Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tofu. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2015

Zapiekane muszle wypełnione serkiem z czosnkiem niedźwiedzim

Nareszcie wiosna na serio zawitała w naszych stronach. Wraz z nią, pojawiają się pierwsze prawdziwe nowalijki i odchodzi mój kolejny kryzys blogowy. Jednym z pierwszych cudów natury, na jaki czekam z ogromną niecierpliwością, jest czosnek niedźwiedzi.




Naturalnym środowiskiem rośliny są lasy liściaste czy brzegi rzek, przy zapewnieniu odpowiednich (wilgotnych, zacienionych) warunków, można zaadoptować ją na kawałku własnej ziemi i cieszyć się potem przez lata jej smakiem i aromatem.
Jest świetnym dodatkiem do past kanapkowych, nadzienia pierogów czy makaronu, sosów, sałatek i zup. 
U mnie dzisiaj serek z nerkowców i tofu, z dodatkiem czosnku niedźwiedziego właśnie, którym wypełniłam makaronowe muszle i zapiekłam z sosem pomidorowym. Pasty możecie użyć jako smarowidła do chleba, wypełnienia pierogów czy dodatku do pieczonych lub grillowanych warzyw.



Składniki
Serek z nerkowców, tofu i czosnku niedźwiedziego
szklanka nerkowców
ok 200g naturalnego tofu
20 liści czosnku niedźwiedziego
sok z kiszonych ogórków
sól do smaku
4 - 6 łyżek oleju

Szybki sos pomidorowy do makaronu, pizzy itp
4 szalotki
2 czubate łyżeczki suszonego oregano
czubata łyżeczka słodkiej papryki w proszku
2 szklanki przecieru pomidorowego lub soku
4 łyżki oleju
sól, pieprz do smaku

Dodatkowo
20 muszli makaronowych
garść liści świeżej bazylii (opcjonalnie, ale bardzo polecam)
odrobina oleju do skropienia nadzianego makaronu


Wykonanie
Nerkowce moczę przez noc w soku z kiszonych ogórków, jeśli nie macie takiego, namoczcie je w wodzie i przygotujcie na następny dzień kilka łyżek soku z limonki lub cytryny. Następnego dnia płuczę, przerzucam do blendera, dodaję grubo pokrojone liście czosnku, oraz pokruszone tofu i miksuję na smarowną pastę. W trakcie dodaję kilka łyżek oleju, by ułatwić miksowanie i nadać serkowi smarownej, kremowej konsystencji. Doprawiam solą, można dodać wędzoną paprykę czy płatki drożdżowe.



Makaron gotuję w dużej ilości osolonej wody al dente, przerzucam na sitko, przelewam zimną wodą. W trakcie gotowania makaronu, przygotowuję sos. Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam obrane, pokrojone na dość cienkie plasterki szalotki, roztarte w palcach oregano oraz paprykę, podgrzewam przez kilka minut do zeszklenia cebuli. Wlewam przecier pomidorowy i trzymam na ogniu co jakiś czas mieszając przez ok 10 minut. Doprawiam solą i pieprzem.
Na dno żaroodpornego naczynia wylewam sos i wykładam wypełnione serkiem muszle, skrapiam odrobiną oleju, piekę w piekarniku nagrzanym do ok 200st C przez ok 25 minut. Po wyłożeniu porcji na talerze, posypuję świeżą bazylią, która jest wspaniałym dopełnieniem smaku całego dania.






Oceń przepis:

11 lipca 2013

Pomidorowa tofucznica z czarną solą i szczypiorkiem

Nareszcie nadszedł czas, gdy pomidory smakują pomidorami, rumienią się te uprawiane cywilizowanymi sposobami, a sprzedawane na straganach osiągają coraz lepsze ceny. 
Czas na ulubioną tofucznicę! Mogłabym jeść ją w tym okresie codziennie na śniadanie, (niekoniecznie) zagryzając kromką dobrego pieczywa.



Składniki
(dla 3 - 4 osób)
ok 300 g naturalnego tofu
3 większe pomidory
płaska łyżeczka czarnej soli (lub zwykłej, ale polecam czarną)
pełna łyżeczka łagodnego curry
4 łyżki oleju
garść szczypioru



Wykonanie
Pomidory zalewam wrzątkiem, odstawiam na kilkanaście minut, następnie obieram, kroję dość drobno miąższ odrzucając drewniane środki.
Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam curry, prażę przez ok minutę na niewielkim ogniu, dorzucam rozgniecione widelcem tofu wymieszane z solą, podgrzewam mieszając przez kilka minut. Dodaję pomidory, starając się nie wlewać dużej ilości soku, który puściły, inaczej potrawa będzie za rzadka i trzeba będzie odparowywać sos. Podgrzewam przez kilka minut do uzyskania odpowiedniej konsystencji, u mnie niedługo, lubię wilgotną formę tofucznicy. Po wyłączeniu gazu posypuję solidną porcją pokrojonego szczypioru. Zjadamy solo lub z kromką dobrego chleba, smacznego!




Oceń przepis:

4 czerwca 2013

Kofta z tofu w sosie pomidorowo- kokosowym

Wiem, że niektórzy czekają na sezonowe wiosenne dania, ale o tych koftach muszę Wam napisać.
Zachęcona pochwałami koft Magdy z I can't believe it's vegan na Potyczkach, postanowiłam odtworzyć je w domu. Trochę ryzykowanie (bo przecież z tofuuuuu!) przygotowałam je na imprezę z udziałem mięsożernych gości, licząc, że przypadną do gustu smakoszom kuchni indyjskiej, nie pomyliłam się! Są smaczne, sycące, a do tego proste i dość szybkie w wykonaniu.
Dzisiaj przedstawiam wersję w zmniejszonych proporcjach, w sam raz na obiad dla trzy - czteroosobowej rodziny, do tego kasza (polecam jęczmienną) lub ryż i sezonowa sałatka. Nie zapomnijcie o sosie, bez tego kofty się nie liczą! :)




Składniki
Kofty 
(na ok 15 niedużych sztuk)
300 g tofu naturalnego
średnia cebula
3 łyżki soku z cytryny
łyżeczka soli
czubata łyżeczka curry w proszku
po pół łyżeczki zmielonej kolendry i kuminu
opcjonalnie garść posiekanej natki pietruszki
5 pełnych łyżek mąki kukurydzianej
olej do smażenia

Sos
1 i 1/2 szklanki gęstego przecieru pomidorowego (passaty) lub soku
3/4 szklanki mleka kokosowego
3 łyżki oleju
czubata łyżeczka curry
czubata łyżeczka startego na drobnej tarce korzenia imbiru
2 łyżki soku z limonki (cytryny) lub więcej
garść posiekanej natki pietruszki

Wykonanie
Tofu odciśnięte z nadmiaru wody w papierowych ręcznikach wstępnie rozgniatam widelcem, wrzucam do blendera i blenduję z sokiem z cytryny i pokrojoną dość drobno cebulą, dodaję przyprawy, miksuję chwilę. Mieszam z pokrojoną natką i mąką kukurydzianą. Z gotowej masy formuję niewielkie kulki zwilżonymi dłońmi, lekko spłaszczam, smażę na złoto z obu stron na rozgrzanym na patelni oleju, wykładam na papierowe ręczniki.
W niewielkim garnku rozgrzewam olej na sos, wrzucam curry, prażę na niedużym ogniu przez minutę, dodaję imbir, mieszam, wlewam przecier pomidorowy, podgrzewam przez kilka minut, dodaję mleko kokosowe, mieszam i wyłączam gaz. Przyprawiam sokiem z limonki, w zależności od stopnia przyprawienia przecieru, być może potrzebna będzie także sól. Posypuję posiekaną natką.
Jeśli danie będzie zjedzone zaraz po przygotowaniu, można przełożyć kofty do sosu, ale jeśli miałyby być konsumowane następnego dnia np. - warto i kofty i sos trzymać w oddzielnych naczyniach.





Oceń przepis:

12 maja 2013

Zupa szczawiowa z tofu i czarną solą

Nie samymi szparagami maj się bogaci, jest już szczypior, sałata, rzodkiewki, rabarbar... są dzikie rośliny i kwiaty, jest i szczaw! Obowiązkowo u mnie jest więc szczawiowa, smak dzieciństwa :)



Ulubioną szczawiówkę gotuję z dodatkiem tofu przyprawionym curry i czarną solą, oraz zmielonym siemieniem lnianym. Dzięki tym dodatkom zupa jest bardziej pożywna i przypomina bardzo tą, gotowaną kiedyś w moim rodzinnym domu.
Rośliny zielone polecane są ze względu na wysoką wartość odżywczą, ale zawierają również szczawiany, które mogą szkodzić (m.in prowadzić do powstawania kamieni nerkowych). Obróbka termiczna oraz łączenie z produktami bogatymi w wapń (czyli np. tofu) zmniejszają ich stężenie oraz ułatwiają wydalanie szczawianów z organizmu (więcej do poczytania np. tu). Dodatkowo, warto pamiętać, że niepozorny szczaw jest całkiem dobrym źródłem żelaza, na równi z zieloną pietruszką i kaszą jaglaną. Ponadto, pochodzi prosto od natury, bez oprysków, bez nawozów, bez środków ochrony roślin. Pamiętajmy, by zrywać liście na łąkach oddalonych od dróg i osiedli, sezon w pełni, korzystajmy :)



Czym jest czarna sól? Kala Namak, black salt, to przyprawa, a konkretniej- jak wskazuje nazwa - sól - choć nie o czarnym, a różowym zabarwieniu, używana często w kuchni indyjskiej o jajecznym posmaku, jakkolwiek to brzmi - faktycznie tak jest. Lubię eksperymenty, kupiłam kiedyś z ciekawości i teraz często używam do przyprawiania tofu, dań typu dhal czy "omletów".



Zapach jest dość specyficzny, ale ja się do niego przyzwyczaiłam i bardzo lubię tofucznicę z dodatkiem tej właśnie soli. Przy okazji zakupów w sklepie z indyjską lub wegetariańską żywnością, np. w polecanym niezmiennie przeze mnie Evergreenie (klik), skuście się na małe opakowanie soli i sprawdźcie, jak Wam się podoba. Tymczasem zupa.

Składniki
(dla 3 - 4 osób na 2 dni)
przynajmniej 300g szczawiu (przyznam, że dodaję więcej: 400 lub 500g, bo lubię kwaśną)
2 większe marchewki
średnia pietruszka
5 średnich ziemniaków
ok 300 g tofu
pełna łyżka curry
sól zwykła + łyżeczka soli czarnej
ok 6 łyżek oleju/ oliwy
3 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
2 czubate łyżki siemienia lnianego (opcja)
opcjonalnie garść natki pietruszki do posypania, będzie też pasował koperek

Wykonanie
W garnku zagotowuję 2 litry wody, wrzucam obrane i pokrojone marchewki, pietruszkę oraz ziemniaki, dodaję liście laurowe, ziele angielskie i niepełną płaską łyżkę soli. Zmniejszam płomień na mały i gotuję przez ok 30 minut.
Wypłukane i wytrząśnięte z nadmiaru wody liście szczawiu siekam dość drobno, część odkładam (do posypania gotowej zupy), resztę wrzucam na rozgrzane 3 łyżki oleju, mieszając duszę aż zmiękną i niestety stracą kolor (stąd garść odłożonych liści w żywym kolorze), dodaję do zupy, chwilkę jeszcze gotuję i wyłączam gaz. Siemię lniane mielę w młynku do kawy, dodaję do zupy, mieszam, posypuję dostępną zieleniną i odłożonymi liśćmi szczawiu.
Rozdrobnione widelcem tofu mieszam z łyżeczką czarnej soli. Na patelni rozgrzewa olej, sypię curry i prażę na niewielkim ogniu mieszając przez minutę. Dodaję tofu, podgrzewam przez kilka minut. Nie martwimy się tym, że tofucznica wychodzi z tych proporcji dość sucha, wszak ostatecznie wyląduje w zupie. Tofu dodajemy wprost do zupy, posypujemy nim zupę już w talerzach lub częściowo tak, częściowo tak. Smacznego :)

A teraz uśmiecham się (nie tylko) do Mimik :) Do następnego przepisu, który mam nadzieję uda mi się opublikować jutro, będziemy potrzebować białych szparagów (2 -3 pęczków) i liści rzodkiewki (lub szpinaku), a także obieraczki do warzyw i sprawnego piekarnika :)








Oceń przepis:

21 stycznia 2013

Curry z tofu, jarmużem i kiszonymi ogórkami

Początek mroźnego tygodnia witam pyszną, rozgrzewającą, jednogarnkową (lub raczej- "jednopatelniową") potrawą w klimacie indyjsko-polskim :) Curry i kiszone ogórki? Czemu nie? :) 

Bardzo dobrze wypadły, chociaż jeśli macie obiekcje lub nie macie ogórków, możecie przyprawić potrawę sokiem z limonki lub cytryny. Sezon na jarmuż w pełni - trzeba korzystać z tego wartościowego, a przy okazji smacznego warzywa. W masali obok jarmużu tym razem utopiłam tofu (tak, dawno nie było u mnie tofu) oraz niemałą ilość startej marchwi, która zalegała w lodówce i zagęściła sos, do tego lubiana kasza (u mnie jęczmienna), ryż lub kromka dobrego chleba. 

Jeśli nie lubicie (nie jadacie) tofu, możecie dodać ciecierzycę (namoczoną przez noc i ugotowaną bez soli następnego dnia w nowej wodzie) w momencie dodania jarmużu, ugotowaną fasolę lub inny bogaty w białko składnik.



Składniki
(na 6 porcji, jeśli z dodatkiem kaszy, ryżu itp., w innym przypadku na 4)
ok 300 g naturalnego tofu
ok 10 większych liści jarmużu
średnia cebula
3 średnie marchewki
czubata łyżeczka curry
po pół płaskiej łyżeczki zmielonego kuminu i kolendry
czubata łyżeczka sproszkowanej papryki w wersji łagodnej (zwykłej lub wędzonej)
2 szklanki przecieru pomidorowego (passaty) lub soku
szklanka mleka kokosowego
czubata łyżeczka startego na drobnej tarce korzenia imbiru
2 duże ząbki czosnku
6 średnich kiszonych ogórków
4 łyżki oleju
sól
opcjonalnie natka pietruszki do posypania na wydaniu

Wykonanie
Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam curry, paprykę, kumin i kolendrę, podgrzewam na niewielkim ogniu przez minutę, dodaję imbir, mieszam, dorzucam pokrojoną dość drobno cebulę i odciśnięte w papierowych ręcznikach z nadmiaru płynu, pokrojone w kostkę tofu, mieszam porządnie, dodaję startą na grubych (lub drobnych) oczkach tarki marchewkę, podgrzewam chwilę, wlewam przecier pomidorowy, kładę pokrywkę i podgrzewam na wolnym ogniu. 

Po 15 minutach dodaję porządnie wypłukany, pozbawiony środkowych łodyg i drobno posiekany jarmuż oraz mleko kokosowe oraz szczyptę soli (w wersji z ogórkami symboliczną, gdyż one przyprawią odpowiednio potrawę) i podgrzewam... Jak długo?Wszystko zależy od jarmużu: jeśli będzie drobno pokrojony i lubiany przez Was bardziej jędrny, wystarczy 10 minut, w innym przypadku 5-10 minut dłużej. Na koniec wciskam przez praskę czosnek, dodaję drobno pokrojone ogórki kiszone, mieszam, po kilku minutach wyłączam gaz.


Oceń przepis:

29 sierpnia 2012

Sos z żółtych pomidorów, z tofu i słonecznikiem

Przepis spontaniczny ("na winie"), ale na tyle udany, by podzielić się nim z Wami :) Dodatkową motywacją są wprowadzane reklamy na platformie bloxa na blogach, na których od ponad miesiąca nie pojawi się nowy wpis... tak więc, to co będziecie widywać czasami na samej górze, to nie moja sprawka, a administracji bloxa, która dzięki takim pomysłom straciła już wielu blogerów, którzy uciekli na inne platformy, ale wróćmy do przyjemniejszych tematów: pomidorów, tofu, słonecznika i ziół :)
Żółte pomidory są dość specyficzne, nie każdy za nimi przepada, ja je lubię jako słoneczny dodatek do sałatek z "normalnych" pomidorów oraz w sosach, zupach, przecierach. Tym razem dodałam również tofu zmielone z prażonym słonecznikiem i ziołami i choć pasta sama w sobie nie powala na kolana, to w połączeniu z pomidorami wypadła smakowicie, czary- mary ;) Polecam jako dodatek do kasz czy makaronu, u mnie z pęczakiem, za którym trochę się stęskniłam :)

sos z żółtych pomidorów z ziołowym tofu i słonecznikiem


Składniki
(dla 3- 4 osób)
ok 1 kg dobrze dojrzałych pomidorów (u mnie żółte, ale nic nie stoi na przeszkodzie by były to czerwone np.)
1 większa cebula
2 łyżki oleju/ oliwy
ok 100 g naturalnego tofu
4 czubate łyżki prażonego słonecznika
ok 6 czubatych łyżek lubianych posiekanych ziół (u mnie pół na pół bazylia i natka pietruszki)
duży ząbek czosnku
sól lub sos sojowy
opcjonalnie pieprz
dodatkowo szklanka kaszy pęczak + woda, sól i odrobina oleju do jej ugotowania


sos z żółtych pomidorów z ziołowym tofu i słonecznikiem

Wykonanie
Umyte pomidory zalewam wrzątkiem, po kilku minutach odlewam wodę, po przestudzeniu owoców zdejmuję z nich skórkę, krojąc jakkolwiek wrzucam do garnka odrzucając drewniane środki.
Na patelni lub w garnku o grubym dnie rozgrzewam olej/ oliwę, wrzucam drobno pokrojoną cebulę, smażę do zeszklenia, wrzucam pomidory, zagotowuję, zmniejszam płomień na mały, kładę pokrywkę i gotuję przez 20 min.
W tym czasie przygotowuję kaszę i tofu. Zagotowuję w garnku 3 szklanki wody, dodaję pęczak (najpierw przepłukany w misce, potem na sitku przelany wodą), niepełną płaską łyżeczkę soli i oleju (nie mieszam) i gotuję na wolnym ogniu z uchyloną pokrywką do wygotowania wody (25- 30 min), wyłączam gaz, zamykam pokrywką i daję kaszy dojść przez 10 min.
Rozdrobnione tofu miksuję w blenderze ze słonecznikiem, ziołami i przeciśniętym przez praskę czosnkiem, przyprawiam solą (niepełna płaska łyżeczka) lub sosem sojowym.
Z pomidorów zdejmuję pokrywkę i gotuję dalej do ich rozpadnięcia i zagęszczenia sosu (ok 20 min), w trakcie pomagam im w rozpadaniu tylną stroną drewnianej łyżki. Zawartość garnka można zmiksować, jeśli wolicie bardziej aksamitne konsystencje i brak farfocli ;), jednak nie przyprawiamy, za przyprawę "robi" tu uprzednio przygotowana masa. Dodaję ją do pomidorów dość ostrożnie mieszając by nie popsuć koloru ;) Kładę pokrywkę i odstawiam na kilkanaście minut- po tym czasie sos nabiera odpowiedniego smaku. Na koniec mieszam sos z kaszą (makaronem itp) i życzę wszystkim smacznego :)

sos z żółtych pomidorów z ziołowym tofu i słonecznikiem


Oceń przepis:

26 lipca 2012

Pyry z wegańskim gzikiem

Kuchnia wielkopolska w zweganizowanej wersji? S'IL VOUS PLAIT :) Zawsze bardzo lubiłam połączenie jeszcze ciepłych ziemniaków, zwłaszcza młodych, ze schłodzonym twarogowym serem przyprawionym świeżymi ziołami. Jakby tu przechytrzyć recepturę wegańsko? Odpowiedź jest tak prosta, jak przyrządzenie "serka" bez twarogu: TOFU! Naprawdę się udało, polecam :)


"Serek" można przyrządzić na wiele sposobów, tutaj przykład z puszki (klik), u mnie nieco inaczej, ale zaręczam, że smakowicie. Rozdrobnione tofu wymieszałam z kilkoma czubatymi łyżkami "grubej" części odstanego w lodówce mleka kokosowego (spokojnie, co zrobić z resztą mleka, napiszę jutro). Dało to cudownie aksamitną konsystencję i wstępne zadowolenie z bazy :) Następnie trzeba ją zakwasić octem jabłkowym, sokiem z cytryny lub limonki, przyprawić solą lub sosem sojowym i sypać równo lubiane dodatki, u mnie: czosnek, cebula, szczypior, natka, koperek. Wstawiamy do lodówki na kilka godzin, używamy do kromki chleba, wszelkich klusek lub ziemniaków, pycha! Zapraszam na idealne na letni obiad pyry nie z gzikiem.

Składniki
twarożek z tofu
ok 200 g naturalnego tofu
3 czubate łyżki gęstej części odstanego w lodówce mleka koko (puszka 400 ml)
łyżka octu jabłkowego lub podwójna ilość soku z cytryny/ limonki
2 łyżki oliwy
łyżeczka soli
mała czerwona cebula
duży ząbek czosnku
po czubatej łyżce posiekanego koperku, szczypioru (najlepiej drobnego) i natki pietruszki
opcjonalnie pieprz



pyry
po 2- 3 średnie ziemniaki na osobę (ciężko narzucać, każdy wie ile zje ;)
oliwa
sól

Wykonanie
Tofu rozdrabniam widelcem, dodaję zwartą część mleka koko, mieszam (z pozostałej części mleka warto zrobić od razu pyszny chłodnik, napiszę o nim jutro :) albo zabielić zupę lub przyrządzić curry). Mieszam, dodaję oliwę, ocet, sól- płaska łyżeczka- potem można doprawić, przeciśnięty przez praskę czosnek, drobno pokrojoną cebulę oraz zieleninę, mieszam i wstawiam w zamkniętym pojemniku do lodówki na godzinę, dwie lub na całą noc. Następnego dnia można dosmaczyć dodatkową szczyptą soli/ octu lub soku z cytryny- ja nie dodawałam więcej gdyż mam awersję do przekwaszonych serków/ i świeżo zmielonym pieprzem.



Pyry :) Ja skrobię i gotuję w całości w osolonej wodzie, ale Wy zróbcie jak wolicie, można ugotować w mundurkach, na parze, dowolnie upiec itp. Odlewam wodę, odparowuję. Jeszcze gorące kroję na pół, wykładam do miseczek, polewam oliwą, posypuję solą, każdy smaruje we własnym zakresie dowolną ilością "serka", zjadamy "ręcznie" jak kanapki. Miłym dodatkiem będzie dowolna sałatka ze świeżych pomidorów, smacznego!

Oceń przepis:

28 marca 2012

Tofu w papilotkach

Zamarynowane tofu, owinięte kawałkami papieru ryżowego, następnie podsmażone- bardzoooo lubimy :) W wersji świątecznej z dodatkiem kawałków nori, jeśli nie macie, nie lubicie, nie stosujecie alg- możecie je pominąć, ta wersja jest również popularna.
Tak przygotowane tofu możecie zjadać na ciepło, lub schłodzone- w tej wersji odpowiadają mi najbardziej, jako przystawka.

tofu w papilotkach



Składniki

na tofu
200 g tofu naturalnego
+ ulubiona marynata, u mnie: łyżeczka startego korzenia imbiru, łyżka soku z cytryny, duży ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, 3 łyżki sosu sojowego, 2 łyżki oliwy/ oleju

papilotki
po jednym arkuszu papieru ryżowego na 1 kostkę tofu (po pokrojeniu tofu na kostki- liczymy i przygotowujemy tyle arkuszy- ok 16 sztuk)  lub po pół, ja wolę owijać podwójną warstwą, są wtedy bardziej chrupiące
kawałek arkusza nori (mniej niż pół)
kilka łyżek oleju do smażenia

Wykonanie
Mieszam składniki marynaty, wrzucam do niej pokrojone w kostkę tofu, zamykam, wstrząsam, wkładam do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc, od czasu do czasu warto przemieszać cząstki, by równomiernie pokryły się marynatą.
Arkusze papieru ryżowego łamię na pół ( nie musi być super- równo i arkusze mogą być miejscami połamane), kładę jeden na drugi, smaruję lekko pędzelkiem zamoczonym w wodzie, posypuję pociętymi/ porwanymi kawałkami nori (nie za dużo), kładę kawałek tofu blisko krótszego boku i zwijam wzdłuż dłuższego. Wolne końce zanurzam na chwilę w wodzie, zwijam je pod spód "zawiniątka" i układam na blacie złożeniem do dołu.

tofu w papilotkach

tofu w papilotkach

tofu w papilotkach

tofu w papilotkach

Następnie smażę tofu na rozgrzanych na patelni kilku łyżkach oleju z obu stron- do zarumienienia. Wykładam na chwilę na papierowy ręcznik, przekładam na talerz. Tak jak pisałam wcześniej- mi najbardziej odpowiadały schłodzone.

tofu w papilotkach


Oceń przepis:

9 czerwca 2011

Placki ziemniaczane z tofu i szczypiorkiem

Placki z ziemniaków gotowanych czy surowych to u mnie pewniak, tym razem urozmaiciłam je dodatkiem tofu /zapewniam, że nikt się nie kapnie ;-)/ i pokrojonym szczypiorem; polecam oba dodatki, placuszki wychodzą pyszne, sycące, z chrupiącą skórką i miękkim aromatycznym miąższem.

placki ziemniaczane z tofu i szczypiorkiem

Składniki
(dla ok 6 osób)

1 kg ziemniaków
ok 360 g tofu naturalnego
sól
niepełna płaska łyżeczka gałki muszkatołowej
ok 10 łyżek drobno pokrojonego szczypiorku
3 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
olej do smażenia

Wykonanie
Ziemniaki obieram, kroję i gotuję do miękkości w osolonej wodzie, wylewam wodę i odparowuję. Od razu na gorąco ubijam je tłuczkiem na puree. Tofu odciskam z nadmiaru wody i drobno kruszę widelcem, dodaję do ziemniaków, dorzucam posiekany szczypiorek, dosypuję mąkę, gałkę muszkatołową i sól (ok płaskiej łyżki), mieszam do powstania jednolitej masy (spokojnie można to zrobić drewnianą łyżką lub ręką).
Na patelni rozgrzewam kilka łyżek oleju, z masy formuję niewielkie i niezbyt grube placuszki (takie będą najsmaczniejsze) i smażę z obu stron na złoty kolor.
Wykładam na papierowe ręczniki by pozbyć się nadmiaru tłuszczu.
Placki można zjadać z ulubionym sosem, mnie wystarczyła sałata z soczystem dressingiem :) Smacznego!


Oceń przepis:

16 stycznia 2011

Caldo Verde

Niemcy mają grünkohl , Portugalczycy caldo verde, pierwsze, to danie jednogarnkowe, taki niby bigos, drugie- zupa; oba dania są niezwykle popularne i oba łączą te same składniki: jarmuż, ziemniaki, kiełbasa... coś w tym musi być! Po ćwiczeniach z zupą /robiłam ją 2 razy/ muszę przyznać, że jarmuż + wędzony posmak + ziemniaki to bajka dla kubków smakowych.
Zupa zimowa, treściwa, rozgrzewająca, pyszna... CALDO VERDE! Zmontowałam jej własną, wegetariańską wersję. Włączyłam do niej tofu wędzone, idealne, stworzone wręcz dla niej. Robiłam ją w postaci kremu, wyszła smaczna, ale kolejna 'zupka Shreka' (marchewka + zieleń jarmużu = kolor khaki; jeśli ktoś zapragnie miksować zupę radzę odłożyć marchew lub ewentualnie ugotować danie na bazie bulionu warzywnego).
Tofu możecie zamienić na wędzony tempeh, dla podkręcenia smaku dodaję również wędzoną paprykę, choć pierwotnie dodawałam mieszankę przypraw "gyros".


Składniki
ok 20 dużych liści jarmużu / lub więcej/
2 średnie marchewki
1 średnia pietruszka
6 średnich ziemniaków
1 spora łyżka wędzonej papryki w proszku w wersji łagodnej
4 łyżki oliwy
2 łyżki sosu sojowego
4 ząbki czosnku /lub więcej/
1 większa cebula
1 kostka tofu wędzonego (220 g)
dodatkowa oliwa do smażenia cebuli i tofu



Wykonanie
Tofu ścieram na tarce o grubych oczkach, w miseczce mieszam wędzoną paprykę z oliwą i sosem sojowym, dodaję tofu, porządnie mieszam, przykrywam i wkładam do lodówki.
W garnku o grubym dnie rozgrzewam 2-3 łyżki oliwy, wrzucam pokrojoną w kostkę cebulę, smażę do zeszklenia, dorzucam pokrojone w kostkę ziemniaki, chwilę smażę, dolewam ok 2,5 litra wody, zagotowuję, dorzucam włoszczyznę startą na tarce o grubych oczkach, zmniejszam płomień. W trakcie gotowania dorzucam łyżkę soli, ziele angielskie i listki laurowe oraz część tofu (podsmażonego przez kilka minut na 2 łyżkach oliwy po wyjęciu z lodówki), gotuję całość do miękkości warzyw. Kiedy warzywa są już miękkie, wyjmuję część z nich- głównie chodzi o ziemniaki i rozcieram na 'papkę' tylną stroną łyżki, wrzucam z powrotem do garnka.
Czas na jarmuż. Właściwie od niego zaczynamy przygotowanie potrawy: po wstępnym przepłukaniu liści- jeśli są zapiaszczone należy potrzymać je w dużej ilości chłodnej wody. Następnie wykładam je 'twarzą' do dołu i nożem wykrajam główną łodygę. Jarmuż do krótkiego gotowania czy do surówek powinien być bardzo (BARDZO) drobno posiekany. Ja robię to tak: zwijam listki w ciasne ruloniki /po kilka naraz/ i siekam zmieniając położenie noża by odkrajać jak najmniejsze kawałki /jak przy siekaniu kapusty/, następnie kroję je jeszcze wzdłuż i wszerz. Dlaczego to tak podkreślam? Tutaj jarmuż jest krótko gotowany i w większych kawałkach jest nieco gumowaty, nie każdemu będzie to odpowiadało, a przy dłuższej obróbce mięknie bardziej, ale traci i wartości i kolor, można ewentualnie podsmażyć go na oliwie, następnie zblendować i dodać do zupy. Ja tym razem się postarałam i posiekałam celująco ;)
Wrzucam zieleninę do garnka, podgrzewam ok 5 minut, wciskam przez praskę czosnek i wyłączam. Teraz można dodać pozostałą część tofu lub posypać już na talerzach. Gotowe, smacznego!


Oceń przepis:

22 grudnia 2010

Smażone tofu w zalewie octowej


Powoli wracam do żywych, do normalności, do blogowania :) Ponieważ zbliżają się Święta, uraczę Was przepisem świątecznym. Jakiś czas temu pisałam o wegetariańskiej 'rybce' czyli wkładzie wege w tzw sosie greckim (klik klik). Dzisiaj znów o 'rybce' ;) Pomysł inspirowany przepisem na śledzie, które najpierw są smażone w panierce, następnie marynowane w zalewie octowej; osobiście takich śledzi nie jadłam, ale z powodzeniem goszczą w tej formie w wielu domach. Przyznam, że pomysł usmażonej bazy, którą marynuje się w zalewie octowej przypadł mi do gustu. Robiłam w ten sposób kotlety sojowe, ostatnio tofu i o ile tofu /jak zwykle w mojej suiektywnej opinii/ wygrywa smakowo, to panierka wypadła słabiej; do kotletów zrobiłam bardziej solidny pancerz, trzymał się w marynacie wzorowo, od tofu kołderka miejscami się odklejała, ale i tak wyszło smakowicie. Polecam jako zimną przystawkę na ucztę świąteczną czy imprezę lub po prostu dodatek do chleba.
Na chwilę jeszcze o wersji z kotletami (chodzi o tzw proteinę sojową), kilka osób pytało mnie o bezjajeczną wersję na panierkę, mi posmakowała taka: 'kotlety' gotuję w niewielkiej ilości wody (na poziom kawałków sojowych) z dodatkiem pokrojonych warzyw (marchew, mała pietruszka, kawałek selera), soli, 2 listków laurowych, 3 ziarenek ziela angielskiego, wrzucam również niewielką cebulę i 2 ząbki czosnku (w obierkach, jedynie umyte). Wywar z warzywami i przyprawami gotuję najpierw ok 15 minut, wtedy dorzucam kotlety, kilka minut wspólnego gotowania i wyrzucam na sitko. Podkład zrobiłam z mąki z ciecierzycy i gorącej wody (na opakowanie kotletów zużyłam 6 łyżek mąki i ok szklanki wody), do miseczki należy wsypać mąkę i mieszając widelcem wlewać stopniowo wodę w takiej ilości by utworzyła się kleista masa. Sypnęlam do niej kilka szczypt soli. Panierkę zastosowałam jedną z moich ulubionych, pisałam o niej tu (klik klik) (płatki drożdżowe, wiórki kokosowe, w stosunku 1 :1 :1 ), tylko zmniejszyłam ilość mąki kuku o połowę. Ugotowane kotlety maczałam najpierw w masie ciecierzycowej, następnie w panierce i smażyłam na złoto z obu stron. Przestudzone poleciały do marynaty, o której za chwilę, jednak muszę podkreślić, że kotlety tak usmażone (jeszcze przed marynowaniem) to były jedne z lepszych jakie jadłam :)
Teraz o tofu.

Składniki
1 kostka tofu naturalnego
sos sojowy
kilka łyżek mąki z ciecierzycy lub innej, kukurydzianej lub ziemniaczanej
olej do smażenia
zalewa
2 szklanki wody
7 łyżek octu jabłkowego
łyżeczka soli
2 czubate łyżki suszonej żurawiny (można użyć rodzynek lub nieco cukru)
łyżeczka ziaren gorczycy białej
6 listków laurowych
8 ziarenek ziela angielskiego
3 małe cebule

smażone tofu w zalewie octowej

Wykonanie
Tofu suszę nieco, ściskając owinięte papierowym ręcznikiem. Kroję w kawałki (wg upodobań), każdy z nich zanurzam najpierw w sosie sojowym, następnie w mące ciecierzycowej i smażę na rozgrzanym oleju z obu stron, wykładam na papierowe ręczniki.
Do garnka wlewam wodę i ocet, dodaję sól i mieszam porządnie, zagotowuję, wrzucam pokrojoną cebulę (w plasterki lub piórka) i wyłączam gaz. Gdy marynata przestygnie w miseczce układam kawałki tofu przekładając je wypłukaną żurawiną (nie trzeba jej moczyć, wypłukać, ewentualnie pokroić), listkami laurowymi, ziarenkami ziela angielskiego, gorczycą i zalewając marynatą z dodatkiem cebuli. Przykrywam i wstawiam do lodówki na noc. To właściwie tyle, dodam tylko, że w miejsce tofu czy kotletów sojowych można użyć pieczarek czy kani lub warzyw, np selera korzeniowego, będę eksperymentować! :)
Przy okazji nadchodzących Świąt i Nowego (LEPSZEGO oczywiście) Roku, wszystkim którzy tu zaglądają lub wpadną przypadkowo, życzę wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, spokoju ducha i radości, cieszmy się z tego co mamy i czego nie mamy :)


Oceń przepis:

2 listopada 2010

Pieczarki faszerowane tofucznicą

Tofucznicą faszerowałam już kilka warzyw, tym razem pieczarki. Mogą stanowić dodatek do obiadu lub przystawkę na imprezkę.

pieczarki faszerowane tofucznica

Składniki
ok 20 średnich pieczarek
180 g tofu naturalnego
sól
pieprz
czubata łyżka wiórek kokosowych
olej
czubata łyżeczka curry
ząbek czosnku
łyżka posiekanego koperku (może być też szczypiorek)

Wykonanie
Tofu rozdrabniam widelcem, dodaję kilka szczypt soli i pieprzu. Na 2 łyżkach oleju podgrzewam curry przez minutę, dodaję tofu i smażę kilka minut, odstawiam. Z oczyszczonych pieczarek odrywam ogonki, które drobno kroję i smażę na 3 łyżkach oleju do zezłocenia, dodaję do tofu z taką ilością oleju ze smażenia by masa była wilgotna, doprawiam ewentualnie solą, pieprzem, wciskam czosnek, dodaję wiórki i koperek, mieszam. Kapelusze pieczarek wykładam do wysmarowanego olejem naczynia żaroodpornego i piekę ok 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200 st C. Wyjmuję, posypuję je odrobiną soli i wykładam farsz, dociskam łyżeczką i wkładam z powrotem do piekarnika na 10 minut (jeśli pieczarki są większe, będą potrzebowały nieco dłuższej obróbki). Gotowe posypałam pietruszką. Smacznego!


Oceń przepis:

31 października 2010

Pierogi z pieczoną dynią, soczewicą i tofu

Upiekłam dynię, namoczyłam ciecierzycę i miałam ukręcić zupę dyniową z ciecierzycą (moje dziecko uznało, że dyni nie lubi, ale odkryłam, że każda zupa przejdzie jeśli ją zmiksuję i podam ze słuszną dawką ciecierzycy), ale przypomniałam sobie o stojącym w słoiku zamarynowanym tofu, ok podłączę i zrobię pierogi! Pasty dyniowo- ciecierzycowej z tofu proponuję zrobić nieco więcej i odłożyć np do chleba, bardzo mi smakowała :) Wyszła kremowa, słoneczna i pyszna!

pierogi z dynią, ciecierzycą i tofu

Przepis bierze udział w "Festiwalu Dyni" organizowanym przez Beę

Składniki
Farsz
180 g tofu naturalnego
2 łyżki oliwy
2 łyżki sosu sojowego
1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
1 łyżka soku z cytryny
1 płaska łyżeczka suszonego majeranku
Tofu odciskam na papierowych ręcznikach i rozdrabniam widelcem. Do słoika wlewam połowę rozmieszanej marynaty, wrzucam tofu, wlewam resztę zaprawy, zakręcam i porządnie potrząsam, by całość dobrze się połączyła, wstawiam do lodówki na noc.
Ponadto
2,5 szklanki ugotowanej w nieosolonej wodzie ciecierzycy + ok 1/2 szklanki wody z jej gotowania (lub bulionu, ewentualnie wody)
1 kg dyni (użyłam butternut- przepyszna! odmiana dyńki)
sól
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka garam masala (lub innych ulubionych przypraw)
oliwa do pieczenia dyni

Ciasto
1/2 kg mąki (można użyć dowolnej, u mnie tym razem mieszanka: 60% pszennej typ 650, pozostałe to mąka orkiszowa jasna i pszenna zwykła)
1 szklanka gorącej wody
2 łyżki oliwy
sól
w formie okrasy wystąpiła tym razem szałwia: pokrojona i podsmażona na oliwie, można nie kroić, listki usmażyć w całości, szałwia smaży się na sztywno, wyjdą takie chrupkie "chipsy"

Wykonanie
Dynię obieram, kroję w kostkę, smaruję oliwą i piekę w ok 200st C w blaszce wyłożonej papierem do pieczenia ok 30- 40 min (trzeba sprawdzać nożem lub widelcem, powinien gładko, bez oporu wchodzić w warzywa), kostki się nieco przypieką, ale to tylko na plus dla smaku :)

pieczona dynia

Do blendera wrzucam ciecierzycę i miksuję z dodatkiem kilku łyżek wody z jej gotowania na pastę, wody należy podlewać, aby zmiksować ziarenka na pastę. Teraz decyzja należy do Was, dyńkę można rozgnieść po prostu, a tofu jest już rozdrobnione, ja ze względu na córkę zmiksowałam wszystko na pastę, dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, mieszam. Pasta wyszła pyszna, ja odłożyłam niewielką ilość do chleba, za bardzo nawet przyprawiać nie trzeba, ewentualnie kilkoma szczyptami soli. Ponieważ miało być gotowanie, przyprawiłam pastę solą (łyżeczka+/-) i garam masala (również coś koło tego). Oczywiście ilość przypraw będzie zależna od rodzaju dyni jaki posiadacie i od indywidualnego gustu.

pasta z dyni, ciecierzycy i tofu

Pora na ciasto. Mąki mieszam, dodaję nieco soli, wlewam gorącą wodą i początkowo mieszam łyżką, następnie wyrabiam przez kilka minut, dolewam oliwę i wyrabiam chwilę. Ciasto na czas lepienia pierogów warto przykryć ściereczką by nie wyschło. Odrywam kawałki ciasta, wałkuję na podsypanym mąką blacie, wykrajam okrągłą dużą szklanką kółeczka, wykładam po łyżce farszu, zlepiam  i gdy większość jest gotowa w szerokim rondlu zagotowuję wodę, solę, zmniejszam płomień na średni (woda powinna 'pyrkać', nie buszować) i gotuję porcjami pierogi ok 5 minut od wypłynięcia. W międzyczasie kończę lepienie pozostałych pierożków i przygotowuję 'okrasę', którą należy polewać pierożki zaraz po wyłożeniu na talerz. Gotowe, smacznego :)

pierogi z dynią, ciecierzycą i tofu

Mam jeszcze bardzo ważne ogłoszenie. Na allegro trwają aukcje charytatywne dla chorego chłopczyka, Kuby. O jego chorobie możecie poczytać na blogu jego mamy (klik klik) oraz krótką, smutną historię w opisach aukcji.

kulinanrni blogerzy dla Kubusia

Ja proponuję kasztanowy pasztet wegański (klik klik), pisałam o nim wczoraj (klik klik), obiecuję upiec go po zakończeniu aukcji specjalnie dla osoby, której poszczęści się w licytacji :) pokrywam koszty przesyłki kurierskiej, więc kosztem zwycięzcy będzie kwota z licytacji; wygrać możemy dużo więcej niż pysznościowy pasztet :) zachęcam do licytacji i do udziału w aukcjach dla Kuby, można się przyłączyć w roli kupującego lub sprzedającego, więcej o akcji możecie poczytać u kabamaigi (klik klik), a tu obejrzeć co przygotowali inni blogerzy i nie tylko blogerzy :)


Oceń przepis: