Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jadalne chwasty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jadalne chwasty. Pokaż wszystkie posty

27 kwietnia 2015

Spring rolls ze smażonymi pączkami mniszka i fiołkami oraz niedźwiedzi hummus

Wiosna na całego, więc czas na lekkie, świeże roladki - spring rolls, obowiązkowo wypełnione sezonowymi frykasami. Idealnie nadadzą się na piknik, do pracy, jako przekąska imprezowa czy po prostu rodzinne śniadanie po wspólnym rolowaniu.



Wypełnieniem dzisiejszych spring rollsów są: makaron ryżowy w niewielkiej ilości, awokado, rzodkiewki, kiełki rzodkiewki, sezam, fiołki oraz smażone pączki mniszka. Jako dip, przygotowałam minimalistyczną wersję niedźwiedziego hummusu, składającą się z liści niedźwiedziego czosnku, tahini i limonki, całość pyszna, lekka, a jednocześnie sycąca.

Zbliża się majówka, więc może uda się Wam spotkać kwitnące kępy wonnych fiołków, które dodadzą aromatu, koloru i finezji wielu potrawom. Nie bójcie się też ich liści, są również jadalne i smaczne. Zebrane kwiaty najlepiej przechowywać w słoiku wypełnionym wodą, w lodówce i jak najszybciej zużyć.



Zaczęły pojawiać się również kwiaty mniszka lekarskiego, lecz zanim zakwitną, koniecznie skuście się na smażone nierozwinięte koszyczki mniszka, są bardzo smaczne, zresztą nie pierwszy raz Was do tego namawiam (klik).



Zebrane pączki przechowujemy w lodówce, jednak należy zużyć je jak najszybciej, najpóźniej następnego dnia, w innym razie zakwitną.
Wróćmy do spring rollsów.

Składniki
ok 20 sztuk papieru ryżowego 
garść makaronu ryżowego, cienkich nitek - vermicelli + 3 - 4 łyżki sosu sojowego do polania
awokado + sok z połowy limonki do polania
garść rzodkiewek
garść wonnych fiołków
1/2 litrowego słoika nierozwiniętych koszyczków mniszka + 3 łyżki oleju do smażenia i szczypta soli
garść kiełków rzodkiewki lub liści rukoli
garść liści bazylii
garść liści mięty
2 czubate łyżki sezamu

Wykonanie
Przed przystąpieniem do rolowania spring rollsów, należy odpowiednio przygotować wszystkie składniki wypełnienia i zebrać je wokół blatu roboczego.





Pączki mniszka porządnie płuczę, odcinam listki znajdujące się pod dnem kwiatowym - małym nożykiem lub można je pozrywać ręcznie, wrzucam na rozgrzane na patelni 3 - 4 łyżki oleju, smażę  przez kilka minut mieszając, aż zmienią barwę na ciemniejszą, posypują kilkoma szczyptami soli, mieszam i wyłączam gaz.
Makaron przekładam do miski, zalewam gorącą wodą, kładę pokrywkę lub talerz, zostawiam na kilkanaście minut, płuczę na sitku zimną wodą, wytrząsam jej nadmiar, polewam kilkoma łyżkami sosu sojowego.
Umyte rzodkiewki pozbawione korzeni i liści kroję na ćwiartki lub - jeśli większe na ósemki.
Awokado kroję na pół, wyciągam pestkę, wydobywam miąższ łyżką, kroję na paski, polewam sokiem z limonki.
Oprócz wymienionych wyżej składników będą nam potrzebne przepłukane kiełki rzodkiewki, sezam, przepłukane liście bazylii i mięty, oczywiście papier ryżowy oraz miseczka z wodą i pędzelek lub ręcznik kuchenny.
Pojedyncze arkusze papieru zwilżam wodą przy pomocy pędzelka lub ręcznika. Wykładam przygotowane składniki: kilka nitek makaronu, po pasku lub dwa awokado, kilka fiołków, 4 ćwiartki rzodkiewek, po garstce smażonego mniszka, kiełków rzodkiewki, kilka liści bazylii i mięty, posypuję sezamem. Składniki wykładamy zostawiając ok 2 cm rezerwę od brzegu, jeśli papier jest kwadratowy tak jak u mnie - składniki wykładamy przy rogu. Zwijam ściśle papier, składam boki do środka i kończę roladkę. Wykładam na talerz lub deskę złożeniem do dołu, dokładając kolejne pakunki, pilnujemy, by nie dotykały do siebie, gdyż takie świeże mogą się skleić. Dodatkowo, jak już uporamy się ze wszystkimi roladkami, można je związać szczypiorkiem, najlepiej zrobić to na koniec, gdyż będą wtedy ładnie już trzymały formę.




Niedźwiedzi hummus
20 liści czosnku niedźwiedziego
czubata łyżka tahini
sok z połowy limonki
szczypta soli
kilka łyżek oleju lub ciepłej wody dla uzyskania konsystencji dipu



Wykonanie
Umyte i wstępnie pokrojone liście wrzucam do blendera, miksuję z sokiem limonki i tahini, przyprawiam szczyptą soli. Dodaję kilka (4 - 6) łyżek oleju lub ciepłej wody.
Widoczne na zdjęciu kwiaty, to kwiaty czosnku niedźwiedziego, są również jadalne i aromatyczne.



Oceń przepis:

11 marca 2013

Pasta chrzanowo- migdałowa

Dzisiaj pyszna pasta migdałowo - chrzanowa, którą możecie wykorzystać na kanapkach, pasztetach, kotletach, użyć  jako przyprawę w sałatkach lub wymieszać ze startymi upieczonymi/ ugotowanymi burakami i stworzyć pyszną wegańską ćwikłę, co i ja miałam w planach, ale tak nam posmakowała baza (w tym córci!), że zjedliśmy ją w takiej formie. Będę musiała na nowo więc zmierzyć się z tarciem chrzanu. To jest moja kolejna propozycja świąteczna.



Składniki
ok 200g korzeni chrzanu
1/2 szklanki migdałów
woda z kiszonych ogórków lub zwykła
1 większe słodkie jabłko
4 łyżki gęstej części z odstanego w lodówce mleka kokosowego
sok z połowy cytryny lub więcej
ewentualnie sól

Wykonanie
Migdały zalewam gorącą wodą, odstawiam na kilkanaście minut, następnie przelewam zimną i obieram. Zalewam wodą z kiszonych ogórków (lub zwykłą) i moczę przez noc. Następnego dnia płuczę i blenduję dodając stopniowo kokos.
Obrane jabłko ścieram na tarce o drobnych oczkach, mieszam z sokiem wyciśniętym z cytryny. Obrane korzenie chrzanu również ścieram na tarce z drobnymi oczkami (można to zrobić przy otwartym/ uchylonym oknie), mieszam z jabłkiem, migdałami i kokosem, dosmaczam jeśli trzeba (dodatkowy sok z cytryny, ewentualnie sól). Najlepiej smakuje następnego dnia i później. Przechowuję ją w lodówce w zamkniętym słoiku przez kilka dni.


Oceń przepis:

18 lipca 2011

Zupa cebulowa z portulaką

Znowu nadaję z ogrodu :) O portulace czytałam w wielu książkach o roślinach dzikorosnących, a teraz mam ją w ogrodzie. Ma grube "mięsiste", zaokrąglone listki i czerwone łodygi. Posiada odświeżający cytrynowy smak, przy czym łodygi są bardziej wyraziste w smaku niż liście. Na surowo nie każdemu zasmakuje, pisała o tym Thiessa , która prowadzi niezwykle inspirujący blog "Podróże kulinarne"; moja córa podskubuje listki portulaki na surowo, co mnie bardzo cieszy :). Osobiście nie spotkałam portulaki dzikorosnącej, ale jeśli Wam się poszczęści, koniecznie zabierzcie ją do domu i poeksperymentujcie z jej smakiem, to bardzo odżywcza roślina. Portulaka (na podstawie "Edible Wild Plants. Wild Foods from Dirt to Plate" J.Kallasa) jest bogatym źródłem omega- 3 (największym spośród wszelkich badanych roślin zielonych) i witaminy E (największym spośród wszelkich badanych roślin zielonych); zawartość żelaza w porównywalnej ilości do szpinaku /czyli wcale nie tak dużo, ale jednak ;)/.

portulaka warzywna

Portulakę można spożywać na surowo, smażyć ją, gotować. Niektórzy przygotowują liście i łodygi oddzielnie (te pierwsze np. podobnie jak szpinak, a te drugie np. podobnie jak szparagi), ale jak słusznie napisał J.Kallas, można zrobić kilka ważniejszych rzeczy niż oddzielanie liści od łodyg portulaki :)
Dzisiaj przedstawiam zupę cebulową z portulaką, której za inspirację posłużył przepis S. Brilla z książki "The Wild Vegan Cookbook" (o której szerzej napiszę zapewne niebawem). Brill przyrządza ją tylko z portulaki, cebuli, wina i mleka roślinnego; ja część mleka zastąpiłam bulionem z warzywami, dodałam czosnek, koperek, wino zastąpiłam octem jabłkowym. Zupa wyszła ciekawa w smaku, bardzo orzeźwiająca, idealna na tę porę roku, bardzo polecam.

zupa cebulowa z portulaką


Składniki
(dla 3-4 osób na dwa dni)
2 średnie marchewki
1 mniejsza pietruszka
kawałek selera
3 średnie ziemniaki
sól, pieprz
3 duże cebule
duża garść portulaki (liście i łodygi)
3 łyżki octu jabłkowego
3 łyżki oliwy
3 ząbki czosnku
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
2 szklanki mleka sojowego lub innego
garść koperku (robiłam tę zupę dwa razy, za drugim razem dodałam koperek i bardzo mi tu pasował).

Wykonanie
Marchew, pietruszkę, seler i ziemniaki obieram, kroję w kostkę, wrzucam do garnka, zalewam 1,5 l wody, zagotowuję, zmniejszam gaz, przykrywam i gotuję ok 25 min, dorzucając w trakcie gotowania sól (na początek pół łyżki), ziele angielskie i listki laurowe.
W trakcie gotowania warzyw przygotowuję portulakę. Po opłukaniu, warto zanurzyć ją w dużej ilości zimnej wody na kilkanaście minut by oczyścić ją z piachu. Następnie wytrząsam z niej nadmiar wody i kroję (łodygi razem z liśćmi) w odstępach powiedzmy ok 0,5 cm. Na rozgrzany na patelni olej wrzucam cebulę z portulaką i smażę ok 5 min, posypuję szczyptą soli, dodaję ocet, przykrywam i podgrzewam jeszcze ok 3 minut. Przerzucam zawartość patelni do garnka z warzywami, chwilkę podgrzewam, dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek i posiekany koperek i wyłączam gaz. Dodaję mleko sojowe, mieszam, doprawiam solą i pieprzem. Gotowe, smacznego !


Oceń przepis:

29 czerwca 2011

Zupa z lebiodą

Lebioda jest jedną z najsmaczniejszych roślin dzikorosnących jakie jadłam, półka szpinakowa, o klasę wyższa lub nawet dwie :)
Jednak zanim o lebiodzie, chciałam napisać o książce, absolutnie hitowej dla osób zainteresowanych jadalnymi dzikorosnącymi roślinami. Mowa o "Edible Wild Plants. Wild foods from Dirt to Plate" Johna Kallasa. Jestem nią zachwycona!

edible wild plants

Autor dysponuje ogromną, zadziwiającą wręcz wiedzą o dzikich roślinach, opisuje wygląd i jadalność na każdym etapie wzrostu każdego elementu rośliny: od korzeni, przez serca, łodygi, liście, pąki, kwiaty i nasiona. Pisze o metodach poznawania optymalnej dojrzałości roślin, o swoim dzikim ogrodzie, o piciu soków przez "słomki" z łodyg kwiatów mniszka, o wartościach odżywczych, podaje przepisy (choć bez narzucania proporcji, ale z propozycją alternatyw), proponuje metody zrywania/ ścinania roślin, pisze o subiektywnych odczuciach smakowych. Do tego masa zdjęć i solidnej wiedzy. Mega hit, absolutny!

edible wild plants

Jeśli będziecie mieli możliwość zakupu, bardzo Was do tego zachęcam!
Kallas pisze również o lebiodzie, którą posiada w swoim dzikim ogrodzie /jedni pielą, inni uprawiają :)/. W zeszłym roku pisałam o lebiodzie, garść informacji znajdziecie tu (klik klik), możecie jej użyć w ulubionych daniach z zastosowaniem szpinaku. Porównując lebiodę ze szpinakiem /za J.Kallasem/, ma ona więcej błonnika, witaminy A i C, cynku, potasu, miedzi i magnesu i uważa się ją za jedną z najbardziej odżywczych zielenin, tych dzikich i udomowionych. Warto więc rozejrzeć się za nią na terenach w miarę oddalonych od dróg i ulic. Pamiętajcie, że zrywamy młode rośliny, ze starszych tylko górne części.
Dzisiaj przedstawiam dwa dania z lebiodą w roli głównej: zupę, którą serdecznie polecam, ma wyjątkowy smak oraz parowane łodygi lebiody pomysłu Johna Kallasa z książki, którą polecałam na wstępie.

Zupa z lebiodą

zupa z lebiodą

Składniki
(dla 3- 4 osób na 2 dni)
ok 60 roślin lebiody
2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera
6 średnich ziemniaków
3 listki laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
sól
3 ząbki czosnku
oliwa do skropienia

Wykonanie
Lebiodę płuczę, zalewam dużą ilością wody na ok 15 minut by oczyścić ją z piachu. Do garnka wrzucam obrane i pokrojone warzywa, zalewam wodą (2 litry) i gotuję ok 25 minut. W trakcie gotowania dorzucam listki laurowe, ziele angielskie i łyżkę soli. Liście lebiody najlepiej (najszybciej) zrywać- zwłaszcza do zupy, gdzie ich wygląd nie ma żadnego znaczenia- ściskając łodygę palcami i "jadąc" nimi w górę :)
Po oberwaniu liści, kroję je jeszcze, wrzucam do zupy i gotuję ok 10 min. Dorzucam przeciśnięty przez praskę czosnek, dosmaczam solą, ewentualnie pieprzem i wyłączam gaz. Smacznego :)
Pozostałe łodygi J. Kallas zaleca stosować jak szparagi, a jeden z jego pomysłów na nie to parowanie przez ok 5 minut, a po przerzuceniu na sitko wymieszanie z dressingiem (u mnie przeciśnięty przez praskę czosnek rozmieszany w łyżce oliwy, do tego kilka kropli octu winnego czerwonego, całość posypana kilkoma szczyptami soli i prażonym sezamem), wyszły ciekawie :)


łodygi lebiody w oliwie


Oceń przepis:

8 kwietnia 2011

Farinata, balsamiczne pieczarki i pesto z młodego mniszka

Dzisiaj hurtem :) ale tak naprawdę i z ręką na sercu polecam głównie pieczarki balsamiczne, są pyszne na ciepło i po wystudzeniu; farinata raczej mi nie wyszła, przykleiła się nieco do formy, popękała w kilku miejscach i wyszła dość sucha, chociaż pyszna! Następnym razem będę ją podgrzewała na patelni teflonowej.Natomiast  pesto z liści mniszka nie posmakuje każdemu, trzeba lubić w kulinariach nieco goryczki, ja nie przepadam, ale przepis zamieszczam, ponieważ po podgrzaniu wypada znakomicie (część zużyłam do tofucznicy- polecam, a część do farinaty- również polecam, z dodatkiem pesto właśnie smakowała najlepiej).

farinata i balsamiczne pieczarki

Po kolei, na początek pesto. Wcześniej z listkami mniszka trochę ćwiczyłam i nie polubiliśmy się zbytnio, ale po pierwsze zaciekawił mnie przepis Davida Lebovitza (klik klik), po drugie będąc na łące skusiły mnie młodziutkie listki mniszka i szczawiu, zerwałam jedno i drugie i ukręciłam pesto.

pesto z młodych liści mniszka

Mniszek pospolity działa leczniczo, odtruwająco na wątrobę; gorycze wspomagają trawienie i ułatwiają wchłanianie do krwiobiegu m.in witaminy B12 i żelaza (dwa hasła bardzo znane wegetarianom), wspomagają także czynność serca, wzmacniają organizm i polepszają nstrój :) Jest polecany również przy przewlekłych zmęczeniach i chorobach zwyrodnieniowych układu  kostno- stawowego (na podstawie U. Buhring "Wszystko o ziołach"). Nic tylko wybrać się na łąkę z dala od ulicy, rwać i jesć :) Upatrzyłam również młodą pokrzywę, ale o niej będzie w innym odcinku.

pesto z młodych liści mniszka

Pesto z młodych liści mniszka i szczawiu


Składniki
duża garść liści młodego mniszka (przełom marca/ kwietnia, początek kwietnia)
garstka liści młodego szczaiu
po 2 czubate łyżki uprażonych na suchej patelni arachidów i ziaren słonecznika
2 łyżki soku z cytryny
5 łyżek oliwy (lub więcej)
2 większe ząbki czosnku
sól
czubata łyżeczka płatków drożdżowych (opcja)

Wykonanie
Zieleninę płuczę, wrzucam do miski z dużą ilością chłodnej wody i trzymam ok 10 minut, wyjmuję, wytrząsam nadmiar wody, wstępnie kroję, wrzucam do blendera, dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, a także oliwę, orzechy i słonecznik, miksuję. Dodaję płatki drożdżowe, dosmaczam solą, konsystencja na tym etapie przyjmuje formę pasty kanapkowej, jeśli ma być użyta do sosu np, trzeba dodać trochę wody i oliwy. Tak jak pisałam wyżej, gorzki posmak jest dla mnie średnioakceptowalny (dlatego unikam gorzkich sałat), ale wiem, że niektórzy go lubią i to pesto jest stworzone dla nich. Młody mniszek nie zawiera dużo goryczy, ale jest ona wyczuwalna, mimo dodania liści szczawiu. Podobnie w sałatkch, jeśli dodacie listki świeżego mniszka, to zdominuje smak. Podgrzewanie eliminuje gorycz, jak również część składników odżywczych, ja swoje pesto przeznaczyłam do tofucznicy (podgrzewane z tofu) i farinaty, oba sposoby smakowo odpowiadały mi i rodzince.

pesto z mniszka

Farinata/ socca
Rodzaj placka /pieczywa o banalnym składzie: mąka cieciorkowa (farina/ chickpea/ garbanzo/ besan flour), woda, olej, przyprawy. Okazuje się, że co przepis to inne proporcje, inny czas leżakowania ciasta /lub w ogóle jego brak/, inne dodatki. Do ciasta możecie dodać ulubione zioła, pesto, czosnek lub stworzyć z blatu spód do wegańskiej bezglutenowej pizzy :)

farinata i balsamiczne pieczarki

Kierowałam się przepisem znalezionym u Gospodarnej narzeczonej (klik klik):

Składniki
200 g mąki z ciecierzycy (ok 1 i 3/4 szklanki)
200g wody (ok szklanki)
3 łyżki oleju
łyżeczka soli /ewentualnie pieprz/
czubata łyżka posiekanych igieł rozmarynu

Wykonanie
Mieszam sypkie składniki, dolewam wodę energicznie mieszając by nie powstały kluchy. Odstawiam ciasto na ok 2 h. Dodaję oliwę, mieszam. Ja ciasto podzieliłam na 2, do jednej części dodałam 3 łyżeczki mniszkowego pesto, o którym pisałam wyżej. Okrągłą blachę smaruję olejem i wkładam do piekarnika nagrzanego do ok 200 st C (Narzeczona pisała o 220 st, ale mam piekarnik bez regulacji :/), jak olej chwilę się nagrzeję, wylewam porcję ciasta i piekę do zezłocenia się brzegów (ok 20 minut), potem to samo z drugą porcją (nie zapomnijcie o smarowaniu blachy tłuszczem, bez względu na to jak świetną, nieprzystającą foremkę macie). Po wyjęciu można placki posmarować dodatkową oliwą, jak na mój gust- są za suche. Tak jak pisałam we wstępie, ciasto przywierało do formy, choć dało się odkleić i pękło w kilku miejscach, ale smakowo jak najbardziej ok, zdecydowanie do powtórzenia.
Teraz delikatesy, pieczarki balsamiczne :) Generalnie lubię do pieczarek po kilkuminutowym podduszeniu dodać odrobinę czerwonego octu, wspaniale wzbogaca ich smak. Tym razem pieczarki z octem balsamicznym, pyszne, lekko słodkie, smakowały nam nawet po przestudzeniu. O dodawaniu do pieczarek octu balsamicznego znalazłam również wzmiankę w "Kuchni Marty. Kolory smaków" M. Gessler, z dodatkiem brązowego cukru, kto ma chęć może eksperymentować :)

farinata i balsamiczne pieczarki

Składniki
ok 600 g pieczarek
2- 3 łyżki oleju/ oliwy
2 łyżki octu balsamicznego
2 duże ząbki czosnku
szczypta soli / ewentualnie pieprz
można sypnąć ulubionych ziół

Wykonanie
Pieczarki czyszczę, ścinam końce trzonków i kroję na niezbyt cienkie plasterki (jeśli pieczarki są małe, mogą być w całości). Na patelni rozgrzewam tłuszcz, wrzucam grzyby, przykrywam i duszę ok 8 minut (w połowie mieszam), dodaję ocet, mieszam, przykrywam jeszcze  na 2- 3 minutki, zdejmuję pokrywkę i duszę przez kilka minut do znacznego odparowania sosu. Pod koniec wciskam przez praskę czosnek, mieszam i wyłączam gaz. Posypuję szczyptą soli, można też sypnąć nieco pieprzu i ziół. Smacznego :)



Oceń przepis:

1 lutego 2011

Curry z topinambura i szpinaku

Topinambury posadziłam u siebie po skonsumowaniu kilku maleńkich bulw, które zachwyciły mnie swym smakiem. W przeciągu kilku dni pojawiły się zielone łodygi, które odważnie pięły się w górę dochodząc nawet do ok 4 metrów wysokości. Musiałam je w trakcie podwiązywać by wichury nie zniszczyły mojej cennej uprawy. Kwitły bardzo późno (październik- listopad) małymi żółtymi kwiatkami. Poucinałam, a raczej porąbałam łodygi, wczesną zimą wykopałam bulwy. Przyznam, że topinambury okazały się dla mnie niezwykle imponujące, z tak małych sadzeniaków wyrosły ogromne łodygi, a pod ziemią bulwy rozmnożyły się i rozprzestrzeniły również bardzo ekspansywnie. Bulwa- matka rozwinęła korzeń, z którego rozmnożyły się dłuższe pędy, a na ich końcach urodziły nowe warzywa. To co mnie zadziwiło w pozytywny sposób, innym amatorom tego warzywa może przysporzyć kłopotów. Sadzenie topinambura musi się więc odbywać w sposób przemyślany, ze względu na wysokość zieleniny i ekspansywny rozrost korzeni, trzeba mu znaleźć w miarę odosobnione miejsce by nie zagłuszył innych upraw.

bulwy topinambura

Bulwy wykopałam wczesną zimą, wrzucałam je do dużego wiadra przesypując ziemią, następnie wiaderko włożyłam do wykopanego dołu i przykryłam gałęziami świerków, tak zimują. Polecam ten sposób przechowywania nie tylko tych, ale i innych korzeni, cały czas są jak świeżo wykopane.
Kulinarnie topinambur nieco mnie rozczarował, okazało się, że nie jest tak łatwy i przyjemny jak mi się wydawało. Pogryzany na surowo- owszem- ale w niewielkiej ilości i raczej te mniejsze sztuki, są smaczniejsze. W surówkach i sałatkach na surowo nie bardzo mi odpowiada, ani tarkowany ani krojony. Pieczony okazał się paskudny, prawdopodonie wynika to z braku mojej wiedzy, bulwy piekłam wyszorowane bez obierania, wysmarowane oliwą z dodatkiem solidnej dawki czosnku i posolone, nie polecam! Być może należy je najpierw podgotować, nie wiem gdzie tkwił błąd. Za to odkryłam, że frytki z topinambura choć nienajzdrowsze, to całkiem smakowite są :). Dzisiaj danie obiadowe- curry ze szpinakiem- strzał w dziesiątkę i pojawiło się światełko w tunelu, że topinambury mogą być jednak smaczne :)
Jeszcze jedna ważna uwaga, topinambury ze względu na zawartość inuliny mogą powodować reakcje wiatropędne ;) ; czytałam o niwelowaniu tych niedogodności przez dodawanie do gotowania warzyw soku z cytryny i sody, niestety nie znam proporcji.

curry z topinamura i szpinaku

Składniki
(dla 3- 4 osób)
ok 700 g bulw topinambura
ok 400 g mrożonego szpinaku (jeśli świeży podwajamy ilość)
1 puszka mleko kokosowego
ok 1/2 szklanki bulionu warzywnego lub wody
2-3 łyżki soku z cytryny
4 łyżki oliwy/ oleju
po 1/2 łyżeczki zmielonej kolendru i kuminu
1 płaska łyżeczka garam masala
1 czubata łyżeczka przyprawy curry w proszku
ok 10 cm korzenia imbiru
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka soli

Wykonanie
Mrożony szpinak rozmrażam. Topinambury porządnie myję, ścinam wszelkie odnogi (w nich kumuluje się piach) i mamy kilka opcji do wyboru: obrać, oskrobać lub wyczyścić szczoteczką, ja wybrałam metodę szczoteczkową: ładnie i szyko się czyszczą i część skórki odchodzi. Kroję je następnie w kilkumilimetrowe kawałki, mieszam z sokiem z cytryny.
Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam kolendrę, kumin, curry i garam masalę, smażę na niewielkim ogniu przez kilka minut. Dorzucam starty na dronej tarce imbir, smażę chwilę i wrzucam topinambury, smażę mieszając ok 10 min, dolewam bulion i podgrzewam do wyparowania wody, sypię sól (proponuję najpierw dodać płaską łyżeczkę, potem można doprawić), dodaję mleko kokosowe (przed otworzeniem porządnie wstrząsnąć), mieszam, wrzucam odciśnięty z wody szpinak i trzymam na ogniu kilka minut. Na koniec wciskam przez praskę czosnek i wyłączam gaz. Gotowe, smacznego :)


Oceń przepis:

7 maja 2010

Smażone koszyczki kwiatowe mniszka

Mniszek pospolity jest jadalny w całości: korzenie, listki, z jego kwiatów można sporządzić pyszny miód, wino lub syrop. I chociaż ani listki ani korzeń nie przypadły mi za bardzo do gustu, to nierozwinięte koszyczki kwiatowe wrzucam do kategorii przysmaków!

mniszek pospolity
Dla jasności, nie chodzi o koszyczki przekwiatające czy takie, które wieczorem chowają się, a o zamknięte beczułki, które jeszcze nie rozkwitły.

nierozwinięte koszyczki kwiatowe mniszka

Dzisiaj sporządziłam je na sposób najprostszy z możliwych, chciałam poczuć ten smak, ale bardzo dobrze będą pasowały do potraw typu curry, będą ciekawym uzupełnieniem sałatek, potraw z ryżu, kaszy, makaronu. Dodatek prażonych orzechów piniowych, włoskich czy sezamu również będzie przyjemnie współgrał z ich smakiem.
Jak smakują? Słyszałam opinię, że ich smak to połączenie brukselki i szparagów i muszę przyznać, że rzeczywiście smakują szparagowo (posmak zielonych szparagów) z odrobiną goryczki. Pyszne polecam :)
Należy ścinać/ zrywać same koszyczki, ja także po kilkukrotnym opłukaniu pozrywałam listki znajdujące się bezpośrednio pod koszyczkami, z kilku względów: estetycznych, higienicznych i smakowych: mogą nadać gorzki smak. Można je zrywać rękoma lub ściągać nożykiem.

Przy okazji podłączam się do wspaniałej akcji Pinkcake

smażone koszyczki mniszka

Składniki
ok 3 szklanek nierozwiniętych koszyczków kwiatowych mniszka
3 ząbki czosnku
3 łyżki oliwy
ok 3 łyżek bulionu warzywnego lub wody
sól lub sos sojowy
ewentualnie pieprz (ja nie użyłam)

Wykonanie
Umyte i oczyszczone koszyczki wrzucam na rozgrzaną na patelni oliwę, smażę 5-10 minut aż zaczną oddawać przyjemny aromat. Dorzucam kilka szczypt grubej soli, przeciśnięty przez praskę czosnek, podgrzewam chwilę i by pozostały wilgotne dodaję kilka łyżek bulionu warzywnego. Po wymieszaniu z makaronem całość polałam jeszcze odrobiną oliwy. Gotowe, smacznego :)


Oceń przepis: