27 marca 2013

Mazurek i życzenia

W zeszłym roku zachwyciłam się patentem na daktyle rozgotowane w soku z pomarańczy, z których uformowałam trufle (klik) i blok owsiany (klik), a w tym zachwycam się połączeniem tego smaku z masłem orzechowym (klik). Daje dużo możliwości do dalszych inspiracji. Do mazurka ukręciłam tym razem suszone śliwki, a masło - z migdałów, nie dodawałam karobu, jedynie cynamon, co dało również ciekawy smak.


Składniki
(forma 20 x 30 cm)
Ciasto
czubata szklanka mąki pszennej 650
czubata szklanka mąki orkiszowej razowej drobno mielonej
czubata szklanka płatków owsianych górskich
pól szklanki zimnej wody
pół szklanki oleju
spora szczypta soli

Masa
1 i 1/2 szklanki suszonych śliwek (lub daktyli)
1 i 1/2 szklanki migdałów (użyłam blanszowanych)
1 większa pomarańcza
spora szczypta cynamonu
spora szczypta soli (opcja) 
warto mieć na podorędziu karob lub kakao
ok 8 łyżek dowolnego mleka roślinnego

Dodatkowa polewa
(opcjonalna, ale polecana)
2 łyżki dowolnego słodu (ja używam ryżowego)
2 łyżki karobu lub kakao
spora szczypta cynamonu

Dodatkowo
dowolne orzechy i nasiona do dekoracji (ja zmieliłam garść suszonych goji, słonecznika, orzechów włoskich i pistacji, dodałam sporą szczyptę soli)

Wykonanie
W misce mieszam mąki z przepłukanymi płatkami i solą, dodaję wodę i olej, wyrabiam krótko. Ciasto można dowolnie osłodzić, po rozgotowaniu i zmiksowaniu śliwek, można do niego dodać łyżkę lub dwie śliwkowej masy. Zawijam w folię i wkładam do lodówki na 30 minut lub dłużej.
Następnie odrywając kawałki ciasta wylepiam nim formę wyłożoną papierem do pieczenia (przy tym cieście nie róbcie rantów). Piekę przez ok 20 minut w piekarniku nagrzanym do ok 200 st C. Wyjmuję z piekarnika do przestudzenia.
Do małego garnka wrzucam śliwki, dodaję sok wyciśniętym z pomarańczy oraz pół szklanki wody, zagotowuję i gotuję na wolnym ogniu co jakiś czas mieszając i pomagając owocom się rozpaść drewnianą łyżką. Zajmie to  kilkanaście minut, owoce powinny się rozpaść na tyle, by można było je swobodnie zmiksować. Odstawiam. Następnie do masy trzeba dodać kilka łyżek mleka roślinnego, tyle, by dała rozsmarować się na spodzie.
Do blendera wrzucam migdały i blenduję z przerwami na ściąganie drobin ze ścian przez ok 20 minut (lub dłużej), najlepiej do uzyskania chlupoczącej masy- masła migdałowego. Dodaję pulpę owocową i miksuję jeszcze przez kilka minut. Doprawiam solą i cynamonem. Zdecydujcie czy taki smak Wam odpowiada, jeśli nie, dodajcie karob/ kakao.
Na przestudzonym spodzie rozsmarowuję masę migdałowo - owocową, można dogładzać ją łyżką zanurzoną w zimnej wodzie lub zwilżoną dłonią.
Dodatkową polewę przygotowuję mieszając słód z karobem lub kakao i cynamonem Powinna być gęsta, ale kapać ciężko z łyżki i tym sposobem wodzę łyżką po całym deserze, zanurzając ją co chwila w masie.
Całość posypuję rozdrobnioną mieszanką orzechów i nasion. Wstawiam do lodówki na kilka godzin.


Kochani, ja już jestem jedną nogą w innym wszechświecie, mam nadzieję, że garść inspiracji, jakie tu zostawiam, przypadną Wam do gustu. Z całego serducha życzę Wam pięknych Świąt, udanego wypoczynku, wszystkiego co najlepsze!

Przypominam również o konkursie (klik) i dziękuję za dotychczasowe sugestie, będziemy działać po Świętach :)
 



Oceń przepis:

25 marca 2013

Barszczyk czysty

Jeśli ktoś nie ma chęci na wielkanocne ciężkie żury, polecam ugotowanie esencjonalnego barszczu. Ja przygotowuję go nie tylko na Wigilię czy Wielkanoc, ale także w ciągu roku, polecam nie tylko przy okazji Świąt.
Pyszny, aromatyczny, o głębokim smaku, kolorze i aromacie. Barszczyk przyrządzamy dzień przed konsumpcją, z czasem smak jego dojrzewa, najlepiej smakuje następnego dnia.
Ja do swojego barszczu dodaję dużo buraków, słodkie jabłka, które podkreślają słodycz buraków, suszone grzyby, które uszlachetniają smak, suszone śliwki (zwykłe lub wędzone) oraz sok z kiszonych ogórków (można zamienić na sok z kiszonej kapusty). W rezultacie powstaje przepyszny buraczany wywar, który popijany z kubka, rozchmurzy szarobury dzień.


Składniki
(na ok 1 i 1/2 l barszczu)
2 i 1/2kg buraków lub więcej, dodatkowo jeden średni w rezerwie
3 średnie marchewki
większa pietruszka
kawałek selera korzeniowego
garść suszonych grzybów (50 g lub więcej)
2 średnie słodkie jabłka
6 suszonych śliwek (zwykłych lub wędzonych)
2 duże ząbki czosnku
4 liście laurowe
ok szklanki soku z kiszonych ogórków
sól, pieprz
duża szczypta suszonego majeranku
duża szczypta suszonego lubczyku
opcjonalnie natka pietruszki

Wykonanie
Grzyby zalewam gorącą wodą, odstawiam pod przykryciem na godzinę. Następnie przekładam do garnka, zalewam 4 szklankami wody (w tym - przez sitko tą, w której się moczyły) i gotuję na wolnym ogniu pod przykryciem przez ok godzinę.
Wyszorowane buraki wkładam do dużego garnka (oprócz jednego z rezerwy), zalewam wodą do ich poziomu, zagotowuję, kładę pokrywkę i gotuję na wolnym ogniu przez ok 30 minut (można też je podpiec w piekarniku). Studzę, obieram, kroję na ćwiartki lub - jeśli większe - na mniejsze kawałki.
Do garnka wrzucam obrane pokrojone marchewki, pietruszkę, seler, buraki, zalewam wodą (2 litry), zagotowuję, dodaję niepełną płaską łyżkę soli, pokrojone na ćwiartki jabłka (wyszorowane w skórkach lub umyte i obrane), wypłukane śliwki, liście laurowe i ziele angielskie, kładę pokrywkę i gotuję na wolnym ogniu przez ok 40 minut. Pod koniec gotowania dodaję roztarty w palcach majeranek, lubczyk, wciskam przez praskę czosnek, dolewam wywar, w którym gotowały się grzyby (te wykorzystujemy do uszek, pierogów czy pasztetów), mieszam, wyłączam gaz. Dodaję wodę z kiszenia ogórków - na początek może to być pół szklanki, choć ja dodaję więcej, ale warto dozować jej ilość, gdyż może mieć różną moc. Teraz dodaję obranego, pokrojonego na plasterki surowego buraka. Kładę pokrywkę i zostawiam tak na noc.
Następnego dnia przecedzam wywar i dosmaczam solą, pieprzem, dodatkową porcją soku z kiszonki.
Coś pysznego! Chyba znowu dzisiaj ugotuję :)

Oceń przepis:

Tradycyjna sałatka jarzynowa

A właściwie prawie tradycyjna, w wersji wegańskiej - bez majonezu. Zawsze lubiłam tę sałatkę, kojarzy mi się z domem rodzinnym, ze wspólnym krojeniem warzyw (byle nie ziemniaków! bo przywierały do noża...) wrzucanych do ogromnej miski, z wypijaną po cichu zalewą z puszki zielonego groszku i wreszcie z dekoracjami mamy z pora, marchewki i groszku w salaterkach stawianych obok mięsnych galaretek, których nigdy nie chciałam jeść.
W różnych regionach Polski przygotowuje się ją inaczej, niektórzy dodają jajka, inni omijają pora czy cebulę, ziemniaki, pietruszkę albo seler. U mnie lądują w niej właściwie wszystkie dodatki z wyłączeniem jajka, a majonez zastępuję sosami różnej maści. Bazą może być fasola, nerkowce - tak jak w przepisie na boczniaki po tatarsku (klik), bez dodatku cebuli, ogórków itp., nerkowce i sok z kiszonych ogórków, a dzisiaj wersja z tofu, która również bardzo pasuje do tej sałatki i wielu innych, w których tradycyjnie dodawany jest majonez.
Oprócz sosu i doboru składników - na smak sałatki wpływa również drobne pokrojenie warzyw- używam do tego kratki, z którą dużo sprawniej idzie. Cebulę i ogórki trzeba pokroić drobno nożem, ale ugotowane warzywa i jabłka przeciskam przez kratkę.


Sałatka
3 średnie ziemniaki
większa pietruszka
pół średniego selera
3 średnie marchewki
duże jabłko
średnia cebula
ok 10 małych kiszonych ogórków
2 szklanki mrożonego groszku
sól, pieprz

Wykonanie
Do garnka wkładam wyszorowane nieobrane warzywa: marchew, ziemniaki, pietruszkę i seler, zalewam wodą do ich poziomu, zagotowuję i gotuję po przykryciem. Muszą być jędrne, lekko twarde, co sprawdzamy nożem, który lekko wbity wchodzi w nie, ale napotyka opór. Najpierw ugotują się ziemniaki i marchew - po ok 15 - 20 minutach, później seler i pietruszka - po ok 30 - choć wszystko zależy od wielkości warzyw. Wyciągam warzywa kolejno, przekładając je do miski/ garnka do wystudzenia.
Do miski wrzucam pokrojone drobno jabłko i ogórki, od razu mieszam, dodaję drobno pokrojoną cebulę. Następnie dorzucam wystudzone, drobno pokrojone warzywa, oraz ugotowany w niewielkiej ilości osolonej wody wystudzony groszek, przyprawiam je solą i pieprzem.

Sos
Składniki
200 g tofu naturalnego
3 czubate łyżki gęstej części odstanego mleka kokosowego
4 łyżki oliwy
2 łyżki soku z cytryny (lub więcej)
2 czubate łyżeczki lubianej musztardy (używam Dijon)
sól
dodatkowo ok 10 łyżek dowolnego niesłodzonego mleka, delikatnego bulionu lub wody


Wykonanie
Wstępnie rozdrobnione tofu wrzucam do blendera, miksuję, dodaję śmietankę kokosową oraz stopniowo oliwę, blenduję na aksamitną pastę. Przyprawiam sokiem z cytryny, musztardą i solą. Otrzymujemy puchaty gęsty sos, który do sałatek trzeba rozrzedzić. Dodaję ok 10 łyżek mleka (bulionu, wody), mieszam i sprawdzam czy wymaga dalszego doprawienia.
Sos mieszam z sałatką i wstawiam do lodówki by smaki się połączyły. Smacznego :)

Oceń przepis:

21 marca 2013

Przepyszna pasta z marchewki

Najlepsza marchewkowa pasta jaką jadłam, a może nawet najlepsza na świecie? Chociaż pewności nie mam, nie jadłam znowu ich tak wiele. 
Słodycz marchewki wspaniale współgra z użytym tu kokosem, dla balansu: imbir, curry, kumin, kolendra, w rezultacie otrzymałam trochę słodkie, trochę (lub bardziej- w zależności od ilości dodanych przypraw) pikantne przepyszne marchewkowe smarowidło, właściwie z przypadku, chętnie zjadane również przez dziewięciolatkę. Myślę, że to byłaby fajna baza do wegańskiego "nerkownika" (nie cierpię tej nazwy), o który prosiła Annik w komentarzu do wpisu konkursowego, może nawet go zrobię :)
W przepisie podaję płaskie łyżeczki - jeśli chodzi o przyprawy, choć sama dodaję czubate, ale na początek zróbcie lżejszą opcję.


Składniki
1/2 kg marchewki
1/2 szklanki wiórków kokosowych
3 łyżki oliwy/ oleju
płaska łyżeczka curry
płaska łyżeczka startego na drobnej tarce imbiru
płaska łyżeczka zmielonych ziaren kolendry
płaska łyżeczka zmielonego kuminu
sól


Wykonanie
W niedużym garnku rozgrzewam olej, wrzucam curry, kumin i kolendrę, prażę przez minutę na niewielkim ogniu mieszając. Dodaję imbir, po chwili obrane, pokrojone (jakkolwiek) marchewki, mieszam, wlewam 2 szklanki wody, zagotowuję, dodaję symboliczną ilość soli (powiedzmy pół płaskiej łyżeczki) i gotuję na wolnym ogniu z uchyloną pokrywką do całkowitej miękkości warzyw (+/- 25 minut).
Do blendera wrzucam wiórki, miksuję przez kilka minut aż puszczą aromat, dodaję lekko przestudzone marchewki wraz z wodą z gotowania (można ją dolewać partiami - kontrolując gęstość pasty) i kręcę do uzyskania smarownej masy- nie musi być super - gładka. Teraz można dosmaczyć solą. Od razu dodam, że po odstaniu, pasta trochę traci na ostrości i gęstnieje, więc nie przejmujemy się, jeśli wyda się nam zbyt ostra czy za rzadka. Smacznego!

Oceń przepis:

18 marca 2013

Konkurs z książkami do wygrania

Dzisiaj chciałabym zaprosić Was do konkursu z nagrodami książkowymi do wygrania. Zabawa jest skierowana do osób, które znają i odwiedzają mój blog i za to chciałam Wam podziękować :)
Pytanie konkursowe brzmi: czego Wam brakuje na blogu? Możecie pisać uwagi odnośnie wyglądu, braku kategorii, informacji lub konkretnych dań, tego, co Wam się tutaj nie podoba, bądźcie krytyczni! :) Ze swojej strony obiecuję przeniesienie wszystkich wpisów ze starego bloga do końca tygodnia i uzupełnienie alfabetycznego spisu potraw.
Spośród osób, które zostawią komentarz (na temat!) pod tym wpisem, wybiorę 3, którym wyślę nagrody. Na odpowiedzi czekam przez dwa tygodnie- do 01.04, wyniki ogłoszę po Świętach. Osoba wskazana jako pierwsza - wybiera książkę spośród trzech, druga - spośród dwóch, trzecia nie ma wyboru.
Nagrody:


"Edible wild plants. Wild food from dirt to plate", John Kallas. Wspominałam  już o niej przy okazji wpisu o jadalnych roślinach dzikorosnących i wciąż bardzo polecam. Jedna z najlepszych książek podejmujących temat dzikich roślin dostępnych na rynku. Omówione są bezcenne wartości odżywcze poszczególnych roślin, jadalność każdej z ich części, analiza i zdjęcia na różnych etapach rozwoju, propozycje podania. Przeglądając książkę po raz pierwszy, nie wiedziałam czy brać się najpierw za zupę z leśnego szczawiku z koniczyną, pikle z portulaki czy pizzę z lebiodą. Są też informacje o roślinach trujących. Solidna porcja wiedzy i masa zdjęć, polecam.

"Apetite for Reduction", Isa Chandra Moskowitz. Isy chyba przedstawiać nie trzeba- jedna z najbardziej popularnych autorek książek z przepisami wegańskimi. W książce znajduje się 125 przepisów na wegańskie pyszności: curry, gulasze, zupy, sałatki, strączki, tempeh, makarony, ryże. Każdy przepis opatrzony jest informacją o kaloriach i wartościach odżywczych. Minusem jest niewielka ilość zdjęć, ale mimo to- polecam.

"The vegan table", Colleen Patrick Goudreau. Kolejna popularna pozycja, zawiera 200 wegańskich przepisów na różne okazje, od propozycji na romantyczne kolacje we dwoje, codzienne posiłki, po imprezy dla dzieci i dorosłych z zachowaniem sezonowości składników. Są zdjęcia, są porady, są informacje o kaloriach i wartościach odżywczych. Również polecam :)

To co? Zaczynamy! :)



Oceń przepis:

17 marca 2013

Falafel i dip z tahini i pieczonego czosnku

Najprostsze wege kotlety świata, falafel. Nie ma chyba łatwiejszych i szybszych w wykonaniu niż te. Wystarczy zblendować namoczoną ciecierzycę z cebulą, przyprawić, schłodzić w lodówce i smażyć. Do tego sos/ dip, kasza (u nas sprawdza się jęczmienna - średnia lub drobna), surówka z kapusty lub buraki i pyszny obiad gotowy.
Nie formuję kulek, które smaży się w głębokim tłuszczu, a nieduże kotleciki smażone standardowo, jeśli palnik jest ustawiony na nieduży, to wnętrze dochodzi razem z brązowiejącą skórką.


Składniki
(dla 4- 6 osób)
szklanka ciecierzycy
średnia cebula
pełna łyżeczka soli
pełna łyżeczka zmielonego kuminu
pełna łyżeczka zmielonej kolendry
2 duże ząbki czosnku
czubata łyżka sezamu (opcja)
w sezonie można dodać zieleninę: natkę pietruszki czy kolendrę, świeżą paprykę, chili itp.


Wykonanie
Ciecierzycę moczę przez noc. Następnego dnia płuczę, wrzucam do blendera razem z pokrojoną cebulą i przeciśniętym przez praskę czosnkiem i blenduję - nie oszukujemy- ma być porządnie zmielone. Dodaję przyprawy i sezam, mieszam, wstawiam do lodówki, właściwie na tyle- na ile możecie- pół godziny, godzina lub dłużej. Masę można przygotować wieczór wcześniej i smażyć następnego dnia.
Po wyjęciu z lodówki formuję nieduże kotleciki mocno dociskając w dłoniach i smażę na rozgrzanym na patelni oleju (nieduży płomień) do zbrązowienia z obu stron. Wykładam na papierowe ręczniki, by osączyć je z nadmiaru tłuszczu.
Sos zrobiłam z tahini i pieczonego czosnku, bardzo pasuje, polecam!
Inspiracja pochodzi z mojej pierwszej książki, dzięki której odkrywałam indyjskie klimaty: "Cook's library vegetarian" , podaję z moimi niewielkimi zmianami.

Dip z pieczonego czosnku i tahini
Składniki
3 duże główki czosnku
niewielka ilość oliwy do pieczenia czosnku
3 łyżki tahini
3 łyżki soku z cytryny
sól
1/ 4 szklanki delikatnego bulionu lub wody lub więcej
można dodać pół małej bardzo drobno pokrojonej cebuli

Wykonanie
Czosnek kroję w poprzek na pół, smaruję niewielką ilością oliwy i piekę w piekarniku nagrzanym do ok 200 st C w żaroodpornym naczyniu przez ok 30 minut- aż wierz czosnku lekko zbrązowieje, studzę.
Tahini rozcieram tylną stroną łyżki z bulionem/ wodą, dodaję pokrojony wyłuskany czosnek, sok z cytryny, ewentualnie cebulę, mieszam. Teraz dodajemy tyle bulionu/ wody by uzyskać konsystencję sosu/ dipu, przyprawiam solą.

Oceń przepis:

14 marca 2013

Zimowa minestrone z pomysłową posypką

Jakiś czas temu padło pytanie: jak gotuję minestrone. W mojej zupie tego typu zawsze jest drobny makaron, sucha fasola, jarmuż lub szpinak, kawałek kapusty, pomidory świeże lub w postaci przecieru. Reszta zależy od sezonu. Wiosną i latem dodaję szparagi, fasolkę szparagową, cukinię, jesienią i zimą dynię, można więc ją przygotować o każdej porze roku, zmieniając dodatek sezonowych warzyw, zawsze wyjdzie odżywcza i sycąca. Ważne jest, by żaden dodatek nie był dominujący, wszystkiego dodajemy po trochę, dzięki temu otrzymamy pełny bukiet smaku. Zapraszam na wersję zimową.



Składniki
(dla 3 - 4 osób na 2 dni)
szklanka drobnej fasoli (u mnie tym razem czarna), opcjonalnie kawałek glona do jej gotowania
szklanka drobnego makaronu (polecam orkiszowy lub graham)
kawałek kapusty (200- 300 g)
500 g upieczonej w piekarniku dyni
większa marchewka
średnia pietruszka
3 duże liście jarmużu lub garść szpianku
3 szklanki gęstego przecieru pomidorowego (passaty) lub soku
spora szczypta suszonego majeranku
3 liście laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
spora szczypta majeranku
2 większe ząbki czosnku
3 łyżki oleju/ oliwy
sól
ewentualnie pieprz 
opcjonalnie natka pietruszki do posypania

Wykonanie
Fasolę moczę przez noc, następnego dnia płuczę, zalewam wodą (ok 3 szklanek) i gotuję pod uchyloną pokrywką na małym ogniu do miękkości z dodatkiem glona, można użyć szczypty cząbru. Po 40 minutach gotowania - gdy fasola zaczyna mięknąć - sypię szczyptę soli i gotuję do całkowitej miękkości (10 - 20 minut w zależności od odmiany i czasu moczenia).
W szerokim garnku o grubym dnie rozgrzewam olej, wrzucam poszatkowaną kapustę, pokrojoną marchew i pietruszkę, mieszając duszę przez 10 - 15 minut.  Zalewam ok 1 i 1/2 l wody, zagotowuję, gotuję przez 20 minut pod uchyloną pokrywką w trakcie dodając liście laurowe, ziele angielskie i niepełną płaską łyżkę soli. Po tym czasie dodaję drobno pokrojony jarmuż (jeśli użyjecie szpinaku- dodajcie go później- właściwie na kilka minut przed końcem gotowania) z odrzuconą łodygą, makaron i fasolę, gotuję 10 minut. Dodaję dynię, rozkruszony w palcach majeranek i tyle przecieru- by konsystencja Wam odpowiadała. Na koniec dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek. Po wyłączeniu gazu- dosmaczamy dodatkową porcją soli, posypujemy natką.

O co chodzi z posypką?
Na temat płatków drożdżowych i produkcji z nich proszku udającego parmezan jest w sieci wiele wariacji, jedna z nich mnie zaciekawiła, bardzo dziękuję Uli za link (klik), bo wiem jak fajnie płatki rymują się z orzechowymi klimatami, zrobiłam! Wychodzi pycha! Musiałam schować przed córką, by nie wyjadła całego proszku.



Nie jest to parmezan, ale smaczna posypka, którą możecie go zastąpić, wykorzystać do okraszania makaronu, klusek czy zup, dodając im ciekawego posmaku. Wykonanie jest banalnie proste.

Składniki
szklanka migdałów (mogą być dowolne orzechy)
3 czubate łyżki płatków drożdżowych
sól
dodatkowe lubiane przyprawy
Wykonanie
Migdały wrzucam do blendera, mielę (nie musi być proszek), mieszam z płatkami, przyprawiam solą. Jeśli nie macie blendera- możecie wykorzystać patent pomysłodawców- wrzucić migdały/ orzechy do grubszego woreczka i utłuc np. wałkiem do ciasta.

Jeśli chodzi o posypywanie zup- należy posypywać ją w trakcie jedzenia, gdyż smak zmieszanych z płynem okruszków ucieka.






Oceń przepis:

13 marca 2013

Tajska

Trochę ostra, trochę słodka, trochę kwaśna. Rozgrzewająca, tak jak lubię o tej porze roku. Lekko egzotyczna, odświeżająca, w cudownym pastelowym kolorze.
Co prawda bez świeżej kolendry, tajskiej bazylii, galangalu i tych cudnych kolorowych warzyw, ale przygotowana na miarę aktualnego sezonu i składników, które byłam w stanie zdobyć. Najważniejsze, że smakowała całej rodzince, więc dzielę się przepisem z Wami.



Do zupy wykorzystałam domowy bulion (klik), tofu, makaron ryżowy, curry, imbir, świeżą trawę cytrynową (nie polecam suszonej), suszone liście limonki kaffir, sok z limonki i mleko kokosowe. Jeśli nie macie liści kaffiru lub trawy cytrynowej- możecie pominąć jeden z dodatków i zwiększyć ilość drugiego. Do tego posypka z sezamu i płatków chili (te ostatnie - raczej dla dorosłych). Można do niej dodać grzybki mun lub shiitake, u mnie - niejadalne, dobrym dodatkiem będą boczniaki czy pieczarki, ja po ostatniej boczniakowej inwazji, muszę od tej sekcji odpocząć :) W sezonie można dodać brokuły, paprykę, świeżą chili itp.

Składniki
(dla 6 osób)
1 i 1/2l bulionu warzywnego
100 g makaronu ryżowego (soba też będzie ok)
300 g tofu naturalnego
1 i 1/2 szklanki mleka kokosowego
2 źdźbła trawy cytrynowej
2 suszone liście limonki kaffir
sok z jednej limonki
czubata łyżeczka przyprawy curry
czubata łyżeczka startego na drobnej tarce korzenia imbiru
3 łyżki oleju/ oliwy
sól lub sos sojowy
sezam i chili do posypania (opcja)
garść posiekanej natki pietruszki (opcja)




Wykonanie
Makaron płuczę pod bieżącą wodą, przekładam do miski, zalewam 2 szklankami gorącego bulionu, przykrywam i odstawiam.
W garnku o grubym dnie rozgrzewam olej, dodaję curry, prażę przez minutę mieszając, dodaję imbir, po chwili - pokrojone w niedużą kostkę tofu, porządnie mieszam, by dobrze pokryło się przyprawami. Zalewam pozostałą częścią bulionu, zagotowuję, zmniejszam płomień na mały, dodaję przekrojoną i lekko utłuczoną trawę, liście limonki, kładę uchyloną pokrywkę i gotuję przez ok 20 minut. Po tym czasie dodaję makaron wraz z bulionem, w którym się moczył, mleko kokosowe, sok z limonki, mieszam i gotuję przez kilka minut. Można dorzucić posiekaną natkę pietruszki (aktualnie z mrożonki). Na talerzach posypuję sezamem i chili, smacznego!

Oceń przepis:

12 marca 2013

Bulion z pieczonych warzyw

Esencjonalny bulion, dzięki któremu można podśrubować smak zupy czy sosu. Przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy nie chcemy gotować zupy z pływającymi w niej kawałkami marchewki czy pietruszki., to również dobra baza do przygotowania wegetariańskiego "rosołu". Wszystko robi się właściwie samo, wystarczy pokroić warzywa, upiec, a potem ugotować z nich aromatyczny bulion, który zużywamy od razu, zamrażamy przecedzony w pojemnikach lub woreczkach do lodu, lub miksujemy całość (bez ziela i liści) i mrozimy porcje zawinięte w folię w pojemniczkach, powstaną "bulionetki", które będzie można wykorzystać do zup- sama nie robiłam, ale zajrzyjcie do Hani (klik), jaki to ciekawy pomysł.
Inspirację na bulion z pieczonych warzyw zaczerpnęłam z książki G. McKeith "Jesteś tym, co jesz", przypadł mi do gustu i w razie potrzeby taki właśnie przygotowuję.
Podaję z moimi niewielkimi modyfikacjami.


Składniki
(na ok 1 i 1/2 l bulionu)
3 duże marchewki
2 średnie pietruszki
kawałek korzenia selera
1 duży por
2 średnie cebule
6 dużych ząbków czosnku
3 łyżki oleju
sól
spora szczypta suszonego lubczyku
nieduża szczypta gałki muszkatołowej


Wykonanie
Na dużej blaszce układam obrane i pokrojone marchewki, pietruszki i seler, obrane i pokrojone na ćwiartki cebule, przekrojony na pół por pokrojony na kilka kawałków (tylko biała i jasnozielona część) i ząbki czosnku w obierkach, mieszam z olejem, wkładam do piekarnika nagrzanego do ok 200st C i piekę przez ok 40 minut, w trakcie mieszam 2- 3 razy. Przekładam warzywa do garnka, czosnek wyciskam z łupinek, zalewam 2 litrami wody, zagotowuję, zmniejszam płomień na mały, dodaję liście laurowe i ziele angielskie i gotuję z uchyloną pokrywką przez ok 40 minut, na kilka minut przed końcem dodaję roztarty palcami lubczyk. Wyłączam gaz, przecedzam bulion na sitku, dodaję szczyptę gałki, dosmaczam solą. Smak można zaostrzyć pieprzem.

Oceń przepis:

11 marca 2013

Pasta chrzanowo- migdałowa

Dzisiaj pyszna pasta migdałowo - chrzanowa, którą możecie wykorzystać na kanapkach, pasztetach, kotletach, użyć  jako przyprawę w sałatkach lub wymieszać ze startymi upieczonymi/ ugotowanymi burakami i stworzyć pyszną wegańską ćwikłę, co i ja miałam w planach, ale tak nam posmakowała baza (w tym córci!), że zjedliśmy ją w takiej formie. Będę musiała na nowo więc zmierzyć się z tarciem chrzanu. To jest moja kolejna propozycja świąteczna.



Składniki
ok 200g korzeni chrzanu
1/2 szklanki migdałów
woda z kiszonych ogórków lub zwykła
1 większe słodkie jabłko
4 łyżki gęstej części z odstanego w lodówce mleka kokosowego
sok z połowy cytryny lub więcej
ewentualnie sól

Wykonanie
Migdały zalewam gorącą wodą, odstawiam na kilkanaście minut, następnie przelewam zimną i obieram. Zalewam wodą z kiszonych ogórków (lub zwykłą) i moczę przez noc. Następnego dnia płuczę i blenduję dodając stopniowo kokos.
Obrane jabłko ścieram na tarce o drobnych oczkach, mieszam z sokiem wyciśniętym z cytryny. Obrane korzenie chrzanu również ścieram na tarce z drobnymi oczkami (można to zrobić przy otwartym/ uchylonym oknie), mieszam z jabłkiem, migdałami i kokosem, dosmaczam jeśli trzeba (dodatkowy sok z cytryny, ewentualnie sól). Najlepiej smakuje następnego dnia i później. Przechowuję ją w lodówce w zamkniętym słoiku przez kilka dni.


Oceń przepis:

9 marca 2013

Zaskakująca czerwona kapusta na ciepło

Jedna z lepszych wersji czerwonej kapusty na ciepło jaką jadłam, bez jabłka! Zaskakująca, nietuzinkowa i pyszna. Przyprawy korzenne i wytrawne czerwone wino... no właśnie- wino, za którym nigdy nie przepadałam, a dodawanie go do potraw uznawałam za górnolotną ekstrawagancję. Biję się w piersi! Od kiedy pierwszy raz zrobiłam- gotuję tę kapustę raz w tygodniu, choć po pierwszych kęsach nie byłam pewna czy smak mi odpowiada, ale autentycznie się w niej rozsmakowałam.
Przepis pochodzi od jednego z najlepszych szefów kuchni w Londynie, któremu postanowiłam zaufać w 100%,  nie zmieniłam w recepturze nic za pierwszym razem i trzymam się tego do tej pory.
Polecam jako dodatek do obiadu, np. niedzielnego, możecie też przygotować ją na Święta.



Przepis trafił do mnie dzięki uprzejmości Uli, dziękuję :)

Składniki
(dla 4- 6 osób)
1 kg czerwonej kapusty
szklanka czerwonego wytrawnego wina
szklanka wrzątku
połowa laski cynamonu
3 gwiazdki anyżu
3 goździki
3 pestki kardamonu
sól
ewentualnie odrobina oliwy



Wykonanie
Kapustę szatkuję, wkładam do garnka, dodaję przyprawy (bez soli), zalewam szklanką gorącej wody i taką samą ilością czerwonego wina, zagotowuję, kładę uchyloną pokrywkę i gotuję na niedużym ogniu przez ok 25 minut co jakiś czas mieszając (mieszanie jest istotne). Dosmaczam solą, można dodać niewielką ilość oliwy. Smacznego :)





Oceń przepis:

7 marca 2013

Placki ziemniaczane, sos z fistaszków i kuminu, kapusta z czarnuszką

Podczas blogowej nieobecności porobiłam sporo zdjęć i chciałabym podzielić się zimowymi przepisami, nim nadejdzie lato :) Chwilowo ogłaszam więc przyspieszone tempo w publikowaniu notek, o ile czas mi pozwoli oczywiście.
Dzisiaj zestaw: placki ziemniaczane, sos z fistaszków i kuminu oraz kapusta duszona z czarnuszką.


Placków nie smażę zbyt często, a jeśli już- w niewielkiej ilości- w wersji wegańskiej wychodzą i smaczniejsze i przez to bardziej wciągające. Kiedyś z uporem maniaka dodawałam do nich zmielone siemię lniane zalane wrzątkiem, wychodziły twardsze i mniej smaczne. Okazuje się, że wystarczy odpowiednia proporcja ziemniaków i mąki, a także patelnia teflonowa (na ceramicznej przywierają), by raz na jakiś czas pozwolić sobie na tę rozpustę.

Placki ziemniaczane

Składniki
(na 15- 20 sztuk)
1 kg ziemniaków
3 czubate łyżki mąki pszennej (używam typu 650)
pełna łyżeczka soli
pół średniej cebuli
olej do smażenia

Wykonanie
Obrane ziemniaki i cebulę ścieram na tarce o drobnych oczkach, dodaję mąkę, sól, porządnie mieszam. Smażę na rozgrzanym na patelni oleju z obu stron, wykładam na chwilę na papierowe ręczniki, by osączyć je z nadmiaru tłuszczu. Przed wyłożeniem każdej kolejnej porcji na patelnię- mieszam masę. Moim zdaniem smaczniejsze placki wychodzą gdy są małe- a grubsze :)

Inspiracją na sos był przepis znaleziony u Komarki (klik), robiłam go także do klusek dyniowych i do makaronu. Moja wersja jest wegańska, po oryginał zapraszam do źródła.



Sos z fistaszków i kuminu

Składniki
(jako dodatek na 2- 3 dni)
ok 80 g orzechów ziemnych niesolonych
500 ml dowolnego mleka roślinnego (lub pół na pół z bulionem)
1 średnia cebula
2 łyżki oleju, oliwy
pół łyżeczki soli, ewentualnie pieprz
spora szczypta zmielonego kuminu

Wykonanie
Orzechy prażę na suchej patelni aż się lekko zezłocą. W niedużym garnku rozgrzewam olej, wrzucam pokrojoną cebulę, duszę przez klika minut- do zeszklenia. Dodaję orzechy i mleko, gotuję na wolnym ogniu przez ok 30 minut, następnie blenduję chwilę, po przestudzeniu doprawiam solą, pieprzem i kuminem. Sos warto schłodzić w lodówce.

Przepis na kapustę inspirowany propozycją Nigelli Lawson z książki "Nigella gryzie", przy okazji dowiedziałam się, że "nigella" po angielsku to czarnuszka i że dania przez nią gotowane nie zawsze są kaloryczne i można nawet doszukać się czegoś dla wegan. Bardzo nam ta kapusta smakowała. Niewielkie moje modyfikacje: kapustę włoską zamieniłam na zwykłą, dodałam też słodkie jabłko i kilka łyżek soku z cytryny.





Kapusta duszona z czarnuszką

Składniki
(dla 3- 4 osób na 2- 3 dni)
średnia główka kapusty
1 średnie słodkie jabłko
3 łyżki oleju
płaska łyżka czarnuszki
szklanka bulionu warzywnego lub wody
kilka kropli sosu sojowego
kilka kropli oleju sezamowego
sok z cytryny do smaku
sól do smaku


Wykonanie
W szerokim garnku o grubym dnie rozgrzewam olej, wrzucam partiami poszatkowaną kapustę razem ze startym na tarce o dużych oczkach jabłkiem i duszę na niedużym ogniu często mieszając drewnianą łyżką przez ok 25 minut lub nieco dłużej (zależnie od tego czy wolicie twardszą czy miękką). Dodaję czarnuszkę, porządnie mieszam, zalewam wywarem, dodaję sporą szczyptę soli, mieszam, kładę pokrywkę i podgrzewam przez 4 minuty, po tym czasie warto sprawdzić czy miękkość kapusty jest dal Was odpowiednia- jeśli nie- podgrzewamy dalej. Dodaję kilka łyżek soku z cytryny, sos sojowy i olej sezamowy. Smacznego!




Tymczasem "Sojaturobię" zaistniała na Facebooku, serdecznie zapraszam do polubienia profilu:




Wybaczcie zdjęcie profilowe... są głosy, że jest bardzo smutne i wyglądam jakbym trzymała znicz, a nie dynię ;) Nie taki był zamysł autorki, w wolnej chwili pstryknę sympatyczniejsze i podmienię.




Oceń przepis:

6 marca 2013

Hummus ulubiony

Czyli pasta, którą (prawie) zawsze warto mieć w lodówce i którą ja (prawie) zawsze mam.
Każdy ma na nią swoje patenty i dopieszcza lubianymi przyprawami. Moim patentem jest obranie ugotowanych ziaren, a lubianymi przyprawami oprócz soli, czosnku i soku z cytryny jest wędzona papryka i kumin.
Obieranie strączków po paście z fasoli (klik) nie weszło mi w nawyk, ale w niektórych pastach wolę gładszą konsystencję. Co prawda hummus nie wychodzi dzięki temu jedwabiście gładki jak po dodaniu sody, o czym pisała Basia (klik) i Marta (klik), ale na tyle gładki, by móc się nim zachwycić, a drobinki ziaren nie są zbyt wyczuwalne na języku. Po dodaniu sody, ziarna rzeczywiście rozpadają się same i można z nich ukręcić prawdziwie aksamitny krem, ale pozbycie się posmaku sody wymaga dodania szklanki tahini. Osobiście wolę poprzestać na dwóch łyżkach, a sodę wykorzystać do czyszczenia fug w łazience :)


Składniki
szklanka ciecierzycy
2 czubate łyżki tahini
sok wyciśnięty z połowy cytryny
2 łyżki oliwy + dodatkowa do polania pasty
2 większe ząbki czosnku
łyżeczka wędzonej papryki w proszku (opcja)
spora szczypta zmielonego kuminu
sól



Wykonanie
Ciecierzycę moczę przez noc. Następnego dnia płuczę, zalewam sześcioma szklankami nowej wody, zagotowuję, zbieram szum i gotuję na wolnym ogniu z uchyloną pokrywką przez godzinę lub nieco dłużej. Przerzucam ziarna na sitko (wodę z gotowania zachowuję), przelewam zimną wodą i obieram- w praktyce nie wygląda to tak strasznie (zwłaszcza jak się ma jeszcze jedną parę rąk do pomocy) i całkiem sprawnie idzie, skórki dobrze odchodzą.
Do blendera wrzucam tahini, chwilę blenduję, by rozluźnić jej konsystencję, dodaję ciecierzycę, blenduję przez kilka minut stopniowo podlewając wodą z jej gotowania (szklanka lub nieco więcej). Dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, oliwę, sok z cytryny, kumin i paprykę, miksuję jeszcze chwilę. Doprawiam solą. Przekładam do zamykanego pojemnika, polewam oliwą i trzymam w lodówce przez kilka dni. Zużywamy jako pastę na kanapki czy dip do warzyw, dobra opcja na imprezę. Posypujemy dowolnymi ziarnami lub orzechami. Smacznego!






Oceń przepis:

Zupa ogórkowa z brązowym ryżem i curry

Patent mojej mamy, która jest moją ogromną inspiracją. Tak jak nigdy nie lubiłam ryżu w zupach (pomidorówka tylko z makaronem lub prażonym słonecznikiem), tak ta ogórkowa z jego dodatkiem stała się naszą ulubioną i jest to jedyna wersja tej zupy, która nie wymaga śmietanki, a smakuje bardzo dobrze, we wszelkich innych opcjach- zawsze brakowało mi tego "czegoś".


Okazuje się, że odpowiednio długo gotowane warzywa i dodany do nich ryż, ogórki podduszone w curry oraz kilka przypraw- wystarczą by uzyskać satysfakcjonującą, gęstą zupę- idealną w okresie jesienno- zimowym.
Co do ryżu- używam brązowego (do zup- okrągłego), który w porównaniu do białego, nie jest pozbawiony otoczki, dzięki czemu ma więcej wartości odżywczych, ale też wymaga moczenia i dłuższego gotowania. Staram się go dorzucać do innych zup, jak słynne już chyba- jeszcze z bloxa- zupy soczewicowe: rozgrzewająca z majerankiem i pomidorami (klik) oraz z kokosem i masalą (klik) częściowo zastępując ziemniaki.
Tymczasem ogórkowa z brązowym ryżem i curry.


Składniki
(dla 3- 4 osób)
3/4 szklanki brązowego okrągłego ryżu
2 średnie marchewki
nieduża pietruszka
5 średnich ziemniaków
6- 8 średnich ogórków kiszonych (lub więcej), opcjonalnie woda z ich kiszenia do podśrubowania smaku
czubata łyżeczka curry
łyżeczka suszonego majeranku
sól
3 łyżki oleju/ oliwy

Wykonanie
Ryż płuczę i moczę przez noc, można też namoczyć go rano i przyrządzić zupę po południu.
W garnku zagotowuję ok 2 i 1/2 l wody, dodaję obrane starte na tarce o drobnych oczkach marchewki i pietruszkę, pokrojone ziemniaki, przepłukany ryż, niepełną płaską łyżkę soli, liście laurowe i ziele angielskie, gdy całość ponownie się zagotuje, ustawiam gaz na mały, kładę uchyloną pokrywkę i gotuję na wolnym ogniu przez ok 40 minut.
Na patelni rozgrzewam olej, dodaję curry i prażę na wolnym ogniu mieszając, dodaję starte na tarce o grubych oczkach ogórki i duszę przez ok 10 minut mieszając, wyłączam gaz.
Warzywa w zupie dobrze jest przetrzeć tylną stroną drewnianej łyżki lub zblendować. Dodaję ogórki i roztarty w palcach majeranek, gotuję razem przez kilka minut. Dodatkowo można doprawić zupę kilkoma łyżkami suszonego soku z kiszonych ogórków.
Po odstaniu zupa oczywiście gęstnieje- więc jeśli zostanie Wam do następnego dnia- należy dolać wody i lekko doprawić.










Oceń przepis: