawa, a konkretniej- jak wskazuje nazwa - sól - choć nie o czarnym, a różowym zabarwieniu, używana często w kuchni indyjskiej o jajecznym posmaku, jakkolwiek to brzmi - faktycznie tak jest. Lubię eksperymenty, kupiłam kiedyś z ciekawości i teraz często używam do przyprawiania tofu, dań typu dhal czy "omletów".



Zapach jest dość specyficzny, ale ja się do niego przyzwyczaiłam i bardzo lubię tofucznicę z dodatkiem tej właśnie soli. Przy okazji zakupów w sklepie z indyjską lub wegetariańską żywnością, np. w polecanym niezmiennie przeze mnie Evergreenie (klik), skuście się na małe opakowanie soli i sprawdźcie, jak Wam się podoba. Tymczasem zupa.

Składniki
(dla 3 - 4 osób na 2 dni)
przynajmniej 300g szczawiu (przyznam, że dodaję więcej: 400 lub 500g, bo lubię kwaśną)
2 większe marchewki
średnia pietruszka
5 średnich ziemniaków
ok 300 g tofu
pełna łyżka curry
sól zwykła + łyżeczka soli czarnej
ok 6 łyżek oleju/ oliwy
3 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
2 czubate łyżki siemienia lnianego (opcja)
opcjonalnie garść natki pietruszki do posypania, będzie też pasował koperek

Wykonanie
W garnku zagotowuję 2 litry wody, wrzucam obrane i pokrojone marchewki, pietruszkę oraz ziemniaki, dodaję liście laurowe, ziele angielskie i niepełną płaską łyżkę soli. Zmniejszam płomień na mały i gotuję przez ok 30 minut.
Wypłukane i wytrząśnięte z nadmiaru wody liście szczawiu siekam dość drobno, część odkładam (do posypania gotowej zupy), resztę wrzucam na rozgrzane 3 łyżki oleju, mieszając duszę aż zmiękną i niestety stracą kolor (stąd garść odłożonych liści w żywym kolorze), dodaję do zupy, chwilkę jeszcze gotuję i wyłączam gaz. Siemię lniane mielę w młynku do kawy, dodaję do zupy, mieszam, posypuję dostępną zieleniną i odłożonymi liśćmi szczawiu.
Rozdrobnione widelcem tofu mieszam z łyżeczką czarnej soli. Na patelni rozgrzewa olej, sypię curry i prażę na niewielkim ogniu mieszając przez minutę. Dodaję tofu, podgrzewam przez kilka minut. Nie martwimy się tym, że tofucznica wychodzi z tych proporcji dość sucha, wszak ostatecznie wyląduje w zupie. Tofu dodajemy wprost do zupy, posypujemy nim zupę już w talerzach lub częściowo tak, częściowo tak. Smacznego :)

A teraz uśmiecham się (nie tylko) do Mimik :) Do następnego przepisu, który mam nadzieję uda mi się opublikować jutro, będziemy potrzebować białych szparagów (2 -3 pęczków) i liści rzodkiewki (lub szpinaku), a także obieraczki do warzyw i sprawnego piekarnika :)








Oceń przepis:

25 marca 2013

Tradycyjna sałatka jarzynowa

A właściwie prawie tradycyjna, w wersji wegańskiej - bez majonezu. Zawsze lubiłam tę sałatkę, kojarzy mi się z domem rodzinnym, ze wspólnym krojeniem warzyw (byle nie ziemniaków! bo przywierały do noża...) wrzucanych do ogromnej miski, z wypijaną po cichu zalewą z puszki zielonego groszku i wreszcie z dekoracjami mamy z pora, marchewki i groszku w salaterkach stawianych obok mięsnych galaretek, których nigdy nie chciałam jeść.
W różnych regionach Polski przygotowuje się ją inaczej, niektórzy dodają jajka, inni omijają pora czy cebulę, ziemniaki, pietruszkę albo seler. U mnie lądują w niej właściwie wszystkie dodatki z wyłączeniem jajka, a majonez zastępuję sosami różnej maści. Bazą może być fasola, nerkowce - tak jak w przepisie na boczniaki po tatarsku (klik), bez dodatku cebuli, ogórków itp., nerkowce i sok z kiszonych ogórków, a dzisiaj wersja z tofu, która również bardzo pasuje do tej sałatki i wielu innych, w których tradycyjnie dodawany jest majonez.
Oprócz sosu i doboru składników - na smak sałatki wpływa również drobne pokrojenie warzyw- używam do tego kratki, z którą dużo sprawniej idzie. Cebulę i ogórki trzeba pokroić drobno nożem, ale ugotowane warzywa i jabłka przeciskam przez kratkę.


Sałatka
3 średnie ziemniaki
większa pietruszka
pół średniego selera
3 średnie marchewki
duże jabłko
średnia cebula
ok 10 małych kiszonych ogórków
2 szklanki mrożonego groszku
sól, pieprz

Wykonanie
Do garnka wkładam wyszorowane nieobrane warzywa: marchew, ziemniaki, pietruszkę i seler, zalewam wodą do ich poziomu, zagotowuję i gotuję po przykryciem. Muszą być jędrne, lekko twarde, co sprawdzamy nożem, który lekko wbity wchodzi w nie, ale napotyka opór. Najpierw ugotują się ziemniaki i marchew - po ok 15 - 20 minutach, później seler i pietruszka - po ok 30 - choć wszystko zależy od wielkości warzyw. Wyciągam warzywa kolejno, przekładając je do miski/ garnka do wystudzenia.
Do miski wrzucam pokrojone drobno jabłko i ogórki, od razu mieszam, dodaję drobno pokrojoną cebulę. Następnie dorzucam wystudzone, drobno pokrojone warzywa, oraz ugotowany w niewielkiej ilości osolonej wody wystudzony groszek, przyprawiam je solą i pieprzem.

Sos
Składniki
200 g tofu naturalnego
3 czubate łyżki gęstej części odstanego mleka kokosowego
4 łyżki oliwy
2 łyżki soku z cytryny (lub więcej)
2 czubate łyżeczki lubianej musztardy (używam Dijon)
sól
dodatkowo ok 10 łyżek dowolnego niesłodzonego mleka, delikatnego bulionu lub wody


Wykonanie
Wstępnie rozdrobnione tofu wrzucam do blendera, miksuję, dodaję śmietankę kokosową oraz stopniowo oliwę, blenduję na aksamitną pastę. Przyprawiam sokiem z cytryny, musztardą i solą. Otrzymujemy puchaty gęsty sos, który do sałatek trzeba rozrzedzić. Dodaję ok 10 łyżek mleka (bulionu, wody), mieszam i sprawdzam czy wymaga dalszego doprawienia.
Sos mieszam z sałatką i wstawiam do lodówki by smaki się połączyły. Smacznego :)

Oceń przepis:

28 marca 2012

Tofu w papilotkach

Zamarynowane tofu, owinięte kawałkami papieru ryżowego, następnie podsmażone- bardzoooo lubimy :) W wersji świątecznej z dodatkiem kawałków nori, jeśli nie macie, nie lubicie, nie stosujecie alg- możecie je pominąć, ta wersja jest również popularna.
Tak przygotowane tofu możecie zjadać na ciepło, lub schłodzone- w tej wersji odpowiadają mi najbardziej, jako przystawka.

tofu w papilotkach



Składniki

na tofu
200 g tofu naturalnego
+ ulubiona marynata, u mnie: łyżeczka startego korzenia imbiru, łyżka soku z cytryny, duży ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, 3 łyżki sosu sojowego, 2 łyżki oliwy/ oleju

papilotki
po jednym arkuszu papieru ryżowego na 1 kostkę tofu (po pokrojeniu tofu na kostki- liczymy i przygotowujemy tyle arkuszy- ok 16 sztuk)  lub po pół, ja wolę owijać podwójną warstwą, są wtedy bardziej chrupiące
kawałek arkusza nori (mniej niż pół)
kilka łyżek oleju do smażenia

Wykonanie
Mieszam składniki marynaty, wrzucam do niej pokrojone w kostkę tofu, zamykam, wstrząsam, wkładam do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc, od czasu do czasu warto przemieszać cząstki, by równomiernie pokryły się marynatą.
Arkusze papieru ryżowego łamię na pół ( nie musi być super- równo i arkusze mogą być miejscami połamane), kładę jeden na drugi, smaruję lekko pędzelkiem zamoczonym w wodzie, posypuję pociętymi/ porwanymi kawałkami nori (nie za dużo), kładę kawałek tofu blisko krótszego boku i zwijam wzdłuż dłuższego. Wolne końce zanurzam na chwilę w wodzie, zwijam je pod spód "zawiniątka" i układam na blacie złożeniem do dołu.

tofu w papilotkach

tofu w papilotkach

tofu w papilotkach

tofu w papilotkach

Następnie smażę tofu na rozgrzanych na patelni kilku łyżkach oleju z obu stron- do zarumienienia. Wykładam na chwilę na papierowy ręcznik, przekładam na talerz. Tak jak pisałam wcześniej- mi najbardziej odpowiadały schłodzone.

tofu w papilotkach


Oceń przepis:

22 grudnia 2010

Smażone tofu w zalewie octowej


Powoli wracam do żywych, do normalności, do blogowania :) Ponieważ zbliżają się Święta, uraczę Was przepisem świątecznym. Jakiś czas temu pisałam o wegetariańskiej 'rybce' czyli wkładzie wege w tzw sosie greckim (klik klik). Dzisiaj znów o 'rybce' ;) Pomysł inspirowany przepisem na śledzie, które najpierw są smażone w panierce, następnie marynowane w zalewie octowej; osobiście takich śledzi nie jadłam, ale z powodzeniem goszczą w tej formie w wielu domach. Przyznam, że pomysł usmażonej bazy, którą marynuje się w zalewie octowej przypadł mi do gustu. Robiłam w ten sposób kotlety sojowe, ostatnio tofu i o ile tofu /jak zwykle w mojej suiektywnej opinii/ wygrywa smakowo, to panierka wypadła słabiej; do kotletów zrobiłam bardziej solidny pancerz, trzymał się w marynacie wzorowo, od tofu kołderka miejscami się odklejała, ale i tak wyszło smakowicie. Polecam jako zimną przystawkę na ucztę świąteczną czy imprezę lub po prostu dodatek do chleba.
Na chwilę jeszcze o wersji z kotletami (chodzi o tzw proteinę sojową), kilka osób pytało mnie o bezjajeczną wersję na panierkę, mi posmakowała taka: 'kotlety' gotuję w niewielkiej ilości wody (na poziom kawałków sojowych) z dodatkiem pokrojonych warzyw (marchew, mała pietruszka, kawałek selera), soli, 2 listków laurowych, 3 ziarenek ziela angielskiego, wrzucam również niewielką cebulę i 2 ząbki czosnku (w obierkach, jedynie umyte). Wywar z warzywami i przyprawami gotuję najpierw ok 15 minut, wtedy dorzucam kotlety, kilka minut wspólnego gotowania i wyrzucam na sitko. Podkład zrobiłam z mąki z ciecierzycy i gorącej wody (na opakowanie kotletów zużyłam 6 łyżek mąki i ok szklanki wody), do miseczki należy wsypać mąkę i mieszając widelcem wlewać stopniowo wodę w takiej ilości by utworzyła się kleista masa. Sypnęlam do niej kilka szczypt soli. Panierkę zastosowałam jedną z moich ulubionych, pisałam o niej tu (klik klik) (płatki drożdżowe, wiórki kokosowe, w stosunku 1 :1 :1 ), tylko zmniejszyłam ilość mąki kuku o połowę. Ugotowane kotlety maczałam najpierw w masie ciecierzycowej, następnie w panierce i smażyłam na złoto z obu stron. Przestudzone poleciały do marynaty, o której za chwilę, jednak muszę podkreślić, że kotlety tak usmażone (jeszcze przed marynowaniem) to były jedne z lepszych jakie jadłam :)
Teraz o tofu.

Składniki
1 kostka tofu naturalnego
sos sojowy
kilka łyżek mąki z ciecierzycy lub innej, kukurydzianej lub ziemniaczanej
olej do smażenia
zalewa
2 szklanki wody
7 łyżek octu jabłkowego
łyżeczka soli
2 czubate łyżki suszonej żurawiny (można użyć rodzynek lub nieco cukru)
łyżeczka ziaren gorczycy białej
6 listków laurowych
8 ziarenek ziela angielskiego
3 małe cebule

smażone tofu w zalewie octowej

Wykonanie
Tofu suszę nieco, ściskając owinięte papierowym ręcznikiem. Kroję w kawałki (wg upodobań), każdy z nich zanurzam najpierw w sosie sojowym, następnie w mące ciecierzycowej i smażę na rozgrzanym oleju z obu stron, wykładam na papierowe ręczniki.
Do garnka wlewam wodę i ocet, dodaję sól i mieszam porządnie, zagotowuję, wrzucam pokrojoną cebulę (w plasterki lub piórka) i wyłączam gaz. Gdy marynata przestygnie w miseczce układam kawałki tofu przekładając je wypłukaną żurawiną (nie trzeba jej moczyć, wypłukać, ewentualnie pokroić), listkami laurowymi, ziarenkami ziela angielskiego, gorczycą i zalewając marynatą z dodatkiem cebuli. Przykrywam i wstawiam do lodówki na noc. To właściwie tyle, dodam tylko, że w miejsce tofu czy kotletów sojowych można użyć pieczarek czy kani lub warzyw, np selera korzeniowego, będę eksperymentować! :)
Przy okazji nadchodzących Świąt i Nowego (LEPSZEGO oczywiście) Roku, wszystkim którzy tu zaglądają lub wpadną przypadkowo, życzę wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, spokoju ducha i radości, cieszmy się z tego co mamy i czego nie mamy :)


Oceń przepis:

2 listopada 2010

Pieczarki faszerowane tofucznicą

Tofucznicą faszerowałam już kilka warzyw, tym razem pieczarki. Mogą stanowić dodatek do obiadu lub przystawkę na imprezkę.

pieczarki faszerowane tofucznica

Składniki
ok 20 średnich pieczarek
180 g tofu naturalnego
sól
pieprz
czubata łyżka wiórek kokosowych
olej
czubata łyżeczka curry
ząbek czosnku
łyżka posiekanego koperku (może być też szczypiorek)

Wykonanie
Tofu rozdrabniam widelcem, dodaję kilka szczypt soli i pieprzu. Na 2 łyżkach oleju podgrzewam curry przez minutę, dodaję tofu i smażę kilka minut, odstawiam. Z oczyszczonych pieczarek odrywam ogonki, które drobno kroję i smażę na 3 łyżkach oleju do zezłocenia, dodaję do tofu z taką ilością oleju ze smażenia by masa była wilgotna, doprawiam ewentualnie solą, pieprzem, wciskam czosnek, dodaję wiórki i koperek, mieszam. Kapelusze pieczarek wykładam do wysmarowanego olejem naczynia żaroodpornego i piekę ok 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200 st C. Wyjmuję, posypuję je odrobiną soli i wykładam farsz, dociskam łyżeczką i wkładam z powrotem do piekarnika na 10 minut (jeśli pieczarki są większe, będą potrzebowały nieco dłuższej obróbki). Gotowe posypałam pietruszką. Smacznego!


Oceń przepis: