25 lipca 2012

Pierogi z kurkami, fasolą i orzechami

Chciałoby się napisać, że przyniosłam z lasu wiadro kurek, te nazbierane własnoręcznie smakują najlepiej, ale nie będę kłamać, dodam tylko, że te- zebrane przez mamę- smakują równie dobrze :) Przepis na farsz do pierogów zupełnie spontaniczny, z tego co miałam w domu: fasola, orzechy włoskie, koperek i wspomniane kurki, ale bardzo udany, każdy składnik jest IMO istotny, nawet jeśli są to tylko 2 łyżki koperku :) Polecam


pierogi z kurkami, fasolą i szparagami

Składniki
(na ok 40 szt /+/-, zależnie od grubości rozwałkowanego ciasta/)
Ciasto
(od lat takie same, ale powtarzam)
3 szklanki mąki pszennej (użyłam typ 650) + odrobina do podsypywania blatu
1 i 1/4 szklanki gorącej wody
łyżka oleju/ oliwy
płaska łyżeczka soli

Farsz
ok 600 g kurek
szklanka białej dużej fasoli
szklanka wyłuskanych orzechów włoskich
2 średnie cebule
3 łyżki oleju/ oliwy
2 łyżki koperku
sól
 
Omasta
duża garść kurek podebranych od tych z farszu ;)
kilka łyżek oliwy
kilka łyżek posiekanego drobnego szczypioru
sól

Wykonanie
Fasolę moczę przez noc, następnego dnia gotuję w nowej wodzie (ok 3,5 szklanki)- do miękkości i wygotowania wody na wolnym ogniu z uchyloną pokrywką- 40- 50 min. Po zagotowania fasoli warto zebrać szum, a do gotujących się ziaren dodać kawałek glona lub sporą.szczyptę cząbru, co zniweluje problemy "gazowe" ;) Miąższ rozgniatam widelcem, niekoniecznie bardzo drobno.
Po ugotowaniu, przerzucam fasolę na sitko, przelewam zimną wodą i teraz zgodnie z tym co pisałam przy "smalczyku" (klik) obieramy lub nie, ja obrałam i Wam również radzę, fasolowy miąższ z odrzuconymi skórkami będzie bardziej przyjazny naszym żołądkom.
Na patelni rozgrzewam tłuszcz, wrzucam pokrojoną dość drobno cebulę, a następnie posiekane dość drobno kurki, ale zanim pokroimy- pamiętamy by sporą garść- najlepiej tych najdrobniejszych- odłożyć do omasty (grzyby warto zalać na kilka minut dużą ilością zimnej wody, ten zabieg je odpiaszczy, następnie przerzucamy je na sitko, osuszamy, np. papierowymi ręcznikami). Smażę całość na średnim ogniu przez kilkanaście minut, aż puszczą i wchłoną płyn.
Orzechy wrzucam na kilka minut na rozgrzaną patelnię do podprażenia, następnie miksuję je na drobniejsze kawałki, niekoniecznie na mąkę.
Łączę wszystkie składniki farszu, mieszam, przyprawiam solą (czubata łyżeczka + kilka szczypt przy dosmaczaniu), dodaję posiekany koperek, mieszam, można dodatkowo przyprawić zmielonym pieprzem.
W trakcie przygotowywania farszu, rozprawiam się z ciastem.
Przesianą mąkę mieszam z solą, zalewam szklanką wrzątku, początkowo mieszam łyżką, a jak nieco przestygnie zaczynam wyrabiać rękoma, dolewam jeszcze odrobinę wody (ilość wody uzależniona jest od typu mąki, być może nie trzeba będzie dolewać wcale, musicie to wyczuć, ja dodałam ok 1/4 szklanki- gorącej oczywiście), wyrabiam aż ciasto stanie się gładkie i elastyczne, dodaję oliwę i wyrabiam jeszcze chwilę, przykrywam ściereczką i daję ciastu odpocząć ok 15 minut. lub nieco dłużej.
Odrywam porcje ciasta, wałkuję na podsypanym mąką blacie, wykrajam koła "drinkową" /;)/ szklanką, kładę po czubatej łyżeczce farszu i zlepiam pierogi (ciasto, które czeka w kolejce pozostaje nadal pod ściereczką i lepione odkładane- na delikatnie obsypaną mąką deskę- pierogi również- zapobiega to wysuszeniu). Gotuję w osolonym wrzątku przez kilka minut od wypłynięcia (woda w garnku nie może buzować, ale lekko pyrkać ;), po wydobycie z garnka mieszam od razu z omastą, którą przygotowuję w trakcie gotowania pierogów.
Omasta jest dowolna, może to być zwyczajna podsmażona do lekkiego zbrązowienia cebulka, cebula z wędzoną papryką (klik), "skwarki" pietruszkowe (klik) lub inna dowolna. Ja podsmażyłam na oleju odłożone kurki, dodałam szczypior, mieszając podgrzewałam przez kilka minut, po wyłączeniu gazu przyprawiłam sporą szczyptą soli. Smacznego :)

Tyle z sekcji przepisowej, a teraz "akuku", zagadka: znajdź "3" różniące szczegóły między recepturą z załączonego zdjęcia

plagiat

a przepisem z tego linku:

Podpowiedź: zdjęcie pochodzi z niedawno wydanej książki dietetyczki Magdaleny Makarowskiej "Jedz pysznie... razem z dzieckiem", a link pochodzi z mojego bloga. Cóż, nie mogłam o tym nie napisać. Nie chodzi o przepis na popularne ciasto na pizzę, pierogi z kapustą i grzybami, bigos, pieczone ziemniaki,  leczo czy tabbouleh. Te batoniki były dość wyjątkowe, nie spotkałam się dotąd nigdzie z podobnym przygotowaniem tej przekąski, "chodziłam" nad nimi kilka dni, główkując jak je przyrządzić, by pominąć cukier, by trzymały kształt batonika, by były chrupkie na zewnątrz, wilgotne w środku, a przede wszystkim- by smakowały dziecku. Faktem jest, że namoczenie suszonych owoców w jabłkach przez noc podpatrzyłam u Ali (klik), o czym wspomniałam we wpisie o batonach (naprawdę nie bolało!), jednak nie uwierzę, że ktoś "wpadł" lekko na te same batoniki- używając tych samych proporcji i procedur, po prostu- nie wierzę. Publikacja na blogu, to kolejny etap: spisywanie przy przygotowywaniu proporcji składników, zdjęcia (raz lepsze, raz gorsze), czasami specjalna aranżacja, oświetlenie, zabawa ze styropianami odbijającymi światło, obróbka w programie graficznym, opisanie na blogu. Może moje notki nie są wybitne, nie wplatam w nie historii z domu rodziców czy dziadków, nie przytaczam cytatów tych czy tamtych, nie załączam zdjęć z rodzinnych "przypadków". Czasami to robię, CZASAMI. Skupiam się na przepisach i krótkiej zadumie nad potrawą, ale to też zabiera mi trochę czasu. W łączeniu smaków kieruję się głównie intuicją, nie siedzę codziennie nad tabelkami z wartościami odżywczymi poszczególnych produktów, moim mottem jest w miarę naturalne i sezonowe- jak na te czasy- odżywianie mojej rodziny, a przede wszystkim mojego dziecka. Napisanie o przepisie na blogu nie jest pięciominutowym "pierdnięciem", nawet przy moim minimalistycznym podejściu. Treść przepisu w książce została nieco zmieniona, ale nie na tyle, by nie rozpoznać źródła, dziękuję osobie, która poinformowała mnie o tym przepisie w publikacji znanej dietetyczki. Nikt nie pytał o zgodę, w książce nie ma grama informacji o inspiracjach, w wywiadach "autorka" opowiada o tym jak "pisała" książkę sama i cieszy się z jej sukcesu, którego się nie spodziewała. Raczej!
Generalnie, bardzo niefajnie, blogów, z których książka czerpie garściami jest dużo więcej: Biały Talerz Liski, Trufla, Ammniam i podobno inne. Wiele przepisów zostało skopiowanych kropka w kropkę, jak również tekstów, przemyśleń, niejednokrotnie osobistych, o książkach, dzieciach, życiu itp. "jota w jotę", grubo! Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak: "autorka" bardzo przeprasza, bo nie miała pojęcia, wydawnictwo wstrzymało sprzedaż pozycji, wspierający (Slow Food Youth i Jedzonko Malucha.pl) odcinają się od książki pisząc sprostowania, zobaczymy co będzie dalej. To tyle, dobrej nocy :)


Oceń przepis:

19 lipca 2012

Pakora z fasolką szparagową

Z gatunku "pogryzanek" ;) do piwa, na imprezę lub po prostu jako dodatek do obiadu. Pakora to nic innego jak ciasto z mąki z ciecierzycy z lubianymi przyprawami kuchni indyjskiej lub z takimi, jakie macie na podorędziu. W cieście można smażyć wiele warzyw, tofu, tempeh, jadalne kwiaty czy zioła, osobiście bardzo lubię kalafior, ale i fasolka wypada bardzo dobrze, podobnie jak w tempurze (klik).


pakora z fasolka szparagowa


Składniki
ok 500 g świeżej fasolki szparagowej
szklanka mąki z ciecierzycy
niecałe 3/4 szklanki ciepłej wody
sól (niepełna płaska łyżeczka)
dodatkowe lubiane przyprawy, u mnie po sporej szczypcie curry, zmielonego kuminu i zmielonej kolendry
olej do smażenia

Wykonanie
Do miski sypię mąkę, wlewam powoli wodę mieszając trzepaczką/ widelcem by uzyskać konsystencję gęstej śmietany, dodaję przyprawy, mieszam.
Z oczyszczonej fasolki odcinam końce, wkładam partiami do ciasta i smażę na rozgrzanym na patelni oleju po kilka minut z obu stron. Fasolki wkładam do smażenia pojedynczo, by się nie posklejały, wykładam na papierowe ręczniki by osączyć je z nadmiaru tłuszczu. Gotowe można posypać dodatkową porcję soli, prażonym sezamem czy siemieniem lnianym, miłym dodatkiem będzie sos, np taki (klik) lub na bazie pomidorów. Taka fasolka najlepiej smakuje nieco przestudzona, smacznego :)


Oceń przepis:

16 lipca 2012

Kotleciki z bobu

Obiecane na Facebooku kotleciki z bobu: proste, smaczne- jak to u mnie /;)/- i bardzo sycące. Podprażone płatki migdałowe zagęszczają masę, dodają pożywności i smaku, reszta- jeśli chodzi o bób przyrządzany u mnie- bez zmian: koperek, czosnek, sól, dodatkowo kasza manna jako 'zlepiacz', zapraszam :)


kotlety z bobu

Składniki
(na ok 10 sztuk)
2 szklanki ugotowanego, obranego i wypłukanego bobu
2 czubate łyżki posiekanego koperku
1/2 szklanki uprażonych przez chwilę na suchej patelni płatków migdałowych
sól, pieprz
2 duże ząbki czosnku
3 czubate łyżki kaszy manny lub innej drobnej


Wykonanie
Drobna uwaga jeśli chodzi o sprawne obieranie bobu- zaraz po ugotowaniu- wyrzucamy ziarna na sito i przelewamy zimną wodą, obieramy od razu, dzięki temu fasolki właściwie same będą wyskakiwać ze skórek :)
Bób i płatki migdałowe wrzucam do blendera i miksuję na pastę lub po prostu drobno (jeśli nie macie blendera- ziarna można utłuc tłuczkiem do ziemniaków lub pałką, a płatki pokruszyć), wciskam przez praskę czosnek, dodaję koperek, przyprawiam solą (niepełna plaska łyżeczka) i odrobiną pieprzu. Dodaję kaszę i porządnie mieszam. Wstawiam do lodówki na godzinę, ale masę można też przygotować wieczór wcześniej i smażyć następnego dnia. Z masy formuję małe kotleciki i smażę na rozgrzanym na patelni oleju z obu stron do zrumienienia. Wykładam na papierowe ręczniki by pozbyć się nadmiaru tłuszczu

kotleciki z bobu

W towarzystwie kotlecików młode ziemniaki: z koperkiem i podsmażoną cebulą przyprawioną wędzoną papryką /no tak, kupiłam to szpanuję ;)/ i solą, pyszne!

Młode ziemniaki z koperkiem, smażoną cebulą i wędzoną papryką

młode ziemniaki z koperkiem, smażoną cebulą i wędzoną papryką

Składniki
ok 1kg małych młodych ziemniaków
sól
3- 4 łyżki posiekanego koperku
2 średnie cebule
5 łyżek oleju/ oliwy
płaska łyżeczka wędzonej papryki w proszku (łagodnej)

Wykonanie
Ziemniaki myję i skrobię (można w sumie tylko wyszorować porządnie skórkę lub cienko obrać, jednak jak dla mnie młode ziemniaki do gotowania skrobane smakują najlepiej), zalewam wodą- tyle by przykryła ziemniaki, zagotowuję, dodaję sól- w zależności od ilości wody- pełna łyżka powinna wystarczyć, kładę uchyloną pokrywkę i gotuję na wolnym ogniu do miękkości- sprawdzamy nożem. W tym czasie przygotowuję cebulę: wrzucam drobno pokrojoną na rozgrzany na patelni tłuszcz, smażę mieszając na niedużym ogniu, aż się zeszkli, a następnie miejscami zabrązowi, sypię paprykę, mieszam by cała cebula porządnie się nią pokryła, podgrzewam chwilę, wyłączam gaz, przyprawiam sporą szczyptą soli lub dwiema (smakujemy i decydujemy).
Gdy ziemniaki są już gotowe- odlewam wodę i chwilę je odparowuję, dorzucam posiekany koperek, wstrząsam, przekładam ziemniaki do cebuli, mieszam. Przy konsumpcji- przekrajane ziemniaki miziamy koniecznie w cebulce, niebo! :)
Przy okazji napiszę jeszcze o koperkowych ziemniakach :) Bardzo lubię młode ziemniaki wymieszane z podsmażonym koperkiem z dodatkiem czosnku, przyprawionym solą, bez fotki tym razem, ale wierzcie, że również pycha :) Minimum składników, maksimum smaku, niby szczegół, ale "robi" wiele! Taki koperek robię również do makaronu, spróbujcie koniecznie :)

Młode ziemniaki ze smażonym koperkiem i czosnkiem

Składniki
Oprócz ziemniaków gotowanych w osolonej wodzie- jak wyżej potrzebne będą:
5 łyżek oleju
4 czubate łyżki posiekanego koperku
2 duże ząbki czosnku
sól do smaku

Wykonanie
Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam koperek, smażę na niedużym ogniu przez kilka minut- powiedzmy 3- 4- dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, mieszam, wyłączam gaz, przyprawiam szczyptą soli. Ugotowane ziemniaki przekładam na patelnię i mieszam porządnie z koperkiem, zjadamy podobnie ;)- koniecznie przekrajane ziemniaki smarujemy w koperkowej omaście!
Do kotletów i ziemniaków jedliśmy ogórki z pieprzem ziołowym (klik), smacznego :)


Oceń przepis:

13 lipca 2012

Kapuśniak z młodej kapusty z wędzoną papryką

Nieskromnie przyznam, że to jeden z najlepszych kapuśniaków jakie jadłam ever! :)

kapuśniak z młodej kapusty z wędzoną papryką

Tajemniczym składnikiem jest wędzona papryka w proszku. Z reguły staram się wykorzystywać podstawowe składniki w kuchni, jednak zachęcona opiniami na innych blogach, w tym największej kusicielki Zawszepolki (klik klik), zakupiłam i ja magiczny proszek na popularnym portalu aukcyjnym (kupiłam dwie wersje: łagodną i pikantną, ale wykorzystuję głównie łagodną) i przyznaję, że to był strzał w dziesiątkę!

wędzona papryka

Zapach jaki roznosi się po kuchni, kiedy doda się ją np. do smażącej się cebuli i aromat jaki nadaje potrawom, jest tak obłędny, wręcz uzależniający, że nie sposób to opisać :) Wciągnęłam się na maksa! Przyprawy nie dodajemy wiele, zwykle łyżeczka, w kapuśniaku, o którym za chwilę wylądowała wyjątkowo łyżka- moim zdaniem to optymalna ilość, można nawet ją zwiększyć, ale np do grochówki (klik), fasolki po bretońsku (klik) czy babki ziemniaczanej (klik) wystarczy dodanie łyżeczki by podrasować smak tych dań, polecam, nie pożałujecie! W wolnej chwili napiszę Wam o minimalistycznej ciecierzycy z dodatkiem wędzonej papryki, która okazała się naszą ulubioną ciecierzycą :)
Tymczasem kapuśniak



Składniki
(dla 3- 4 osób na 2 dni)
1 kg młodej kapusty
2 średnie marchewki
1 średnia pietruszka
1 średnia cebula
6 średnich ziemniaków
3 łyżki oleju/ oliwy
4 ziarenka ziela angielskiego
6- 8 łyżek przecieru pomidorowego (passaty) lub soku lub 2-3 większe świeże pomidory
płaska łyżka wędzonej papryki w proszku łagodnej
6 czubatych łyżek posiekanego koperku (lub więcej)
2 większe ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku

Wykonanie
Na patelni rozgrzewam olej, wrzucam pokrojoną cebulę, smażę aż zacznie się szklić, dorzucam pokrojone marchewki i pietruszkę, podgrzewam przez ok 5 minut mieszając, dodaję paprykę w proszku i podgrzewam kolejnych kilka minut mieszając tak, by wszystkie warzywa pokryły się przyprawą, wlewam ok 2 litry wody, zagotowuję, dorzucam ziemniaki i płaską łyżkę soli, po 5 minutach od ponownego zagotowania wrzucam poszatkowaną kapustę, gotuję 20 minut lub nieco dłużej (w zależności od tego jaką kapustę lubicie) na wolnym ogniu z uchyloną pokrywką dorzucając w trakcie liście laurowe i ziele angielskie, przyprawiam zupę przecierem pomidorowym (jeśli użyjecie świeżych pomidorów, trzeba je sparzyć, obrać ze skórki, pokroić i dodać nieco wcześniej, w trakcie gotowania zupy), przeciśniętym przez praskę czosnkiem, dodaję koperek, mieszam i wyłączam gaz. Doprawiam kolejną porcją soli (płaska lub czubata łyżeczka- wg gustu) oraz pieprzem. Smacznego :)


Oceń przepis:

11 lipca 2012

Zupa z bobem

Upały upałami, ale coś jeść trzeba :) Jemy, jemy, tylko blogowanie w tym upale nie bardzo mi idzie, postaram się sprężyć :) Żałuję, że nie napisałam nic o szparagach, sałatach i zielonym groszku, a już jest i bób i cukinki wielkości ogórków, które w takim rozmiarze smakują najlepiej, pęcznieją kalarepki, ogórki mają pierwsze zawiązki, od wichur łamią się krzaki pomidorów, a grad poobijał liście dyń :/
Dzisiaj o bobie, sezon w pełni, zajadamy się nim- jak co roku- bez opamiętania ;) z tą różnicą, że tym razem swoim! Czerpię ogromną radość ze zrywania- a właściwie ukręcania- pękatych strąków i uwalniania ziaren z ich środków wypełnionych miękką jak wata pierzynką. Najlepszy sposób na bób, to ten najprostszy- zjadany zaraz po ugotowaniu, polany oliwą z czosnkiem, posypany solą i koperkiem, przykryty na kilka minut w miseczce by mógł wciągnąć przyprawy- z odrzucanymi podczas jedzenia skórkami- to jest bezdyskusyjne :) Ponieważ młoda odrzuciła w tym roku kilka zaplanowanych przeze mnie na lato warzyw :( włączam bób do dań obiadowych, bo bób to u nas pewniak :). Dzisiaj zupa z dodatkiem wczesnych warzyw, koperku i dla odświeżenia- garści bazylii, zapraszam :)

zupa z bobem

Składniki
(dla 3- 4 osób na 2 dni) 
ok 1 kg bobu
2 średnie marchewki
1 średnia pietruszka
6 średnich ziemniaków
3 czubate łyżki koperku
2 duże ząbki czosnku
ok 6 łyżek oleju/ oliwy
garść liści bazylii (opcja- bez nich też będzie OK)
3 listki laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
sól do smaku
ewentualnie pieprz

Wykonanie
Bób gotuję w osolonej wodzie do miękkości- trzeba sprawdzać- czas gotowania zależny jest od 'wieku' warzyw, przelewam zimną wodą, obieram, płuczę.
Na 2- 3 łyżkach oliwy podsmażam obrane i starte na tarce o grubych oczkach marchewki i pietruszkę przez kilka minut, aż zapachnie, a warzywa puszczą soki, dolewam wodę- niepełne 2 litry, zagotowuję, wrzucam obrane, pokrojone ziemniaki i płaską łyżkę soli, kładę pokrywkę, gotuję ok 25 min, w trakcie dorzucam liście laurowe i ziarenka ziela angielskiego.
W tym czasie biorę się za bób :) Na patelni rozgrzewam 3 łyżki oliwy, wrzucam koperek, smażę przez 2- 3 minuty, wrzucam bób, podgrzewam przez kilka minut, dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, mieszam i wyłączam gaz. Taki bób z dodatkiem kilku szczypt soli- częściowo rozgnieciony- serwowałam również z makaronem- tylko warto rozluźnić nieco konsystencję- bulionem, dokładką oliwy, opcjonalnie wodą, również bardzo polecam :)

makaron z bobem i koperkiem

Wracając do zupy: większą połowę ;) bobu rozcieram z większą połową ;) ziemniaków z zupy- tylną stroną drewnianej łyżki np. czy tłuczkiem do ziemniaków- dzięki temu zupa delikatnie się zagęści, a bulion nabierze smacznego bobowego posmaku, dodaję do zupy, mieszam, przyprawiam jeszcze solą, ewentualnie pieprzem, wsypuję liście bazylii. Zupę całościowo można przetrzeć czy zmiksować, jednak zależało mi na delikatniejszej, letniej wersji. Smacznego :)


Oceń przepis:

29 czerwca 2012

Grillowane rzodkiewki

Jeśli nie poznaliście jeszcze patentu z grillowanymi rzodkiewkami- koniecznie to nadróbcie- są intrygujące nie tylko w pomyśle, ale i w smaku! Co prawda, ja je grillowałam na patelni grillowej, a tą nie każdy ma, ale podobny efekt uzyskacie przy użyciu patelni teflonowej czy ceramicznej /będzie trochę dymu, ale i uczta będzie :)/, lub w piekarniku. Ponadto dodatek rzodkiewek, przekrojonych na pół, będzie doskonałym uzupełnieniem wegetariańskich szaszłyków na grillu plenerowym, spróbujcie koniecznie :) Można też pokrojone na cząstki rzodkiewki oblane bejcą z oliwy, czosnku i soli zawinąć w folię alu i tak je grillować lub jeszcze lepiej- wyłożyć na tackę po prostu- tak jak pomidory, o których pisałam tu (klik). Dodatek liści rzodkiewki jest opcjonalny- zachęcam do spróbowania- jednak tylko tych, które pochodzą z własnej uprawy lub innej, znanej Wam, kupowanych nie polecam, gdyż najczęściej są regularnie opryskiwane bez względu na to, czy istnieje potrzeba czy nie.

grillowane rzodkiewki

Co począć z takimi rzodkiewkami?
a) zjeść ze smakiem jako przegryzkę lub dodatek do obiadu
b) przygotować na imprezkę i zaskoczyć miło gości
c) posypać np uprażonym sezamem i konsumować na kanapkach
d) zastosować jako dodatek do sałatki lub np. wiosennych/ letnich sajgonek /o tym, jeśli czas pozwoli, w kolejnym odcinku :)/
...
Koło ratunkowe: każda opcja będzie trafiona :) Przepis podaję na 10 sztuk, jednak zalecam zrobienie podwójnej lub potrójnej porcji :)

Składniki
10 średnich rzodkiewek z liśćmi (lub bez, jeśli pochodzą z niewiadomego źródła)
2 łyżki oliwy
sól
2 większe ząbki czosnku

grillowane rzodkiewki

Wykonanie
Rzodkiewki porządnie myję, odcinam korzonki oraz liście (z tych odrzucam wszelkie pożółkłe, uszkodzone czy pogryzione, zostawiam tylko zdrowe, czyste, o żywej zielonej barwie), suszę w wirówce do sałaty lub np. z użyciem papierowych ręczników. Do miseczki wlewam oliwę, dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, rozcieram go w niej, wrzucam pokrojone na ćwiartki rzodkiewki (jeśli większe- na mniejsze części), w sumie na upartego- mogą być w całości, ale te przypieczone białe środki są IMO obłędne :), Wasz wybór, oraz liście, mieszam porządnie, dodaję sporą szczyptą soli i znowu mieszam. Rozgrzewam patelnię (tak jak pisałam we wstępie- może to być 'prawdziwy' grill czy piekarnik), wrzucam najpierw rzodkiewki /biała część na spód i górę ;)/, po kilku minutach przewracam drugą białą stroną na spód i dorzucam liście, po chwili dodaję liście, mieszam wszystko i grilluję do momentu zmięknięcia liści, zdejmuję, posypuję jeszcze dodatkową szczyptą soli, bardzo pasuje też uprażony sezam, zjadamy ze smakiem :)


Oceń przepis:

25 czerwca 2012

Wegańskie lody truskawkowe

Obiecane lody truskawkowe, najprostsze do zmontowania w domowym zaciszu, bez cukrowania (a są słodkie), bez śmietankowania (a mają kremową konsystencję), wystarczą truskawki i banany. Pomysł podrzuciła Pinkcake (klik) i przyznam, że choć generalnie za lodami nie przepadam, tak te jadłam w tym sezonie już kilka razy. Potrzebne są zbrązowione banany i maksymalnie dojrzałe truskawki (lub inne owoce) i blender oczywiście, którego zadaniem jest nie tylko zmiksowanie oblodzonych owoców, ale i przeżycie ;) Po wyjęciu owoców z lodówki, warto odczekać kilkanaście minut lub nieco dłużej, by lód nieco puścił (tylko bez przesady- wszak mają być to lody), a przed włożeniem- pokroić na małe kawałki, ja truskawek nie kroję, ale wybieram mniejsze sztuki do zamrożenia, nieco większe można pokroić na pół.
Dobór proporcji (bananów i truskawek) jest sprawą indywidualną, ja na 1/2 kg owoców dodaję 2 większe banany, przy pierwszym razie można mieć pod ręką jeszcze 1 banana i dodać świeżego zmiksowanego, gdyby okazało się, że masa wyszła za mało słodka ze względu na niewystarczającą dojrzałość owoców np. Podobnie z dodatkami, poniżej przedstawiam bazę, którą dowolnie można urozmaicać: sól, inne przyprawy, prażone orzechy, zioła, śmietanki, inne owoce czy alkohol.

wegańskie lody truskawkowe

Składniki
(dla 3- 4 osób)
1/2 kg truskawek
2 większe brązowiejące banany
kilka świeżych owoców do dekoracji

Wykonanie
Umyte, pozbawione szypułek i podsuszone truskawki wrzucam do zamrażarki w woreczku, obrane banany pokrojone na plasterki również, ja mrożę oddzielnie, ale można wrzucić do jednego worka, jak się zamrożą- wrzucam do blendera i miksuję do rozbicia owocowych kawałków. Tak jak pisałam we wstępie- nie sztuką jest uśmiercić maszynę, warto więc po wyjęciu owoców z lodówki odczekać kilkanaście minut. Gotowe :) Zjadamy od razu po przyrządzeniu, bo za chwilę zrobi się z nich mus :)

wegańskie lody truskawkowe


Oceń przepis: