Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty

6 listopada 2014

Sernik z kiszonych nerkowców

Sok z kiszonek daje wiele możliwości, można nim dosmaczać zupy, jak ogórkową (klik) czy barszcze (klik) (klik), sosy, beznabiałowe serki, jak chociażby serek z kiszonych nerkowców (klik), a także serniki różnej maści.
Do sernika najlepiej nadadzą się nerkowce, po namoczeniu / ukiszeniu, miękną tak bardzo, że przy użyciu odpowiedniej maszyny można z nich ukręcić super gładką masę. Do ich zakiszenia  z przeznaczeniem deserowym, użyłam soku z kiszonej kapusty, gdyż jest naturalnie lekko słodki i łagodniejszy od ogórkowego czy buraczanego (do kiszenia nie używamy chrzanu, kopru czy czosnku).
Przyznam, że ilekroć czytam lub słyszę o odciskaniu soku z kapusty lub jej przepłukiwaniu, zaciskam zęby, nie ze złości, a z żalu. Tyle dobra, witaminy C, przyjaznych bakterii i smaku! 
Oczywiście najpewniejszym źródłem soku, będzie ten z własnej produkcji kiszonki lub ewentualnie od "baby" z bazaru, nie kupujcie tej sklepowej zamkniętej w woreczkach lub wiaderkach, bo ona nie nadaje się do niczego.




Składniki
(na formę o średnicy 18 - 20 cm)
spód
1 i 1/2 szklanki migdałów, dowolnych orzechów, wiórków kokosowych, pestek słonecznika itp
niepełna szklanka suszonych miękkich daktyli

masa
2 szklanki surowych nerkowców
ok 2 szklanek soku z kiszonej kapusty
ziarenka wydłubane z połowy laski wanilii
2 - 3 łyżki dowolnego dosładzacza (słodu, rodzynek, daktyli itp)
czubata łyżka nierafinowanego oleju kokosowego
dalej pełna dowolność, można dodać skórkę pomarańczową, sok z pomarańczy, rodzynki, wiórki kokosowe, karob czy kakao dla uzyskania czekoladowego posmaku, co kto lubi lub czym dysponuje
na wierzch dowolne owoce, wiórki kokosowe, zioła, orzechy, kwiaty

Wykonanie
Nerkowce zalewam taką ilością soku, by z naddatkiem pokrył orzechy, zostawiam na noc (jeśli deser będzie przygotowywany rano) lub rano, jeśli działać będziemy po południu lub wieczorem, z czasem moczenia nie należy przekombinować.
Do blendera wrzucam miks orzechowy przeznaczony na spód, szczyptę soli oraz wstępnie pokrojone daktyle i miksuję do uzyskania "kruszonki". Jeśli macie słabsze blendery, rozdrobnijcie najpierw orzechy, a potem dodajcie pokrojone, wcześniej moczone przez kilkanaście minut daktyle. Na spód maszyny można kapnąć nieco wody, by ułatwić miksowanie i uspokoić własne obawy o zabicie sprzętu.
Teraz warto "ciasto" trochę zmęczyć, ściskając rękoma, by stało się bardziej klejące. Wykładam nim dno wyłożonej papierem tortownicy, mocno dociskając rękoma, a nawet wbijać pięścią, warstwa musi być dobrze ubita, bez sypkich okruszków. Wstawiam do lodówki.
Do blendera przekładam nerkowce oraz rozpuszczony do płynnej postaci olej, miksuję na bardziej lub mniej gładką masę. Dodaję wanilię, dosładzam. Dodajemy dowolne dodatki lub zostawiamy w takiej formie. Wykładam masę na wcześniej przygotowany spód, wyrównuję i chłodzę przez kilka godzin w lodówce. Po wyjęciu dowolnie dekorujemy owocami, ziołami, orzechami.



Oceń przepis:

8 kwietnia 2014

Bezglutenowy i wegański mazurek bez pieczenia

Moja przygoda z surowymi deserami trwa. Po tarcie limonkowej (klik), przyszła pora na pomarańczową, którą w okolicach Świąt śmiało możemy nazwać mazurkiem :) Tym razem do masy dodałam sok wyciśnięty z pomarańczy, nieco soku z cytryny i zmiksowałam z moczonymi nerkowcami. Taki deser często nazywany jest w kuchni surowej sernikiem z nerkowców, chyba niesłusznie, natomiast nerkownik czy nernik moim zdaniem brzmi średnio, więc niech będzie tarta/ mazurek.



Gładkość kremu będzie zależała od mocy blendera jaki posiadacie. Uwaga, będę się chwalić, marzenia się spełniają, ja mam mistrza!:) Rzeczywiście zasługuje na wszelkie "ochy i achy", jakich się nasłuchałam i naczytałam na jego temat, absolutna klasa. Cudownie gładkie kremy, sosy z orzechów i nasion, koktajle, lody, masła, mleka, pasty, kilka kilogramów surowych ziemniaków na babkę startych w minutę (!!!) i tym podobne cuda. Niesamowita moc i automatyczna blokada maszyny przy zbyt mocnym nagrzewaniu silnika, chroniąca przed jego zabiciem, co dla takich pechowców jak ja, jest ogromnym plusem. Więcej informacji o Vitamixie możecie przeczytać tu (klik), a ja zapraszam na tartę :)





Składniki
(na formę o wymiarach 18 x 25 cm)
Spód
3 szklanki dowolnych orzechów, nasion
1 szklanka wypestkowanych, miękkich, niesiarkowanych daktyli
spora szczypta soli

Krem
sok wyciśnięty z 3 większych pomarańczy
sok wyciśnięty z 1 średniej cytryny
szklanka nerkowców
3 bardzo czubate łyżki nierafinowanego oleju kokosowego
2 - 4 łyżki dowolnego słodu ( z bezglutenowych np. ryżowy) w zależności od stopnia słodkości pomarańczy oraz Waszego gustu; zamiast słodu można też użyć przepłukanych miękkich rodzynek
jeśli macie dostęp do niewoskowanych pomarańczy, warto dodać czubatą łyżkę startej skórki pomarańczowej
dowolne ozdoby: kawałki pomarańczy, orzechy, płatki migdałów, kwiaty itp




Wykonanie
Nerkowce zalewam wodą i moczę przez noc, jeśli posiadacie szybki blender jw, wystarczy kilka godzin.
Orzechy i przepłukane, pokrojone daktyle mielę na drobne kawałki, mieszam z solą, chwilę wyrabiam by masa była bardziej klejąca. Wykładam nią spód i brzeg (na wysokość 2 - 3 cm) wyłożonej papierem do pieczenia formy, bardzo mocno dociskam, wstawiam do lodówki/ zamrażarki na czas przygotowania kremu.
Do blendera wrzucam przepłukane nerkowce, dodaję sok pomarańczowy i cytrynowy, skórkę, blenduję na krem. Teraz w zależności od własnego gustu dosładzamy słodem lub dodajemy garść rodzynek i miksujemy z pozostałymi składnikami. Dolewam olej rozpuszczony do płynnej postaci, mieszam i delikatnie wylewam na spód. Chłodzę w lodówce przez noc. Następnego dnia dowolnie ozdabiamy, smacznego :)
Za dostarczenie maszyny serdecznie dziękuję firmie VisVitalis (klik)



Oceń przepis:

3 lutego 2014

Tarta limonkowa bez pieczenia

Dzisiaj na słodko, coś wyjątkowego, wyjątkowego pod wieloma względami.
Tarta limonkowa bez pieczenia, bez dodatku cukru stołowego, bezglutenowa, wegańska i co najważniejsze - chętnie zjadana przez domowników.



Nie jestem zwolenniczką surowej diety z wielu powodów, ale desery z sekcji "RAW" uważam za magiczne! Wystarczy zmiksować kilka składników i rozkoszować się ich naturalną słodyczą.
Tartę limonkową jadłam podczas Potyczek Kulinarnych w Vege Mieście i tak bardzo mnie zachwyciła, że postanowiłam powtórzyć ją w domu po podpytaniu właścicielki o skład (dzięki Beata!), jednak nie wyszła mi ani za pierwszym ani za drugim razem. Wina leży pewnie po stronie proporcji mleka do oleju kokosowego. 
Mleko zamieniłam na samą grubą część dobrze schłodzonego w lodówce mleka kokosowego i to był strzał w dziesiątkę! Masa pięknie gęstnieje, cudownie się kroi i tak też smakuje!




Masa
(na formę o średnicy 20 cm)
6 czubatych łyżek grubej części dobrze schłodzonego w lodówce mleka kokosowego*
sok z 2 limonek
4 łyżki dowolnego słodu (jako bezglutenowy - ryżowy np.)
2 czubate łyżki oleju kokosowego**
spora szczypta kurkumy (opcjonalnie - dla koloru)

Spód
3 szklanki orzechów, migdałów itp (można użyć miksu, przyznam, że nam najlepiej smakują spody na orzechach laskowych)
1 i 1/2 szklanki suszonych miękkich niesiarkowanych daktyli
spora szczypta soli (opcja, osobiście lubię przełamany słodki smak)

* próbowałam z mlekiem kokosowym zmieszanym i innym roślinnym i nie wychodzi z tego zwarta masa w tych proporcjach, wymagałaby dodania dużej ilości oleju kokosowego, a nie o to chodzi
** olej powinien być nierafinowany i pachnący, najlepiej w słoiku (lub próbujcie DIY, przepis jest na blogu (klik)); nie da się go niczym zastąpić, jest nie tylko istotny ze względu na stężenie masy do postaci krojonej, ale i na smak

Wykonanie
Daktyle płuczę i wstępnie kroję (mój blender tego wymaga, jeśli macie super sprzęty typu Vitamix czy Blendtec, ten krok jest zbędny), mieszam z orzechami i solą, miksuję w blenderze przez kilka minut. Masa nie musi, a nawet nie powinna być sproszkowana, orzechy powinny być chrupkie. Jeśli posiadacie mały blender (jak ja! :(), podzielcie sobie wkład do zmiksowania na 2 - 3 razy.
Przerzucam miks do miski/ garnka, chwilę wyrabiam, właściwie ściskam w rękach, by masa stała się klejąca. Wylepiam miksem formę wyłożoną papierem do pieczenia (ważne!): spód i ranty - na wysokość ok 2 cm), mocno dociskając do formy; wkładam do lodówki/ zamrażarki na czas przygotowania masy.
Do garnka wrzucam wszystkie składniki masy, mieszając chwilkę podgrzewam, tylko tyle by mleko stało się płynne (olej kokosowy źle zareaguje na dodanie zimnych składników), miksuję by składniki dobrze się połączyły (w blenderze lub tzw. "żyrafą"), odstawiam na kilkanaście minut by masa ostygła i zaczęła gęstnieć.
Następnie delikatnie (by nie zburzyć spodu) wylewam do formy i wstawiam do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc.
Teraz możecie tartę dowolnie udekorować: skórką limonki/ cytryny, kwiatami, zmiksowanymi wiórkami itp.
Przyznam, że jest to jeden z lepszych deserów jakie jadłam ever, enjoy!



Oceń przepis:

21 stycznia 2014

Orzechowa brukselka z curry i makaronem

Sposobów na brukselkę jest u mnie kilka, ale ten wygrywa zdecydowanie w moim prywatnym rankingu.
Jak tylko zobaczyłam ją na bazarze, przypomniałam sobie o przepisie Pinkcake (klik), który zapadł mi w pamięć głównie dlatego, że nigdy do głowy mi nie przyszło, by szatkować brukselkę! Szatkowanie, a właściwie pokrojenie kapusty na plasterki okazało się nieskomplikowane i wykonalne w szybkim tempie, a danie smakowo bardzo przypadło mi do gustu, więc z przyjemnością dzielę się przepisem z Wami.
Vegetę zamieniłam na curry, użyłam orzechów laskowych i dodałam płatki drożdżowe, całość zmieszałam z makaronem kukurydziano- ryżowym, polecam .


Składniki
(dla 4 osób)
ok 500g brukselki
1/2 szklanki orzechów włoskich, laskowych, migdałów lub mieszanki wymienionych
6 łyżek oleju oraz oliwa do polania
czubata łyżeczka curry
2 ząbki czosnku
sól
opcjonalnie chili
opcjonalnie czubata łyżka płatków drożdżowych
ok 200 g ugotowanego makaronu

Wykonanie
Z brukselki odrywam wierzchnie liście i odcinam końce głąbów, kroję na dość cienkie plasterki. Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam curry, prażę na niewielkim ogniu przez minutę, dodaję kapustę i mieszając smażę przez kilka minut aż zmięknie i miejscami się przypali (w trakcie, jeśli będzie za sucho dodajemy nieco oleju lub wody). Posypuję sporą szczyptą soli, chili, wciskam przez praskę czosnek, dodaję zmielone w blenderze orzechy oraz makaron, wyłączam gaz, dosmaczam jeśli trzeba, polewam oliwą, posypuję płatkami drożdżowymi.

Oceń przepis:

29 kwietnia 2013

Witariańskie trufle

Zaraz po bananach panierowanych w cynamonie, to chyba najprostszy deser świata! Wystarczy zmiksować dowolne orzechy z daktylami i karobem i uformować kulki.
Pierwotnie planowałam zrobić batoniki z masą limonkową, podobne do tarty raw, jaką jadłam w Vege Mieście, ale w trakcie okazało się, że limonki wyparowały, więc ze składników, które miały być podstawą batoników, po dodaniu karobu utoczyłam kulki :) Może pomysł przyda się komuś na majówkę lub imprezę? Albo po prostu jako mała, słodka przekąska na co dzień? Polecam!



Składniki
na około 20 sztuk
2 szklanki dowolnych orzechów, ziaren, migdałów, wiórków kokosowych itp (u mnie pistacje, orzechy laskowe i migdały w równych proporcjach)
czubata szklanka miękkich niesiarkowanych daktyli
2 łyżki karobu lub kakao lub więcej plus dodatkowa ilość do obtoczenia
spora szczypta soli
opcjonalnie kilka łyżek dowolnego mleka (u mnie laskowe DIY) lub soku owocowego (z pomarańczy, jabłka itp) lub wody

Wykonanie
Do blendera wrzucam orzechy i migdały, dodaję przepłukane daktyle i miksuję przez kilka minut do uzyskania drobnych kawałków. Jeśli macie problem z miksowaniem - dodajcie odrobinę mleka, soku lub wody. Dodaję sól i karob, miksuję dalej lub mieszam tylną stroną drewnianej łyżki. Formuję niewielkie kulki. Jeśli z masą ciężko się współpracuje - włóżcie ją na kilkanaście minut do lodówki. Gotowe kulki wkładam do lodówki na około godzinę, następnie obtaczam w karobie.
Masę można dodatkowo doprawić chili, sproszkowanym cynamonem, lubianymi przyprawami. W wersji dla dorosłych, można dodać odrobinę ekstraktu z wanilii lub lubianego likieru, u mnie wersja witariańska i najprostsza, smacznego :)


Tymczasem, zgodnie z Waszymi podpowiedziami wprowadzam drobne zmiany na blogu.
Po pierwsze, można już głosować na potrawy! Trochę się obawiałam, czym może się skończyć grzebanie w kodach szablonu, ale udało się. Pod każdym z postów jest gwiazdkowa ocena, zapraszam do oddawania głosów. Oczywiście nie oceniamy postów gawędziarskich, a ocenę wystawiamy daniom PO wypróbowaniu :) Dziękuję!

Dodatkowo pojawiła się opcja "drukuj", a właściwie "print", pod wpisami, po lewej stronie pod propozycjami "you might also like", zamienię pewnie obrazek na bardziej widoczny z polskim podpisem, ale chciałam, żebyście już wiedzieli, że jest taka opcja i mogli z niej skorzystać.

Rozdzielanie kategorii od tagów jest w bardzo roboczej wersji, więc na razie nie przerażamy się tym jak to wygląda teraz ;) Nie przemyślałam jeszcze właściwie jak to powinno wyglądać, tagi zostaną po prawej stronie, na górze będą kategorie, tyle wiem na chwilę obecną.

Na razie tyle :)




Oceń przepis:

1 kwietnia 2012

Sałatka z balsamicznymi pieczarkami, orzechami i fasolą

Tym razem czas na sałatkę. Może wykorzystacie ją w trakcie nadchodzących Świąt lub podczas innego miłego spotkania z rodziną czy przyjaciółmi?
Pieczarki lubią ocet balsamiczny (klik), orzechy też (klik), które dodatkowo bardzo przyjemnie zgrały się z fasolką szparagową, więc i z użyciem suchej ugotowanej fasoli nie mogło wyjść nic niedobrego :), polecam!

sałatka z balsamicznymi pieczarkami, fasolką i orzechami


Składniki
1 szklanka niedużej fasoli (użyłam karłowego "Jasia")
ok 600 g małych pieczarek
1,5 szklanki wyłuskanych orzechów włoskich, połamanych i podprażonych przez kilka minut na suchej patelni
6- 7 łyżek oleju/ oliwy
3 większe ząbki czosnku
4 łyżki octu balsamicznego
sól, pieprz do smaku
szczypta suszonego cząbru do gotowania fasoli lub kawałek glona
większa cebula (użyłam białej, ale czerwona będzie bardziej cieszyła oko)

Wykonanie
Fasolę płuczę, zalewam wodą, zostawiam na noc, następnego dnia po wypłukaniu, zalewam 3 szklankami nowej wody, zagotowuję, zmniejszam płonień na mały, zbieram pianę, kładę uchyloną pokrywkę i gotuję ok 50 minut (do miękkości, ale nie rozpadania się), po ok 40 min gotowania dodaję płaską łyżeczkę soli i pół płaskiej łyżeczki cząbru (nie do końca wiem jak to jest z tym cząbrem, raz dodaję szczyptę tego zioła, innym razem kawałek glona, zawirowań nie ma, a na smaku nic nie traci, więc warto dodać to lub to). Jak fasolka miękka, odstawiam garnek do wystygnięcia.
Przepłukanym, wyczyszczonym pieczarkom odcinam końce trzonków, kroję na niezbyt cienkie plasterki. Na patelni rozgrzewam 3 łyżki oleju, wrzucam pieczarki, mieszam, kładę pokrywkę i na średnim ogniu podgrzewam ok 8 minut, w połowie mieszam. Dodaję 2 łyżki octu balsamicznego, podgrzewam dalsze 2 min, zdejmuję pokrywkę i odparowuję przez chwilę znaczną część sosu, wciskam przez praskę czosnek, mieszam i wyłączam gaz. Teraz dorzucam orzechy włoskie i odstawiam do przestygnięcia.
Łączę fasolę z pieczarkami, orzechami i pokrojoną w drobną kostkę cebulą, polewam dressingiem przygotowanym z oliwy (3-4 łyżki) wymieszanej z 2 łyżkami octu balsamicznego. Wkładam do lodówki na godzinkę lub dłużej. Smacznego :)


Oceń przepis: